W tym zawodzie prawie zawsze zabija się człowieka. Stres jest porównywalny z przeżyciami z frontu

Jedynie ok. 30 proc. maszynistów po zabiciu człowieka w wypadku dostaje profesjonalną pomoc psychologiczną. A w Polsce śmierć na torach zdarza się średnio co drugi dzień.

Według opublikowanego w tym tygodniu raportu NIK o bezpieczeństwie na kolei, w 2016 r. na torach zginęło 169 osób.

Chociaż z roku na rok ta liczba spada, a kolej pozostaje najbezpieczniejszym środkiem transportu, to w całej UE gorzej od Polski - pod względem wskaźnika ryzyka - wypada  tylko Litwa, Grecja i Słowacja.

- W Polsce system bezpieczeństwa opiera się na nieomylności człowieka. Nie ma urządzeń, które mogłyby wykluczyć jego nieświadomy błąd. Najmniejsze przeoczenie może prowadzić do katastrofy - mówi portalowi Tokfm.pl Stanisław Centkowski, wiceprezes Związku Zawodowego Maszynistów.

Jak sobie radzić, gdy się zabije człowieka

Nawet jeśli maszynista zareaguje w ułamku sekundy, zazwyczaj jest już za późno. Dobrze widać to na filmie udostępnionym kilka dni temu przez profil Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Widzimy nastolatka, który w ostatniej chwili uskakuje przed pędzącym pociągiem.

Na obrazie z kamery można go wypatrzeć jedynie na kilka sekund przed potencjalną tragedią. - Było tu wiele szczęścia, większość takich sytuacji kończy się śmiercią. W miejscu pokazanym na filmie dopuszczalna prędkość to 100 km/h. W zależności od warunków droga hamowania może mieć do 700 m - mówi Marta Markowska z Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej.

Kolej ma wypracowane procedury dotyczące wypadków. Za każdym razem na miejsce wzywane są służby porządkowe, ustanawia się komisję wyjaśniającą, która dokonuje oglądu i może zadecydować o dodatkowym oznakowaniu niebezpiecznego miejsca na przyszłość.

- Jednak w żadnym dokumencie nie znajdzie się słowa, jak sobie poradzić, gdy się zabije człowieka - zaznacza wiceprezes Związku Zawodowego Maszynistów.

- Maszyniści sami muszą zbudować barierę psychiczną, mieć świadomość, że nie mieli szans nic zrobić - mówi Centkowski. Ale, jak zaznacza, nie jest to łatwe. - Niektórzy widząc człowieka na torach wciskają odruchowo plecy w fotel, chcąc zmniejszyć prędkość maszyny.

"Chyba do śmierci nie zapomnę mojej pierwszej służby na parowozie, zaraz po egzaminie. Prowadziliśmy poranny pociąg osobowy do Katowic, była bardzo gęsta mgła. Zobaczyłem przez okno, jak ktoś idzie wzdłuż toru i niesie ludzką głowę" - tak w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" początek pracy wspomina Stanisław Palkiewicz, doświadczony maszynista z PKP Cargo.

Kiedy on kierował lokomotywą - człowiek zginął tylko raz. Ale niektórzy maszyniści  kilkanaście razy musieli zmagać się ze świadomością, że mieli udział w czyjejś śmierci.

Spółki kolejowe nie chcą, by o tym mówić

Przewoźnicy kolejowi nie chcą, by maszyniści wypowiadali się na temat śmiertelnych wypadków. 

Jeden z kolejarzy, z którymi rozmawialiśmy, odsyła nas do biura prasowego. Bez zgody przełożonych nie może mówić o wypadkach.

- To nie jest dobry pomysł. Dla maszynisty zabicie człowieka to ogromne przeżycie - tak rzeczniczka ŁKA odpowiedziała na prośbę, o pomoc w kontakcie z pracownikami firmy. Marta Ziemska z biura prasowego PKP Intercity zwraca uwagę na trudny do przewidzenia skutek takich publikacji. Bo choć przeważnie ich celem jest uświadamianie ludzi, to z drugiej strony mogą przyczyniać się do kolejnych nieszczęśliwych sytuacji.

