Nie mogą pracować czy mogą? Jak resort Ziobry, co kilka godzin, zmienia zdanie ws. kobiet-sędziów

Dwa pisma z ministerstwa, a w nich dwie kompletnie różne decyzje w tej samej sprawie. Chodzi o sześć sędzi, które skończyły 60 lat i powinny przejść w stan spoczynku. Ministerstwo problemu nie widzi.

W pierwszym piśmie - wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak odmawia kobietom prawa do dalszego orzekania. W drugim, które przyszło kilka godzin później, poinformowano, że jest możliwość pozostania w zawodzie sędziego do 65. roku życia.

Sędzie orzekające do tej pory w Sądzie Okręgowym w Lublinie prosiły ministra sprawiedliwości o możliwość dalszego orzekania, bo skończyły 60 lat.  A zgodnie z nowymi przepisami, zgodę na dalszą pracę wyraża właśnie minister. Nowe przepisy budzą wiele kontrowersji, kobiety mówią o dyskryminacji.

Kilka dni temu ministerstwo ogłosiło, że ustawę zmieni i zrówna wiek przechodzenia w stan spoczynku do 65 lat dla obu płci.

– Byliśmy wszyscy pewni, że to oznacza, że nikt z nas już żadnej odmowy od ministra nie dostanie, tylko dalej będziemy mogli normalnie pracować – mówią nam sędziowie z Lublina.

Ministerstwo pisze

Jedną z osób, która w środę rano dostała informację o tym, że od 1 kwietnia musi z sądu odejść, jest sędzia Anna Samulak, karnistka pracująca w wymiarze sprawiedliwości od 34 lat.

Pismo, że to koniec jej pracy zawodowej przyszło do prezesa Sądu Okręgowego w
Lublinie faxem, a prezes przesłał je mailem do sekretariatu wydziału, w którym
pani sędzia jest przewodniczącą.

– Nie może być tak, że ktoś, kto oddaje się służbie całą swoją osobą, poświęcając przy tym rodzinę, nie chodzi na zwolnienia, by nie było zaległości – dostaje decyzję mailem. Czy ja nie zasłużyłam na to, aby poprosił mnie do siebie prezes sądu i powiedział:
Wręczam pani taką i taką decyzję – mówi zbulwersowana sędzia Samulak.

– Wymaga się od nas, abyśmy jako sędziowie zachowywali się godnie, a my oczekiwalibyśmy także tej godności w stosunku do nas – dodaje nasza rozmówczyni.
Gdy otrzymała informację od pracownika sekretariatu, była w szoku. – Przecież kilka dni temu ministerstwo zapowiedziało zmianę kontrowersyjnego przepisu i zrównanie wieku do przechodzenia w stan spoczynku dla kobiet i mężczyzn. Wszyscy mi mówili, że na pewno nie otrzymamy decyzji odmownych. Na to by wskazywała logika. Co się jednak okazało? Minister nie wyraził zgody na dalsze zajmowanie stanowiska – tłumaczy Samulak.

Zaskoczona całą sytuacją, zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak się stało. – Żadnych konkretnych powodów podać nie mogę, w piśmie z ministerstwa też nie ma żadnego uzasadnienia – dodaje sędzia.

Szok

Dla niej i pozostałych pięciu kobiet pierwsze minuty po usłyszeniu „wyroku” były szokiem.

– Emocje były ogromne, nigdy nie miałam nadciśnienia, a tu ciśnienie skoczyło w górę. Chyba podświadomie w ten sposób zareagowałam. Wiem, że koleżanki też były w ogromnym szoku, nawet w pierwszej chwili nie potrafiły zamienić słowa – mówi sędzia Samulak.

I dodaje, że swój wniosek do ministra o wyrażenie zgody na dalsze zajmowanie
stanowiska sędziego wysłała w styczniu. - A decyzja o tym, że zgody nie mam, przyszła 28 marca. Czy to jest w porządku? – pyta retorycznie.

Kolejny szok – kilka godzin po pierwszym piśmie do sądu przychodzi kolejne, z
zupełnie inną treścią i z powołaniem na inne przepisy. Wynika z niego wprost, że kobieta po ukończeniu 60 roku życia może złożyć specjalne oświadczenie i może dalej orzekać (do momentu ukończenia 65 lat).

– Minęło zaledwie kilka godzin, a taka zmiana interpretacji? Przecież oba te pisma podpisała jedna i ta sama osoba.  Jak się traktuje ludzi, którzy całe życie poświęcili wymiarowi sprawiedliwości? Przecież to nieetyczne – mówi nam proszący o zachowanie anonimowości sędzia z Lublina.

Może się wystraszyli?

Skąd ta zmiana ze strony ministerstwa? – Jest sprawa w Trybunale Sprawiedliwości w Strasburgu, sprawa polskich kobiet – sędziów. I chyba uznano, że te uprawnienia nam się jednak należą – ocenia Anna Samulak.

Sędzia oczywiście się cieszy, bo dalej może orzekać. Co nie zmienia faktu, że cała sytuacja mocno wszystkich zaskoczyła i zbulwersowała.

Wysłaliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości pytania w tej sprawie. Ministerstwo problemu nie dostrzega. "Uprzejmie informujemy, że w pismach przekazanych sędziom nie ma sprzeczności" - piszą przedstawiciele resortu Z. Ziobry w mailu do reporterki TOK FM. Dalej jednak sami przyznają, że... rzeczywiście pisma były dwa, o różnej treści, powołujące się na różne przepisy.

"W pierwszym piśmie Minister Sprawiedliwości poinformował sześciu sędziów z Sądu Okręgowego w Lublinie, że na podstawie art. 69 par 1 i 1b ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych decyzją z 27 marca 2018 r. nie wyraził zgody na dalsze zajmowanie przez nich stanowiska sędziego, czyli do 70. roku życia.
Kolejne pismo dotyczyło wyjaśnienia, że sędziowie mogą złożyć oświadczenie o przejście w stan spoczynku na poprzednich zasadach, co oznacza, że mogą pełnić służbę do 65. roku życia. Dotyczy to jednak tylko sędziów, którzy na dzień 1października 2017 r. ukończyli 60 lat bądź ukończą je do 31 marca 2018 r. Przy czym powyższe oświadczenie można złożyć skutecznie do dnia 31 marca 2018 r." - czytamy w informacji przekazanej nam przez Wydział Komunikacji i Promocji Ministerstwa Sprawiedliwości. 

- Przecież to jest absurdalne: wysyła się dwa pisma, o kompletnie różnej treści, wyprowadza się sędziów z równowagi, bo myślą, że od 1 kwietnia już nie pracują, a potem dowiadują się, że jednak nie muszą odchodzić. I na koniec mówi się, że żadnej sprzeczności przecież w tym nie ma - słyszymy od znanego lubelskiego adwokata (któy woli pozostać anonimowy).  

Czytaj też: Sędziowie jak drzewa w Puszczy? Sposób na zatrzymania wysłania sędziów SN na emeryturę>>>

DOSTĘP PREMIUM