Koniec "chemii z Niemiec" i żywności gorszego sortu? KE walczy z nieuczciwymi praktykami

Dlaczego "chemia z Niemiec" skuteczniej czyści dom, a słodycze z Francji są smaczniejsze, choć identyczne markowe produkty można kupić w Polsce? KE właśnie podjęła walkę z sortowaniem klientów.

Skąd bierze się problem? W części przypadków koncerny pod tą samą marką oferują produkty znacząco różniące się składem. Zazwyczaj jest on lepszy w krajach "starej" Unii, a gorszy w Polsce i innych nowo przyjętych państwach. Komisja Europejska postanowiła skończyć z tym procederem. 11 kwietnia przedstawiła tzw. nowy ład dla konsumentów.

Co to oznacza w kwestii różnych składów teoretycznie identycznych produktów? Nowy ład dla konsumentów przewiduje aktualizację dyrektywy o nieuczciwych praktykach handlowych - organy krajowe mogą oceniać wprowadzające w błąd praktyki handlowe i im przeciwdziałać.

Dotyczy to właśnie wprowadzania do obrotu produktów jako identyczne w kilku państwach członkowskich, podczas gdy ich skład lub cechy charakterystyczne znacznie się różnią.

Jeśli działania KE przyniosą skutek, z polskiego krajobrazu mogą zniknąć sklepy z "chemią z Niemiec", bo równie dobre produkty będzie można dostać w każdym markecie.

Nowość?

Nie do końca. Już w 2011 roku walkę z takim praktykami podjęła m. in. czeska europosłanka Olga Sehnalová. We wrześniu 2017 roku KE przedstawiła wytyczne, którymi powinni kierować się producenci. Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, skrytykował sortowanie konsumentów w ramach Unii.

- Nie zaakceptuję tego, że w niektórych częściach Europy sprzedaje się żywność niższej jakości niż w innych krajach pomimo identycznego opakowania i marki. Teraz musimy nadać większe uprawnienia organom krajowym, aby wyeliminować wszelkie nielegalne praktyki, gdziekolwiek mają miejsce - powiedział Juncker.

Wtórowała mu Vera Jourová, unijna komisarz do spraw sprawiedliwości, konsumentów i równouprawnienia płci. - Oferowanie dwóch różnych produktów w takich samych opakowaniach tej samej marki wprowadza konsumentów w błąd i jest wobec nich nieuczciwe. To oczywisty przykład na to, że problemy transgraniczne można rozwiązywać tylko poprzez współpracę na poziomie UE – stwierdziła Jourová.

Określona została wówczas kilkuetapowa procedura, która pomoże krajowym organom ds. żywności i ochrony konsumentów ustalać, czy producenci nie naruszają prawa. W sytuacji transgranicznych przypadków łamania prawa, organy ochrony konsumenta mogą zgłosić problem za pośrednictwem sieci współpracy działającej na poziomie europejskim.

- Istnieje taka sieć współpracy organów dla konsumentów w całej Europie. Nazywa się CPC-net. W momencie kiedy dane państwo zauważy problem, np. kiedy w Polsce UOKiK dostrzeże problem, to zwraca się w ramach tej sieci do swojego odpowiednika w innym kraju – wyjaśniła Katarzyna Słupek z z Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Gorsi obywatele?

Państwa wschodnioeuropejskie już od jakiegoś czasu wyrażały swoje zaniepokojenie lub wręcz niezadowolenie z praktyk stosowanych przez wielkich producentów. Boyko Borissov, premier Bułgarii, nazwał je nawet „żywnościowym apartheidem”.

W Polsce, choć wciąż panuje przekonanie, że tak zwana "chemia z Niemiec" jest lepsza, do tej pory nie składano takich skarg. Jak tłumaczy Katarzyna Słupek, trudno jest wyobrazić sobie taką sytuację.

- Powiedzmy, że kupujemy sobie kawę i podejrzewamy, że być może jej skład różni się od tej, którą byśmy kupili w Niemczech. Nawet jeżeli mamy taki, to składamy reklamację do producenta. Problem jest, niestety, natury szerszej. Tu chodzi nie tylko o gorsze i lepsze traktowanie klientów z zachodniej i wschodniej Europy - mówi Słupek. Sprzedawanie bowiem pod tą samą marką produktów o różnych składach jest nieuczciwą praktyką rynkową, z którą powinno się walczyć systemowo. - Na przykład badaniem żywności przez instytucje państwowe. Klient ma przecież prawo oczekiwać, że produkt będzie identyczny - wyjaśnia ekspertka.