- Ważne jest, aby edukować w zakresie bezpieczeństwa, tak aby zminimalizować wystąpienie niebezpiecznych zdarzeń. Należy jednak to robić rozważnie, by nie sugerować rozwiązań, które mogą okazać się tragiczne - mówi.

Szczęściarzem jest się krótko

W filmie Joanny Jaworskiej “Egzekutorzy”, wielu maszynistów opowiada swoje tragiczne historie. "Ci, którym nigdy nie zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, których lokomotywa nie pozbawiła nikogo życia, to szczęściarze. Ale takim jest się krótko. Prędzej czy później trafi na każdego" - mówi jeden z bohaterów filmu.

Dopiero od kilku lat część kolejarzy, którzy uczestniczyli w śmierci człowieka, może liczyć na profesjonalną pomoc psychologiczną i dodatkowy dzień wolny od pracy.

- To ogromna trauma dla maszynisty, która przenosi się na jego rodzin. Maszyniści po takich sytuacjach wpadają w problemy z psychiką, zdarzają się zawały. Niektórzy decydują się zrezygnować z zawodu, z którym wiązali swoją przyszłość i marzenia - mówi Stanisław Centkowski, który sam podczas 39 lat pracy na lokomotywie miał do czynienia ze śmiertelnymi wypadkami.

Jak podkreśla, choć to dziś niewyobrażalne, kiedyś maszyniści rezygnujący w takich okolicznościach z pracy, postrzegani byli jako osoby “miękkiego charakteru”, którzy nie nadają się do tej pracy.

- Ale my nie jesteśmy maszynami, mamy swoje uczucia - podkreśla związkowiec. Chociaż PKP S.A. nie posiada dokładnych danych, to według Centkowskiego, pomocą psychologiczną objętych jest na razie jedynie 20-30 proc. polskich maszynistów.

Część przewoźników ma podpisane kontrakty z prywatnymi firmami zajmującymi się opieką medyczną. Trzech spółki  (PKP Intercity, Cargo oraz Koleje Mazowieckie) przystąpiły do programu powypadkowego wsparcia dla swoich pracowników, który został stworzony po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami, do której doszło w 2012 roku. Zginęło wtedy 16 osób.

Czytaj też: Do kin wchodzi "Dziennik maszynisty" - film, po którym nie spojrzysz już tak samo na pracę na kolei>>>

- Nawet jeżeli w wypadku nikt nie zginął, maszynista żyje odtąd ze świadomością, że wykonuje zawód mogący pozbawić kogoś życia - tłumaczy Jakub Niklas z firmy IPRON, jeden z ekspertów, którzy projektowali system wsparcia.

- Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, u 18-21 proc. procent zdrowych osób, po traumatycznych wydarzeniach występuje ostra reakcja na stres: oszołomienie, gniew, rozpacz. Przy prawidłowej reakcji znikają one po kilku godzinach lub dniach, ale może wystąpić również zespół stresu pourazowego (PTSD), gdzie mamy do czynienia z tendencjami unikowymi - mówi. Taka osoba uważa na miejsca, rozmowy czy nawet zapachy, które kojarzą jej się z tamtym wydarzeniem.

Maszynista jak żołnierz na misji

- Zespół stresu pourazowego kojarzy się z raczej z wojną, żołnierzami wracającymi z misji, ale pamiętajmy, że negatywne i trudne emocje to normalna rzecz. Nie blokujmy ich - podkreśla psycholog.

- W stresowej sytuacji najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Organizm zwykle podpowiada, jak je zapewnić: jeśli komuś jest duszno, otwórzmy okno, jeśli zimno, okryjmy go, jeśli chce mówić, pozwólmy na to; a jeśli woli milczeć - nie naciskajmy. Warto korzystać ze wsparcia rodziny, kolegów, psychologa. Radzę nie nadużywać środków psychoaktywnych, jeżeli nie przepisał ich lekarz. Alkohol albo środki uspokajające mogą doprowadzić do blokady emocji - stwierdza Jakub Niklas.

I dodaje, że choć na pomoc psychologiczną mogą liczyć żołnierze, policjanci, strażacy, nawet lekarze, to wśród kolejarzy jest to nadal nieliczna grupa. - To się przekłada na satysfakcję z życia i sytuację rodzinną ludzi, którzy każdego dnia osobiście odpowiadają za setki pasażerów - podkreśla psycholog.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM