Paweł Adamowicz: Wałęsę kocham, ale trudno oczekiwać, żeby mnie popierał

Wokół Pawła Adamowicza było ostatnio głośno ze względu na jego decyzję o kandydowaniu w wyborach samorządowych. Prezydent Gdańska zdecydował się na to wbrew władzom PO.

Paweł Adamowicz kandyduje w wyborach samorządowych już po raz szósty. Do tej pory jednak za każdym razem popierała go PO. Prezydent przekonywał w TOK FM, że nie przejmuje się brakiem poparcia Platformy w wyborach samorządowych, a całym zamieszaniem jest zdziwiony. - Od sześciu lat jestem bezpartyjny. Nie jestem do kupienia - mówił. - Bardzo wielu członków PO z Gdańska mnie popiera, wyborcy też. Działacze szczebla centralnego - nie. Trudno, tak bywa - mówił. Twierdził też, że konkurowanie z kandydatem PO nie zapewni, wbrew opiniom platformersów, zwycięstwa w Gdańsku PiS-owi. Samorządowiec nie chowa też urazy do Lecha Wałęsy, który postanowił nie poprzeć jego kandydatury. - Lecha Wałęsę kocham. Trudno, żeby mnie popierał, skoro kandyduje jego syn - komentował.

Politycy PO nie podzielają optymizmu Adamowicza. Oprócz rozproszenia głosów, obawiają się też problemów z porozumieniem z Nowoczesną, a negocjacje wyborcze są trudne i bez tego rodzaju problemów. Zdaniem Sławomira Nitrasa z PO, najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że w zmaganiach o fotel prezydenta Gdańska wystartują zarówno Paweł Adamowicz i Jarosław Wałęsa. - W takiej sytuacji może wygrać PIS i winny będzie Adamowicz - komentował w TOK FM Sławomir Nitras: Nie mam problemu ze stawianiem Platformy w negatywnym świetle

Czytaj więcej: Sławomir Nitras: Nie mam problemu ze stawianiem Platformy w negatywnym świetle

- Lepiej dla Gdańska, gdyby poszukać kandydata jednoczącego wszystkie środowiska demokratycznie w Gdańsku i który mógłby kontynuować to, co dobrego Paweł Adamowicz  zrobił - mówi rzecznik PO Jan Grabiec. Wyrażał nadzieję, że prezydent Gdańska zmieni jeszcze zdanie. Ale na to się nie zanosi.

Prezydent Gdańska bagatelizuje też kwestię ciążących na nim zarzutów o składanie nieprawidłowych oświadczeń majątkowych. - Nie są przeszkodą, już 4 lata temu o nich mówiono i nic z tego nie wynikło. Wyborcy dojrzali, a tacy są w Gdańsku, odróżniają fachowość i wizjonerskość od trików, w których politycy kryją się za prokuraturą i CBA, żeby grillować przeciwników. Gonią królika, zamiast go złapać - to stara taktyka - mówił w rozmowie z Dorotą Warakomską w TOK FM.

Opór społeczny w imię wolnych wyborów

Adamowicz odniósł się też do niedawnej nowelizacji kodeksu wyborczego, w myśl której PKW będzie musiał nagrywać wybory samorządowe. Zakup i przygotowanie potrzebnego sprzętu będzie kosztowało aż 605 mln zł.

- To jest absurd. To się nie przyda i pewnie w dodatku zepsuje. Pieniądze można było np. przeznaczyć na naukę angielskiego w szkołach wiejskich - krytykował.

Wśród krytycznych głosów pod adresem zmian w prawie wyborczym, pojawiają się przede wszystkim zarzuty, że zagrażają one wolnym wyborom. Formułował je między innymi Rzecznik Praw Obywatelskich. Z takim punktem widzenia zgadza się Adamowicz. Jego zdaniem, jedyną szansą na przeciwdziałanie nieprawidłowościom jest opór społeczny. - Potrzebna jest mobilizacja obywateli, którzy zasilą komisje wyborcze jako mężowie zaufania. W tym jest siła. W aktywnych obywatelach w każdej komisji obwodowej. Potrzebujemy czujnych przedstawicieli patrzących na ręce PiS - tłumaczył.

Kradną nam Lotos

Tematem numer jeden w Gdańsku jest obecnie planowana fuzja, po której Lotos przestanie być samodzielną firmą. Drugiego marca zbierze się w tej sprawie nadzwyczajna sesja Rady Miasta Gdańska.

- To niebywały skandal i arogancja. Prezesem Orlenu jest wójt Pcimia, jakie on ma doświadczenie w tej branży, horyzonty? To jest przerażające. W rękach takiej osoby jest wielki koncern naftowy. Lotos stał się jedną z najnowocześniejszych firm w Europie, za rządów PO PSL i prezesa Olechnowicza. Postaramy się, żeby wszyscy mieszkańcy Pomorza dowiedzieli się, że PiS chce nam ukraść Lotos. Zabrać podatki, zmarginalizować, sprowadzić Lotos do zakładu produkcyjnego w centrum decyzyjnym w Warszawie. Kilku facetów siedzących przy stole z zielonym suknem i paprotką decyduje o majątku narodowym idącym w miliardy. Obywatele nie mają na to żadnego wpływu, nie przedstawia się im nawet racjonalnych argumentów - oburzał się.

- Co samorządowcy Gdańska zamierzają z tym zrobić? - pytała prowadząca Poranek w TOK FM Dorota Warakomska.

- Będziemy uświadamiać obywateli, żeby przynajmniej zwiększyć koszty polityczne tej decyzji dla PiS, mam na myśli utratę głosów - wyjaśnił.

Adamowicz przypomniał, że za poprzednich rządów też były podobne pomysły przejęcia Lotosu, ale dzięki samorządowcom odstąpiono od nich.

Sławomir Nitras o oskarżeniach pod adresem Rafała Trzaskowskiego

DOSTĘP PREMIUM