PiS szuka haków na prezydentów z Platformy, a jej tuzy chcą startować jako niezależni kandydaci

PiS powtarza strategię, która przyniosła mu zwycięstwo w 2015 r. "Budując wizję PO jako zamieszanej w różnego rodzaju afery, udało im się przejąć władzę". Czy dlatego ważni działacze dystansują się teraz od macierzystej partii?

Na początku grudnia wybory na szefa Platformy w regionie lubelskim wygrał Krzysztof Żuk. Wielu spodziewało się, że tym samym będzie liderem partii w wyborach prezydenckich. Decyzja jest jednak inna - Żuk wystartuje już po raz trzeci, ale tym razem nie z Platformy, a ze swojego, niezależnego komitetu wyborczego. 

Jak mówi, namawiali go do tego mieszkańcy. Liczy dzięki temu na szerokie poparcie, nie tylko ze strony PO, ale też Nowoczesnej, SLD czy miejskich aktywistów i radnych z poszczególnych dzielnic. - To dość zaskakujące, że lider partii w regionie wyrzeka się partyjnego szyldu - mówi dr Wojciech Maguś, politolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, specjalizujący się w marketingu politycznym.

"To pokazuje słabość PO"

- W mojej ocenie jest to fikcyjne. To pewien gest, który ma ułatwić Żukowi start w wyborach i próba zdystansowania się od negatywnych skojarzeń, które mogą łączyć się z Platformą - dodaje. Według niego chęć ucieczki od szyldu partyjnego pokazuje słabość PO.

Krzysztof Żuk nie widzi zgrzytu w tym, że z jednej strony jest liderem PO, a z drugiej chce być niezależny w wyborach samorządowych. - Przypuszczalnie władze w Warszawie zdecydują się na wspólną listę z Nowoczesną, ale do sejmików wojewódzkich. To są decyzje Warszawy - my decyzję dotyczącą przyszłości Lublina i naszych wyborców podejmujemy na miejscu, w oderwaniu od politycznego i partyjnego kontekstu - dodaje K. Żuk. Dlatego tworząc listę do Rady Miasta chce współpracować ze wszystkimi, którzy myślą podobnie jak on.

„Aparat PiS realizuje partyjne wytyczne”

PiS wie, że Żuk to bardzo mocny przeciwnik (w ostatnich wyborach wygrał w cuglach już w I turze), dlatego nie ustają próby dokuczenia mu. Jest wszczęta za rządów PiS sprawa rzekomego naruszenia zapisów ustawy antykorupcyjnej poprzez połączenie funkcji prezydenta i członka rady nadzorczej jednej ze spółek - w związku z nią wojewoda wydał decyzję o uchyleniu prezydentowi mandatu. Żuk odwołał się jednak do sądu administracyjnego - rozprawa będzie miała miejsce 18 kwietnia.

Trwa też drugie postępowanie - tym razem o rzekome naruszenie dyscypliny finansów publicznych poprzez wynajęcie powierzchni na potrzeby Urzędu Miasta w nieistniejącym jeszcze budynku. Co prawda sprawa dwa razy była już umarzana, prezydenta uniewinniano, ale rzecznik dyscypliny finansów publicznych właśnie się od ostatniej decyzji odwołał. To oznacza, że sprawa trafi do sądu. O tym, że to nie koniec już wcześniej informowali na Twitterze dwaj posłowie PiS, Sylwester Tułajew i Artur Soboń. Ten ostatni napisał np. że jeszcze za wcześnie na otwieranie szampana.

- Aparat PiS realizuje wytyczne partyjne, ingerując w postępowanie niezależnej komisji orzekającej. Czy były w tym zakresie interwencje? – pyta Żuk. - Może tak naprawdę nie chodzi o wyjaśnienie tej sprawy, ale o to, by zakończyła się ona niekorzystnie dla mnie. Bo trudno nie odnieść wrażenia, że działacze PiS dokładają wszelkich starań, by moje nazwisko pojawiało się wielokrotnie, w kontekście różnego rodzaju postępowań - mówi prezydent.

Inni prezydenci też mają problemy

Kontrowersyjnych przypadków, gdy szuka się „haków” na prezydentów związanych z PO, jest więcej. Jak mówią nam lokalni działacze partii, chodzi o to, by partii zaszkodzić na różnych polach, różnymi metodami, z różnych stron - by udowodnić, że kandydaci PiS, kimkolwiek by nie byli, jednak są lepsi.

Mamy Gdańsk i Pawła Adamowicza (dziś formalnie poza PO, najprawdopodobniej wystartuje bez poparcia partii), który odpowiada przed sądem za podanie nieprawdziwych informacji w swoich oświadczeniach majątkowych sprzed lat. Dodatkowo trwają też śledztwa prokuratury m.in. w sprawie możliwości przyjęcia korzyści majątkowych przez prezydenta, jego zastępcę i dwóch urzędników, którym spółka wodociągowo-kanalizacyjna miała sfinansować 3-dniowy pobyt w Hiszpanii.

To jest kontynuacja strategii, która doprowadziła PiS do zwycięstwa w 2015 r. Budując wizję partii ówcześnie rządzącej jako tej zamieszanej w różnego rodzaju afery, udało się PiS-owi przejąć władzę

Mamy też Łódź i Hannę Zdanowską, wobec której kilka dni temu zapadł wyrok za poświadczenie nieprawdy w dokumentach, które umożliwiły jej partnerowi zaciągnięcie kredytu na 200 tys. złotych (prezydent uważa, że nie zrobiła nic złego).

Mamy wreszcie Warszawę i Hannę Gronkiewicz-Waltz, kilkakrotnie wzywaną przed Komisję Reprywatyzacyjną Patryka Jakiego.

Czytaj też: PO o kandydaturze Adamowicza: "Lepiej poszukać kogoś jednoczącego środowiska demokratyczne"

- To jest kontynuacja strategii, która doprowadziła PiS do zwycięstwa w 2015 r. Budując wizję partii ówcześnie rządzącej jako tej zamieszanej w różnego rodzaju afery, udało się PiS-owi przejąć władzę. I ta strategia jest teraz wprowadzana w samorządach - chodzi o uderzenie w lokalnych liderów. Osłabianie wizerunkowe tych osób może być kontynuacją obranej wcześniej strategii wyborczej - mówi dr Maguś, politolog.

DOSTĘP PREMIUM