"Jesteśmy gotowi na każdego przeciwnika". Nowoczesna i PO wspólnie po prezydenturę Warszawy

- Bardzo złą rzeczą byłoby, gdyby wybory samorządowe były takim plebiscytem partyjnym, w którym tylko etykietka partyjna zwycięża - mówi Paweł Rabiej, który zrezygnował z bycia kandydatem Nowoczesnej, aby wesprzeć kampanię Platformy.

Cała rozmowa do wysłuchania jako podcast: 


Paweł Rabiej, kandydat Nowoczesnej na wiceprezydenta Warszawy, przyznaje, że Rafał Trzaskowski jest najlepszym kandydatem PO na prezydenta. Polityk zapowiada też, że w najbliższym czasie wraz z posłem PO przedstawią główne założenia programu dla Warszawy. Czy rywalizacja z kandydatem PiS-u w stolicy będzie prosta? - Będziemy mieli do czynienia z osobą zdeterminowaną, żeby wziąć Warszawę. Dla kandydata PiS-u ważny będzie prestiż i nacisk partii - odpowiada Rabiej w rozmowie z Rochem Kowalskim.

Roch Kowalski, TOK FM: Panie Ministrze, z kim byłoby państwu łatwiej wygrać - z Patrykiem Jakim czy z Michałem Dworczykiem?

Paweł Rabiej: Jesteśmy gotowi na każdego przeciwnika. Czy to będzie Patryk Jaki, czy Michał Dworczyk, czy inna osoba, bo i tego nie możemy wykluczyć, to jesteśmy dobrze przygotowani do rywalizacji w wyborach prezydenckich w Warszawie. Mam nadzieję, że warszawiacy wybiorą tę ofertę, która pod względem propozycji programowej i poprawy jakości życia, jest najlepsza.

Z tej rywalizacji wycofał się już marszałek Senatu, czyli to starsze pokolenie - jak mówią sami politycy PiS-u - ale kto dla Pana byłby łatwiejszym kontrkandydatem: Patryk Jaki czy Michał Dworczyk?

- Znam pana ministra Jakiego i pana ministra Dworczyka. To, że właśnie te nazwiska pojawiły się na giełdzie osób, które będą startowały z ramienia PiS w Warszawie, wskazuje, że będzie to rywalizacja młodszego pokolenia politycznego. Cenię zaangażowanie i energię obu panów, ale też mam świadomość ich słabych stron, o których teraz nie chcę mówić, bo to jest rzecz, która bez wątpienia bardzo przyda się w kampanii wyborczej.

Rozumiem, że te słabe strony ministra Jakiego poznał pan w komisji weryfikacyjnej.

- Nie tylko. Myślę, że każdy, kto patrzy na funkcjonowanie pana ministra Jakiego, również to dostrzega. Dla mnie najważniejsze jest w tej chwili to, że tak naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, że któryś z tych panów traktuje startowanie w Warszawie poważnie, jeżeli nie zabrał się jeszcze za program i za konsultacje z mieszkańcami. Bardzo złą rzeczą byłoby, gdyby wybory samorządowe były taki plebiscytem partyjnym, w którym tylko etykietka partyjna zwycięża.

Z reguły tak jest, że w walce o prezydentury w większych miastach w zdecydowanej większości najważniejsza jest legitymacja partyjna i to, z jakiego ugrupowania ktoś pochodzi.

- To jest rzecz, która mnie się nie podoba. Nie podoba się też Rafałowi Trzaskowskiemu i dlatego my na tyle wcześnie rozpoczęliśmy przygotowania do kampanii prezydenckiej w Warszawie, żeby móc uczciwie zaproponować warszawiakom dobry kontrakt, a nie wystartować i wygrać bez dialogu i konsultacji.

Za to też jesteście krytykowani - że zaczęliście kampanię przed formalną kampanią.

- Jak ktoś szuka dziury w całym, to zawsze ją znajdzie. Uważam, że uczciwe przygotowanie do kampanii samorządowej wymaga opracowania wcześniej o co najmniej 2 lata programu, poznania miasta, sporządzeniu audytu, zapoznania się z tym, co funkcjonuje, a co nie. Polityka jest sztuką zmiany. Przeprowadza się niezwykle istotne zmiany, a na poziomie miasta one są bardzo duże i trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś przygotował się do tego solidnie przez 5 czy 6 miesięcy.

To może jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość ma już w szafie schowany projekt program dla Warszawy i przedstawi go wraz z kandydatem, czyli właściwie za mniej niż miesiąc.

- Jakoś nie podejrzewam, żeby tak było. 

Były niebieskie teczki przed wyborami parlamentarnymi.

