W "Poranku Radia TOK FM" rozmawiają o marszu ONR, a do studia dzwoni Gronkiewicz-Waltz

- Nie mogliśmy rozwiązać wczorajszej manifestacji ONR. Nie boimy się, ale musimy szanować prawo - powiedziała w "Poranku Radia TOK FM" prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

W czwartek w Warszawie około 200 osób wzięło udział w marszu pamięci ofiar żołnierzy wyklętych zorganizowanym przez Obywateli RP i antyfaszystów. Pod koniec demonstracji przy areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej rozpoczęła się kontrmanifestacja narodowców z ONR. Doszło do szarpaniny. Uczestników rozdzieliła policja.

W „Poranku Radiu TOK FM” komentowano wczorajszą sytuację.

Do studia zadzwoniła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Poruszyło mnie, że państwo uważają, że władze miejskie tak się zachowują ze strachu. Otóż absolutnie nie ze strachu, tylko my szanujemy prawo, w związku z tym rejestrujemy demonstracje – powiedziała polityk.

Czytaj też: "Jeżeli organizacja neofaszystowska maszeruje, trzeba jej to fizycznie uniemożliwić"

– Nie było zgody na użycie środków pirotechnicznych. Na to powinna reagować policja – stwierdziła Gronkiewicz-Waltz. Powiedziała, że jej urzędnicy mogą reagować przy wyraźnym łamaniu prawa. W innych sytuacjach ratusz przegrywa z organizatorami manifestacji w sądzie.

– Jeżeli przegrywamy przed sądem za każdym razem, to oczywiście wtedy organizatorzy nic sobie nie robią z naszej obecności – dodała prezydent Warszawy.

Na stwierdzenie Jacka Żakowskiego, że na marszu narodowcy mieli pochodnie i jedną z nich podpalono bukiet uczestnika marszu antyfaszystów, prezydent zapowiedziała dokładną analizę wszystkich zdjęć z demonstracji. Jej zdaniem nie można było rozwiązać manifestacji. – Jak nie dopuściłam przed Teatrem Powszechnym do zgromadzenia ONR-u, to upomniał mnie nawet Rzecznik Praw Obywatelskich, ponieważ w Polsce jest bardzo daleko idąca ochrona wolności demonstracji – dodała.

Stwierdziła, że nie boi się narodowców, ale musi przestrzegać prawa. – To jest życie w takim rozdarciu. Jak ktoś w kraju łamie konstytucję i prawo, to nie znaczy, że ja muszę – oceniła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM