Komisarz wyborczy: Nie wiem, czy najbliższe wybory będą mogły być w pełni sprawnie przeprowadzone

Komisjom wyborczym będzie trudniej ocenić ważność głosów. Może pojawić się dowolność, której nie powinno być. O wyborach samorządowych i nowym prawie wyborczym rozmawiamy z sędzią, komisarzem wyborczym z Lublina.

Jerzy Krzysztof Rodzik, sędzia z ponad 30-letnim stażem, ostatnio - prezes Sądu Okręgowego w Lublinie, odwołany faxem przez ministra sprawiedliwości. Wielokrotnie wchodził w skład okręgowych komisji wyborczych, od ponad 2 lat pełni funkcję komisarza wyborczego w Lublinie. Jego kadencja powinna się zakończyć w 2020 roku, ale - w związku ze zmianą prawa - wygaśnie niebawem, po powołaniu nowych komisarzy wyborczych (w samym Lublinie ma być ich czterech).

TOK FM: Panie sędzio, jak widzi pan jesienne wybory samorządowe? Zwłaszcza jeśli chodzi o karty do głosowania, na których będzie można stawiać tak naprawdę zupełnie dowolne znaki?

Sędzia Jerzy K. Rodzik, komisarz wyborczy w Lublinie: Na pewno będzie utrudniona ocena ważności głosów. Bo do tej pory sytuacja była oczywista - na karcie do głosowania trzeba było postawić krzyżyk. Teraz, w związku z tym, że komisje to ciała kolegialne - mogą mieć różne poglądy na temat znaków na karcie. Jedne będą uznawały, że jakichś dwóch przecinających się czy stykających się linii nie można uznać za głos ważny, inne będą mieć odmienne zdanie. Tu może się pojawić dowolność, a przy wyborach dowolności być nie powinno. Wszystko powinno być jasne i precyzyjne.

Czytaj też: Nie ma sprzętu, brakuje ok. 600 mln zł. PiS zarządził zmiany, PKW ma sobie radzić. Tyle że to niewykonalne

Wyobraża pan sobie, że w czasie liczenia głosów komisja głosuje, czy uznać dany głos za ważny czy też nie?

Oczywiście, bo przecież jeśli komisja będzie mieć wątpliwość co do ważności głosu czy głosów, to jedyną możliwą formą decyzji będzie uchwała takiej komisji, a uchwałę podejmuje się większością.

Idziemy w złym kierunku?

Dotychczasowa ordynacja wyborcza była antidotum na poprzedni system. Nasza demokracja jest bardzo krucha - chodziło o to, by komisarzami wyborczymi byli sędziowie, czyli osoby niezależne od polityków. I, według mnie, mamy jeszcze za krótko naszą demokrację, by dokonywać tak radykalnych zmian. To, że kontrolowali to wszystko sędziowie było pewną nowością, której w innych krajach nam zazdroszczono. Bo dla osób w innych krajach to, że sędzia nadzoruje jakieś wybory, to gwarancja tego, że wszystko przebiegnie zgodnie z prawem.

A teraz na komisarzy mogą kandydować m.in. osoby z wykształceniem prawniczym, tuż po studiach.

Tak, mogą to być m.in. absolwenci prawa, którzy niedawno skończyli studia. Muszą być apolityczni - w przypadku sędziów było to do tej pory oczywiste, bo sędzia nie może należeć do żadnej partii. W tej chwili sędziowie też mogą kandydować na komisarzy, ale na razie nie wiemy jeszcze, kto się zgłosił. Ja życzę nowym komisarzom jak najlepiej, bo jestem pro-państwowcem, chciałbym, aby wybory odbywały się uczciwie, a po drugie - szybko i sprawnie.

W ostatnim czasie słychać było głosy, że zmieniane są zasady dotyczące wyborów, bo wcześniej były nieprawidłowości i trzeba z tym skończyć. Pan - jako komisarz, a wcześniej jako członek okręgowej komisji - spotkał się z jakimikolwiek zastrzeżeniami dotyczącymi wyborów?

