Sekielski: Popsułem humor Ziobry. Uruchomił więc swoje służby, by przeprowadziły na mnie atak

- Nie rozumiem zachowania ministerstwa - przyznał w TOK FM Tomasz Sekielski. Dziennikarz, dzięki któremu odnalazły się dowody ws. morderstwa Jaroszewiczów, stał się celem ataków współpracowników min. Ziobry.

Tomasz Sekielski, w trakcie realizacji filmu na temat morderstwa Piotra i Alicji Jaroszewiczów, odnalazł karton z dowodami, które śledczy uznali za zaginione. Dowody zostały przekazane do prokuratury w Warszawie.

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że śledczy z Krakowa mają trzech podejrzanych w sprawie zbrodni z 1992 roku

- Uznałem, że mam jakiś niewielki wkład w to, że ta sprawa nadal jest badana i wyjaśniana - mówił w TOK FM. Dlatego pozwolił sobie wczoraj - na Twitterze - przypomnieć o swojej roli.

Sekielski wpisem wywołał prawdziwą burzę. Zareagowała nie tylko prokuratura, ale i wiceminister sprawiedliwości - Michał Woś.  Zgodnie dyskredytowali zasługi dziennikarza.

- Nie rozumiem zachowania ministerstwa. Prawdopodobnie chodzi o to, że wczoraj popsułem humor ministra Ziobry, więc pan minister uruchomił swoje służby, by przeprowadziły atak na mnie i prostowały coś, czego nie trzeba prostować. Nigdzie nie mówiłem, że to dzięki tym dowodom złapano tych przestępców. Dzięki odnalezionym dowodom warszawska prokuratura wznowiła śledztwo, które - jak sam pan minister Ziobro wczoraj mówi – pomogło w weryfikacji ustaleń śledczych z Krakowa - mówił dziennikarz w rozmowie z Karoliną Głowacką.

"Wszyscy są absolutnie zaskoczeni"

Dowody przekazane do warszawskiej prokuratury znaleziono w kartonie jakie z depozytu sądowego trafił do rodziny Piotra Jaroszewicza. Lata temu uznano te rzeczy za zaginione. I wszczęto śledztwo, by wyjaśnić, jak do tego doszło.

- A te dowody leżały wtedy w depozycie sądowym  W roku 2010 ten karton został przekazany Janowi Jaroszewiczowi, synowi zamordowanych. Udało mi się go namówić na wywiad. Przez lata unikał kontaktu z dziennikarzami; w moim filmie nie chciał pokazać twarzy - chce być anonimowy. Powiedział że karton odebrał, ale przez te siedem lat go nie otworzył: nie miał na tyle siły, by zaglądać do tych rzeczy. Ku mojemu absolutnemu zaskoczeniu, co widać w filmie, okazało się, że to folie daktyloskopijne.  Jeszcze większy szok przeżyłem, gdy okazało się, że są tam też zakrwawione rzeczy w których zginęli Jaroszewiczowie - wspominał Tomasz Sekielski w TOK FM.

W konsekwencji weryfikacja tych dowodów pozwoliła na wskazanie trzech podejrzanych o morderstwo sprzed 26 lat. Dwóch z trzech mężczyzn przyznało się do winy. Jeden z nich otrzymał status tzw. małego świadka koronnego.

- Wczoraj rozmawiałem z kilkoma osobami: z policjantami, którzy zajmowali się zabójstwami, prokuratorami, osobami, które pracowały w więziennictwie. Wszyscy oni są absolutnie zaskoczeni, nigdy  w swojej pracy nie spotkali się z taką sytuacją, kiedy dwóch podejrzanych  przyznaje się do udziału w tak makabrycznym zdarzeniu - mówił dziennikarz.

"Mocno kibicuję prokuraturze"

Tomasz Sekielski ma nadzieję, że prokuratorzy prowadzący sprawę morderstwa Jaroszewiczów, mają mocne dowody obciążające podejrzanych. Bo opieranie się jedynie na zeznaniach świadka koronnego to za mało.

- Mocno kibicuję prokuraturze. Bo sam jestem ciekaw, co się wydarzyło w willi w Aninie w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku. I naprawdę chciałbym, by tym razem prokuraturze się udało, byśmy poznali odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania. Ale jak obserwuję to w jak złą stronę poszła instytucja świadka koronnego – jak wiele jest wpadek, jak często sąd uznaje takie zeznania za niewiarygodne – to mam nadzieję, że śledczy mają coś poza zeznaniami osoby, która ma interes w tym, by mówić co śledczy chcą usłyszeć - powiedział dziennikarz.

A w sprawie zamordowania Piotra i Alicji Jaroszewiczów pytań bez odpowiedzi jest bardzo wiele.

- Synowie twierdzą, że nic wartościowego z willi nie zginęło. Wciąż więc nie przekonuje ich, że chodziło o motyw rabunkowy.  Obaj synowie zgodnie twierdzą, że Piotr Jaroszewicz pracował nad jakąś nową książką. Jan Jaroszewicz mówi, że kilka dni przed zabójstwem widział stosy papierów, notatek, których nie było, gdy pojawił się po zbrodni. Mówi się też, ale to informacja niepotwierdzona, że miało istnieć tzw. archiwum Jaroszewicza. Czy naprawdę istniało? Nie wiadomo. Autor wywiadu-rzeki z Jaroszewiczem Bogdan Roliński mówił, że były premier mówił o tzw. sowieckich matrioszkach, czyli agentach ulokowanych na szczytach władzy, działających pod przykryciem - wyliczał Tomasz Sekielski.

Spekulacje podgrzewają informacje dotyczące postępowania morderców. - Skoro to miał być napad rabunkowy, to dlaczego zmienia się komuś koszule? Dlaczego daje się leki i wodę? Dlaczego opatruje się ranę na głowie? Wszystko wskazuje na to, że komuś zależało na tym, by Piotr Jaroszewicz jak najdłużej zachował przytomność. To wygląda jakby był przesłuchiwany, by "wyciągnąć" od niego jakieś informacje. Jakie? Nie wiadomo - podsumował dziennikarz.

Czytaj też: 1 mln zł dla Tomasza K., jeśli potwierdzi się, że jest niewinny? "Mało. To będzie kolosalna kwota">>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM