Senator PiS po ujawnieniu opinii broni Macierewicza. "Jesteśmy skazani na domniemania"

- Jesteśmy dziś właściwie w punkcie startowym - powiedział w TOK FM senator PiS, prof. Jan Żaryn. Tak skomentował ustalenia TOK FM nt. opinii biegłych, którzy stwierdzili, że nie ma dowodów na zamach w Smoleńsku.

Wnioskom biegłych, powołanych do tej sprawy przez prokuraturę, senator Żaryn przeciwstawiał jako równoważne wypowiedzi członków podkomisji Macierewicza.

Opinia biegłych została przygotowana dla prokuratorów prowadzących śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej: nie ma dowodów na wybuch, a tym samym na zamach - mówią o tym tzw. wnioski generalne, najważniejsza część ekspertyzy przygotowanej dla prokuratury, do której dotarła dziennikarka TOK FM Karolina Lewicka.

Więcej na temat samych wniosków piszemy tutaj: Radio TOK FM dotarło do opinii biegłych: Nie ma dowodów na wybuch i zamach w Smoleńsku

Senator PiS prof. Jan Żaryn mówił w audycji Wywiad polityczny, że trzeba czytać wszystkie dokumenty, ale ten, do którego dotarło TOK FM ma się nijak do tych ustaleń, które wiążą się z nazwiskiem Antoniego Macierewicza i zespołu ekspertów pracujących pod jego kierownictwem.

Czy senator Żaryn widział raport podkomisji Macierewicza?

Prowadząca rozmowę Karolina Lewicka pytała, czy widział jakikolwiek raport techniczny czy jakikolwiek inny raport podkomisji smoleńskiej czy Antoniego Macierewicza.

- Ja nie widzę w ogóle oryginałów, natomiast słyszę, co mówią - odpowiadał Żaryn.

- Nie widział pan, bo nie ma takiego dokumentu - odparła Lewicka. - Ale też słyszę co mówią: Antoni Macierewicz, w ubiegłym roku, w 7. rocznicę katastrofy smoleńskiej powiedział, że to była bomba termobaryczna. Pokazuje film. Jarosław Kaczyński był usatysfakcjonowany takim wyjaśnieniem katastrofy, mówił że to nie są domysły, to są eksperymenty naukowe.

- Jesień ubiegłego roku - kontynuowała dziennikarka. - Antoni Macierewicz znalazł na rejestratorach lotu rzekomy moment wybuchu. Mówił: analizujemy, sprawdzamy, zaraz pokażemy". A tutaj mamy opinię biegłych, którzy piszą: "fakt przecięcia lewego skrzydła tupolewa przez brzozę został bezspornie udowodniony, nie ma śladów działania ognia, wysokiego ciśnienia, wysokiej temperatury. A tam mamy mgłę, dobijanie rannych, bombę termobaryczną, bombę próżniową i żadnych dowodów - mówiła dziennikarka.

Prof. Żaryn odpowiadał, powołując się m.in. na profesora Biniendę, i innych, nie wymienionych już z nazwiska, profesorów, że wg tego, co można dzisiaj stwierdzić przy braku wraku, to katastrofa nie przebiegała zgodnie z raportem Anodiny, "przejętym następnie przez komisję pana ministra Millera".

Insynuacje - uprawnione czy nie?

- Ale tutaj czyni pan chyba nieuprawnioną insynuację - żachnęła się dziennikarka.

- Dlaczego? - pytał prof. Żaryn.

- Komisja Millera działała niezależnie - odparła dziennikarka.

- Oczywiście, tylko tak się składa, że wnioski jednej i drugiej były tożsame, więc w związku z tym... - powiedział Żaryn.

- A ta opinia zespołu biegłych, przygotowana już za rządów PiS też przejęła wnioski pani Anodiny? - dopytywała dziennikarka.

- Nie, ja nie znam dokumentu, który pani na początku odczytała, ale jeżeli jest zbieżny z tym, co ustaliła komisja rosyjska pani Anodiny, to nadal...

- A może panie senatorze taka jest prawda? Nie było żadnego wybuchu, było zderzenie z drzewem, a potem z ziemią? - pytała Lewicka. Senator Żaryn nie był przekonany. - Kłopot polega na tym, że niestety, ale wszystko, co działo się po stronie rosyjskiej i polskiej po 10 kwietnia jest uwikłane w różnego rodzaju błędy, zaniechania i trudno jest w związku z tym zawierzyć temu, co mówiła pani Anodina i temu, co mówił raport min. Millera - odpowiedział Żaryn.

Z tej niewiedzy, oczywiście, być może, wcale nie powstanie wiedza za sprawą komisji, którą kieruje dzisiaj pan Antoni Macierewicz. Ale jesteśmy skazani na daleko idące domniemania nie z winy pana Macierewicza tylko z winy tych, którzy po 10 kwietnia dokonali bardzo wielu zaniedbań i którzy powodują, że dzisiaj jesteśmy w jakiejś mierze w miejscu startu

- ocenił senator PiS. Dodał, że wrak należało odebrać natychmiast po katastrofie i nie "wikłać się zbyt radośnie dobre stosunki ze stroną rosyjską." Przyznał, że teraz PiS nie może już odzyskać wraku, bo nie będzie w tym celu wywoływać wojny z Rosją. Żaryn powrócił do tezy, że nie należało "oddawać" śledztwa stronie rosyjskiej. Stwierdził też, że dziś niczego nie może wiedzieć w tej sprawie, ani sądzić, z pewnością.

DOSTĘP PREMIUM