- Były puste teczki. Być może Prawo i Sprawiedliwość ma taki pomysł, żeby przeprowadzić tę kampanię w stylu Andrzeja Dudy, ale myślę, że żaden wróbel nie nabierze się dwa razy na te same plewy. Widzimy, do czego doprowadziło wybranie Andrzeja Dudy.

Poparcie dla prezydenta jest bardzo wysokie. W rankingach zaufania ma ponad 50 proc., jest na pierwszym miejscu.

- Tak, tylko pytanie na ile wynika to z poparcia dla osoby, a na ile z poparcia dla instytucji. Urząd prezydenta siłą rzeczy cieszy się respektem. Mówię o pewnym koncepcie politycznym. Osoba młoda, która właściwie jest świeża, nieznana, jest takim jajkiem niespodzianką, zostaje kimś. Byłoby bardzo źle, gdyby w Warszawie takie jajko niespodzianka wygrało.

Jak się układa pańska współpraca z Rafałem Trzaskowskim?

- Jest bardzo dobra. Dużo rozmawiamy na tematy programowe, mamy uzgodnione główne obszary naszego programu dla Warszawy i pomysły. Rafał Trzaskowski prowadzi cykl spotkań z mieszkańcami Warszawy.

 Pana na tych spotkaniach nie ma. Dlaczego?

- Prowadzę działania, które uzgodniliśmy wspólnie w ramach przygotowania do kampanii wyborczej: spotkania z różnymi grupami społecznymi, na przykład z rowerzystami, właścicielami kafejek.

Ile w ubiegłym tygodniu takich spotkań pan odbył?

- Zawsze to jest kilka, kilkanaście maksymalnie. Staram się poprzez spotkania ze środowiskami zrozumieć, czego one od nas oczekują. Dla przykładu: czego oczekują właściciele psów w Warszawie. Okazuje się, że takich oczekiwań jest sporo. Wielu posiadaczy psów chciałoby w lecie wykąpać swoje psiaki w pobliżu Wisły, w czymś w rodzaju baseniku. Będą też nasze wspólne spotkania. Mamy przygotowany harmonogram działań, rozmawiamy o tym intensywnie. Proszę się nie niepokoić. Wystąpimy również wspólnie. 

Na dotychczasowych spotkaniach programowych, na których Rafał Trzaskowski prezentował założenia dla kobiet i dla seniorów, pana nie było. W odbiorze medialnym wygląda to tak, że Platforma przedstawia swój program, a nie jest to wspólny program PO i Nowoczesnej.

- Ten program jest uzgodniony między nami. Jedna rzecz to minimum programowe, które powinniśmy mieć, a druga to rodzaj zarysu programu na kampanię wyborczą, określenie tego, co dla nas będzie kluczowe i priorytetowe. Rafał Trzaskowski mówił o kobietach i seniorach. To są rzeczywiście dwie niezwykle istotne kwestie w Warszawie. Ja z kolei miałem konferencję dotyczącą przejrzystości i transparentności. Dla Nowoczesnej to postulat bardzo ważny, żeby władze były bardziej przejrzyste, bardziej jawne. Nie chodzi tylko o zeznania majątkowe, ale też o zamówienia publiczne dla urzędu, żeby to było bardzo transparentne. To jest akurat taka część programowa, która dla nas jest ważniejsza. Pracujemy nad tym. Działanie w duecie pozwala nam być w różnych miejscach w tym samym czasie. To wartość, bo możemy zrobić więcej.

Rafał Trzaskowski jest pana współkandydatem marzeń czy w Platformie jest ktoś inny, kto dla pana byłby lepszym kandydatem na prezydenta Warszawy?

- Jestem przekonany, że Rafał Trzaskowski jest bardzo dobrym kandydatem na prezydenta Warszawy.

Najlepszym możliwym z Platformy?

- Sądzę, że tak. Poznałem go bliżej dopiero teraz, bo nie mieliśmy relacji merytorycznych wcześniej. Jestem pod wrażeniem jego determinacji, żeby te wybory wygrać. To jest ważne, bo po drugiej stronie będziemy mieli do czynienia z osobą zdeterminowaną, żeby wziąć Warszawę. Dla kandydata PiS-u ważny będzie prestiż i nacisk partii. Trzaskowski ma poczucie odpowiedzialności i ma charakter, żeby być dobrym prezydentem. Słucha ludzi. Prezydent, który nie potrafi słuchać mieszkańców, będzie pomyłką.

Satysfakcjonuje pana rola kandydata na wiceprezydenta?

- To nigdy nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli się miało ambicje bycia kandydatem na prezydenta, ale cenię w polityce współpracę. Wygrywają ci, którzy potrafią współpracować, wznieść się ponad swoje ego i budować zespoły.

Tego zespołu Trzaskowski-Rabiej za bardzo nie widać. Występujecie panowie oddzielnie.

