Tortury - tak sąd określił to, w jaki sposób matka i jej partner znęcali się nad 2-letnią Amelką

Ojczym dziecka dostał 8 lat bezwzględnego więzienia i 6 lat pozbawienia praw publicznych. Matkę skazano na 2,5 roku. Oboje mają też wpłacić nawiązki na rzecz dziecka: on 30 tys. złotych, ona - 5 tys.

Wyrok jest surowy, bo chodziło o ogromne okrucieństwo, co kilkakrotnie w uzasadnieniu podkreślał sąd. Opiekunowie małej Amelki nie tylko bili ją i na nią krzyczeli, lecz także stosowali inne formy przemocy.

To nie pająk, tylko papieros 

Szczególnie ojczym dziecka miał być w tym wyjątkowo agresywny. W grę wchodziło m.in. przypalanie papierosem. Mężczyzna tłumaczył przed sądem, że ślady nie są od papierosa, ale… od ugryzienia "jakiegoś pająka czy innego owada".

Biegli jednak to wykluczyli. Stwierdzili, że wygląd rany nie pozwala na przyjęcie tej wersji, ponieważ w tym czasie w Polsce nie występują owady mogące ukąszeniem spowodować tak charakterystyczne i rozległe obrażenia ciała. 

Oskarżonych nie było na ogłoszeniu wyroku. Mężczyzna siedzi w areszcie (sąd przedłużył mu pobyt za kratkami do września). Natomiast kobieta odpowiada z wolnej stopy, ale też się w sądzie nie pojawiła. Nie było też nikogo z rodziny czy znajomych.

„Psychiczne i fizyczne tortury”

Sąd kilkakrotnie podkreślał, że zachowania obojga oskarżonych nie wynikały np. z nadużywania alkoholu czy trudnego dzieciństwa, ale z ich charakteru i braku empatii. 

- Nosiły one wręcz znamiona fizycznych i psychicznych tortur, czego przejawem było m.in. pozostawianie śpiącego nagiego dziecka na zimnej podłodze - mówił sędzia Paweł Pieczonka. 

Jak podkreślał, ojciec dziewczynki robił jej zdjęcia, które udostępniał znajomym - zdjęcia, na których widać siniaki czy inne oznaki przemocy. Sędzia mówił też o tym, że oskarżony to osoba bezwzględna, lubiąca zadawać ból innej osobie i przechodząca nad tym do porządku dziennego. 

- Jak inaczej zrozumieć motywy działania Pawła G. chociażby przez pryzmat tego, iż przesyłał znajomym fotografie poranionego dziecka i chwalił się - jego zdaniem - „metodami wychowawczymi”? - pytał sędzia Pieczonka.

- Obydwoje oskarżeni są jednostkami bezwzględnymi, pozbawionymi zwykłych ludzkich uczuć, a więc w wysokim stopniu zdemoralizowanymi - uzasadniał sędzia. Podkreślił też, że to, co robił dziecku jego ojczym, nie ma precedensu w praktyce lubelskiego sądu. 

Sędzia podkreślił coś jeszcze – wzorową postawę znajomego rodziny. Mężczyzna zauważył obrażenia na ciele dziecka i powiadomił odpowiednie służby.

- Gdyby ten człowiek się nie zainteresował, to Amelia byłaby dalej maltretowana. Skutki byłyby tragiczne - mówił sędzia w uzasadnieniu.

Dzięki sygnałowi na miejscu pojawiła się opieka społeczna i policja. Dziewczynka miała m.in. naderwane ucho i siniaki na całym ciele. Trafiła do szpitala. Dziś przebywa w rodzinie swojego biologicznego ojca.

W odrębnym procesie sąd pozbawił matkę praw rodzicielskich w stosunku do małej Amelii. Zarówno ona, jak i jej partner przez kilka najbliższych lat nie mogą się z dziewczynką spotykać. 

Zobacz także: Zapaść polskiej psychiatrii dziecięcej. Obłożenie oddziałów ponad 150 proc. "Wygląda jak na wojnie"

DOSTĘP PREMIUM