50 lat po Marcu '68. "Zdarza mi się słyszeć: chcesz pisać, to pisz w swoim języku, a nie w naszym"

- Dlaczego moi rodzice nie wyjechali? Mój ojciec podjął tę decyzję. Jego rodzice przeprowadzili go przez getto, przez całą okupację i co... miał ich zostawić? - powiedział w TOK FM pisarz Mikołaj Grynberg.

Według pisarza Polacy z żydowskimi korzeniami mają powody do niepokoju. - Cały czas słyszymy, że w tym roku obchody Marca '68 zaczęły się wcześniej.

Najnowsza książka Mikołaja Grynberga nosi tytuł "Księga Wyjścia", jak jedna z ksiąg Starego Testamentu, i dotyczy tego, co działo się w Polsce 50 lat temu. To wtedy w wyniku antysemickiej nagonki, rozpętanej przez rządzącą PZPR, musiały wyjechać z kraju tysiące ludzi.

Tylko w latach 1968-69 było to ponad 15 tys. osób. Ojczyzna nie dała im nawet prawa do paszportu. Wyjeżdżali z "dokumentem podróży", który stwierdzał, że "posiadacz niniejszego dokumentu nie jest obywatelem polskim". - Wielu z nich do dzisiaj czuje się jak odcięta gałąź - mówił Grynberg w TOK FM, w rozmowie z Wojciechem Orlińskim.

Rodzice pisarza zdecydowali, że nie wyjadą, choć rozważali opuszczenie kraju.

- Nie byli w stanie zostawić swoich rodziców, a było jasne, że jeśli się wyjedzie, to już się nigdy nie spotkają. Decyzję podjął mój ojciec. Jego rodzice przeprowadzili go przez getto, przez całą okupację i co, ma ich zostawić? - opowiadał Grynberg.

Czytaj też: "Żaryn swojej wiedzy używa w celach propagandowych". Dosadny komentarz ws. uchwały o Marcu'68>>>

"Księgę Wyjścia" zamykają słowa ojca Mikołaja Grynberga. - Pytam, kiedy dla niego skończył się 1968 rok. Powiedział: "skończył w połowie lat 70, ale dzisiaj myślę, że się jeszcze nie skończył”. Wtedy ja mówię, że to smutne. I ostatnie zdanie mojej książki, to słowa mojego taty, który mówi "tak, to bardzo smutne". To było latem... Dziś nie ma mojego taty, jest 2018 rok i cały czas słyszymy, że w tym roku obchody Marca '68 zaczęły się wcześniej - stwierdził gość Wojciecha Orlińskiego.

"Figura Żyda bardzo się nadaje do nienawiści"

Zdaniem Grynberga w przededniu 50. rocznicy Marca'68 sytuacja jest mało optymistyczna. - Jak wychodzisz na ulice, to jest średnio. A sytuacja się zaostrza i my, polscy Żydzi czy Polacy z żydowskimi korzeniami, jesteśmy pełni niepokoju - mówił pisarz.

Jak podkreślił, dla osób, które nie mają żydowskich korzeni, historie pokazujące wzrastający antysemityzm docierają dosyć późno, dopiero kiedy przekroczą pewną barierę. Ale on jest z tym problemem na bieżąco.

- Takie sygnały docierają docierają do mnie non stop, np. w wersji light: "to dziwne, że nie wstydzisz się, że jesteś Żydem”. Zdarza mi się słyszeć zdanie: "dobrze mówisz po polsku". Zdarza mi się słyszeć: "chcesz pisać, to pisz w swoim języku, a nie w naszym". Wiele razy zdarzyło mi się, że ludzie dają sobie prawo do odbierania mi prawa do bycia Polakiem. Z takich pojedynczych ognisk widzę teraz pożar wielki - ocenił Mikołaj Grynberg.

Według pisarza wzrost nastrojów antysemickich pojawia się w Polsce cyklicznie. I związane to jest z kryzysem. - Przez ostatnie lata był kryzys związany z uchodźcami. Ale figura Żyda bardzo się nadaje do nienawiści. I jest bardzo często wykładana na stół. W takim trybie wyłożył ją też Gomułka w 1968 r., gdy nie miał wyjścia. I teraz, mam wrażenie, tą kartą gra prezes Kaczyński.

"To był sygnał, że trzeba się zwijać w sekundę"

Uchwalenie kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o IPN było dla wielu sygnałem do pokazywania swojego antysemityzmu.

Jak porównał Mikołaj Grynberg w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz, "to rosło, pyrkotało - potrzebowało sygnału". I tym sygnałem była nie tylko nowelizacja, która oprotestował m.in Izrael, ale też brak reakcji na obelżywe wypowiedzi, które padły m.in. w telewizji publicznej. 

Według przepisów podpisanej przez prezydenta Dudę ustawy do trzech lat więzienia grozi za publiczne przypisywanie Polakom odpowiedzialności, między innymi za zbrodnie popełnione przez Niemców w czasie II wojny światowej.

Awantura wokół ustawy PiS o IPN

Najbliżsi Mikołaja Grynberga ocaleli z Zagłady dzięki Polakom. Tym dobrym i tym złym. -  Mój ojciec przeżył i jego rodzice przeżyli dlatego, że w porę uciekali przed sąsiadami tych dobrych ludzi, którzy ich ukrywali. Przed tymi, którzy przychodzili i mówili: "wiemy, że ukrywacie Żydów". To był sygnał, że trzeba się zwijać w sekundę. Takich sytuacji było kilka - powiedział autor "Księgi Wyjścia" i "Oskarżam Auschwitz".

Jak podkreślił Grynberg, ukrywanie Żydów w czasie niemieckiej okupacji było "niesłychanym aktem odwagi". - I dziś odwaga tych ludzi jest deprecjonowana przez to, że nie można mówić o strachu, który oni odczuwali przed swoimi sąsiadami. A to byli przecież prawdziwi bohaterowie.

DOSTĘP PREMIUM