- Ten zespół jest, ale nie zawsze musimy pokazywać grę zespołową, występując wspólnie. Wiem, że jest takie oczekiwanie. Wystąpimy razem na kongresie samorządowym w Krakowie w kwietniu. To będzie bardzo ważne wystąpienie. Pokażemy idee, które dzisiaj zmieniają miasta na całym świecie, które chcemy zaszczepić w Warszawie. Jeździmy sporo po miastach europejskich. Odwiedzam kolejne stolice: Paryż, Kopenhaga, Berlin. Warszawa ma swoją specyfikę, ale możemy się też wiele nauczyć z tego, jak tamte miasta rosły. Rafał Trzaskowski, który wszedł do gry w listopadzie, też potrzebuje swoich własnych działań, żeby zbudować się jako kandydat na prezydenta Warszawy, bo on w tym duecie jest osobą ważniejszą.

Nie wolałby pan, żeby te role były odwrócone? Szczególnie że to Nowoczesna jako pierwsza przedstawiła swojego kandydata na prezydenta, czyli pana. Łatwo było się panu pogodzić z tą decyzją?

- W dużej mierze to była moja osobista decyzja, poprzedzona namysłem strategicznym. Rozważałem różne scenariusze. Potrafię przekroczyć swoje własne ego, kiedy na horyzoncie jest ważniejszy interes. Uważam, że interes mieszkańców Warszawy jest dużo ważniejszy niż to czy czuję się dobrze, czy źle. Przy dobrym ustawieniu tej współpracy w urzędzie, przy woli zmian, będziemy w stanie być dobrym zespołem.

Zmiany w okręgach wyborczych, których dokonuje Rada Warszawy, też były częścią porozumienia?

- To jest niezbędne z uwagi na przepisy i wymogi kodeksu wyborczego. Tam się niewiele zmienia, pozostają te same okręgi.

Organizacje pozarządowe i mniejsze ugrupowania mówią, że to jest zamach na nich, że okręgi będą ustawione tak, że nie będą w stanie zdobyć mandatów.

- Twierdzenie całkowicie nieuprawnione. Zalecałbym organizacjom, żeby spojrzały, jak te zmiany wyglądają. Najważniejsze okręgi się nie zmienią. Nie sądzę, żeby te obawy miały jakiekolwiek podstawy merytoryczne. 

Co z pozostałymi miastami? Jest wspólny kandydat na prezydenta Szczecina, ale pozostałe miejsca są konfliktogenne. W Łodzi Nowoczesna nie chce poprzeć Hanny Zdanowskiej, w Gdańsku jest problem z prezydentem Adamowiczem. 

- Życie byłoby piękne, gdyby nie było problemów, a polityka byłaby piękna, gdyby wszystko toczyło się samo. Jesteśmy na początku pewnego procesu. W miarę szybko zawarliśmy porozumienie w Warszawie i do sejmików. W Gdańsku będziemy dążyć do tego, żeby wyłonić wspólnego kandydata lub kandydatkę.

Ewę Lieder?

- To jest nasza kandydatka. Platforma ma swoje pomysły. Rozmawiamy o tym intensywnie.

Nowoczesna byłaby w stanie kolejny raz ustąpić? Tak jak ustąpiła w pana przypadku.

Nie postrzegam tego jako ustępstwa. Postrzegam jako sytuację win-win. Są sytuacje w biznesie i w życiu, kiedy obie strony wygrywają. Trzeba brać pod uwagę różne czynniki. Długość bycia kogoś w polityce przekłada się na rozpoznawalność, a więc przekłada się na szanse wyborcze.

Czyli kandydat z Platformy w Gdańsku byłby lepszy.

Chociaż są takie sytuacje, na przykład Wrocław i Michał Jaros, gdzie uważamy, że determinacja i podejście, pracowitość tego kandydata powoduje, że może być lepszy niż ktoś bardziej rozpoznawalny. 

To dobrze, że te konflikty rozgrywają się na oczach wyborców? 

Polityka i życie to jednak jest zarządzanie konfliktem. Nie postrzegałbym tego jako coś, co jest rzeczą straszną albo dramatyczną.

Z jednej strony jest Prawo i Sprawiedliwość, które jest ugrupowaniem zwartym i potrafi wypracować jedną, wspólną decyzję…

Jakim zwartym? Żrą się wewnętrznie. Marszałek Karczewski musiał zostać wezwany na dywanik i został pouczony, że nie będzie startował w Warszawie, mimo swoich olbrzymich ambicji, żeby tu wystartować. Tam są dopiero konflikty, walka buldogów pod dywanem. U nas jest rozmowa, dochodzenie do konsensusu przy otwartej kurtynie. Ale polityka powinna się toczyć przy otwartej kurtynie.

DOSTĘP PREMIUM