Zdarzały się sytuacje, gdy trzeba było na przykład zbadać prawdziwość listy poparcia danego kandydata czy prawdziwość danych przekazanych przez kandydata w jego zgłoszeniu. W jednym przypadku zawiadomiliśmy prokuraturę z wnioskiem o zbadanie, czy nie zostało popełnione przestępstwo przeciwko wyborom. Chodziło o to, że kandydat podał w swoich dokumentach, że nie był osobą karaną, a okazało się, że to nie do końca prawda. Natomiast o żadnych fałszerstwach w czasie wyborów absolutnie nie było mowy.

Zaskoczyły Pana zmiany wprowadzane przez rząd?

Śledziłem proces legislacyjny, dlatego nie jest to dla mnie dużym zaskoczeniem. Natomiast tempo zmian budzi mój niepokój. Nie wiem, czy najbliższe wybory będą mogły być w pełni sprawnie przeprowadzone. Chodzi tu przede wszystkim o nowych komisarzy, o nowy system informatyczny, o transmisję z obwodowych komisji wyborczych. 

Czyli czego się pan obawia?

Wybory samorządowe są najtrudniejszymi z punktu widzenia logistyczno-technicznego wyborami w Polsce. Wszystkie inne - są dużo prostsze. I rodzi się pytanie, czy zdążymy choćby z taką zmianą, jak transmisja na bieżąco ze wszystkich lokali wyborczych? Mam wątpliwości, czy Krajowe Biuro Wyborcze zdąży rozpisać przetarg i go rozstrzygnąć. Ja już nie mówię o kwestiach finansowych, bo rozumiem, że pieniądze na to się znajdą. Ale chodzi o to, że łącza, którymi będzie transmitowany obraz z głosowania, czyli to, co każdy będzie mógł sobie obejrzeć - to wszystko musi być odpowiednio zabezpieczone przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, łącza muszą mieć certyfikaty bezpieczeństwa. I nie wiem po prostu, czy czasowo to wypali.

Jest pan zwolennikiem kamer w komisjach wyborczych?

Jeśli ludzie będą chcieli to oglądać, jeśli jest taka potrzeba społeczna, to nie mam nic przeciwko temu, choć jest to bardzo kosztowne. Do tej pory każdy komitet wyborczy mógł mieć swojego męża zaufania - zdarzało się, że mężowie zaufania składali jakieś zastrzeżenia, a my się do nich odnosiliśmy. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by mąż zaufania nie był zadowolony z naszych wyjaśnień. Natomiast dziś intencją ustawodawcy jest chyba powszechna kontrola wyborów. Tyle tylko, że to trzeba było zrobić wcześniej, dokładnie wszystko sprawdzić - żeby nie było tak, że będziemy chcieli oglądać transmisję z wyborów, a ponieważ łącze nie będzie do końca bezpieczne, pojawią nam się jakieś zielone ludziki, bo obraz zostanie np. przez hakerów zniekształcony czy całkowicie zmieniony. To jest zagrożenie.

 Dwie komisje wyborcze to również nowość. Co pan na to?

Na razie trudno to oceniać, bo wszystko jest na zasadzie gdybania. Jeśli mamy zaufanie do ludzi, których wybieramy do obwodowej komisji wyborczej, to chyba do końca, a nie tylko do momentu zakończenia głosowania. A potem co, mamy większe zaufanie do tej drugiej komisji? No chyba że jest to kwestia zmęczenia członków komisji. Ale ja nigdy nie spotkałem się z tym, by ktoś narzekał, że jest zmęczony czy nie ma już siły, choć rzeczywiście jest to ogromnie męczące.

Cały czas pełni Pan obowiązki komisarza - co na dziś Pan wie, jeśli chodzi o przygotowania do jesiennych wyborów samorządowych?

Jeśli chodzi o kwestie techniczne i organizacyjne, to szczerze powiedziawszy, nie wiem nic. Mam wiedzę jedynie ze stron Państwowej Komisji Wyborczej i z rozmów z pracownikami lubelskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego. Nie wiemy, kto będzie pełnić funkcję komisarzy wyborczych, kto zostanie urzędnikiem wyborczym - wszystko to się dopiero okaże.

DOSTĘP PREMIUM