KE chce by nowe przepisy nie były martwe, lecz egzekwowane. Pomóc ma w tym ujednolicenie kar finansowych za złamanie unijnego prawa konsumenckiego we wszystkich krajach Wspólnoty.

Dr. Oetker czy... Dr. Oetker?

Wszyscy kojarzymy przydrożne stoiska z wielkimi napisami "chemia z Niemiec". Jednak także w sklepach internetowych i na bazarach znajdziemy detergenty i żywność sprowadzone zza Odry. Co przekonuje do nich kupujących?

- Jakość i cena. Na bazarze na Namysłowskiej w Warszawie, od kilku lat kupuję płyny do zmywania. Są pięć razy lepsze a kosztują naprawdę niewiele więcej. Mówiąc, że są lepsze mam na myśli ich wydajność. Starczają na trzy razy dłużej - opowiada portalowi tokfm.pl Natalia, jedna ze stałych klientek.

Kolejną rzeczą, na którą zwracają uwagę kupujący są czekolady. - Weźmy na przykład taką "z okienkiem". Z orzechami laskowymi. To firma Nussbeisser. Porównywaliśmy kiedyś jej skład i ten niemiecki jest lepszy. No i cena. Ta "polska" kosztuje 6-8 zł, a sprowadzona z Niemiec chodzi za 4 zł - dodaje pani Natalia.

Nasza rozmówczyni z rozmarzeniem wspomina też kupowane na bazarze pizze Dr. Oetkera. Ich polskie odpowiedniki mają według niej zupełnie inne ciasto, przez co zdecydowanie gorzej smakują.

Dzwonimy do jednego ze sklepów sprzedających proszki do prania z Niemiec. Zastanawia nas, co przekonuje do nich klientów. Właścicielka sklepu dobrze wie, dlaczego jest popyt na zachodnie towary. - Młodzi kupują, bo wyjeżdżają i za granicą je poznają, a starsi, bo mają już sprawdzone. Nie da się porównać. Opakowanie prawie takie samo, ale skład na pewno inny. Klienci mówią, że one inaczej dopierają, inaczej pachną. Lepiej! - ocenia kobieta.

Co na to producenci?

Już wcześniej kilka firm musiało tłumaczyć się z różnych składów produktów wypuszczanych na zachodni i wschodni rynek UE. Jako powód różnicy najczęściej podawana była chęć dostosowania się do określonych gustów smakowych danej narodowości. Hitem okazała się wypowiedź jednej z firm produkujących krem do kanapek, tłumacząca różny skład produktu dążeniem do lepszego rozsmarowywania go po wypiekanym w danym kraju chlebie. 

Katarzyna Słupek z Europejskiego Centrum Konsumenckiego podkreśla jednak, że podniebienia mogą się różnić, ale zdrowie jest tylko jedno dla każdego człowieka. "Wschodnie" wersje zachodnich produktów nierzadko zawierają tańsze składniki, które mogą mieć negatywny wpływ na nasz organizm, jak np. olej palmowy.

Pytanie, co będzie dalej. Czy w momencie konieczności zmiany składu sprzedawanego na polskim rynku produktu jego cena pójdzie w górę? Czy raczej producenci nie zdecydują się na zmianę składu a wyłącznie na zmianę nazwy, pod którą proszek czy czekolada były do tej pory konsumentom znane?

Gusta regionalne i przestępstwa żywnościowe

Profesor Stanisław Kowalczyk z SGH zajmujący się problematyką bezpieczeństwa żywności studzi jednak emocje. 

- Gdybym miał coś przewidywać, nie liczyłbym na ujednolicenie składów produktów. Sama KE w dokumentach jeszcze z 2017 roku stwierdziła, że tu nie chodzi o tzw. stałą jakość. Nie ma czegoś takiego, dlatego że produkty są zróżnicowane z wielu powodów na poszczególnych rynkach. Nawet z powodu gustów regionalnych. Wyjść może być bardzo dużo, łącznie z najbardziej oczywistym, czyli poinformowaniem konsumenta co kupuje, zaznaczeniem, że skład produktu różni się od wyrobu pierwotnego - wyjaśnia ekspert. 

Zdaniem profesora, zapowiadane ujednolicenie kar finansowych oraz wprowadzenie kar za przestępstwa żywnościowe na terenie kilku krajów UE może być instrumentem, który odstraszy producentów znanych marek od stosowania różnych standardów ze względu na obawy utraty reputacji. 

Urzęd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czeka z kolei na konkretne przepisy, które będą się dopiero kształtować na drodze przyszłych negocjacji w organach UE. 

Pytanie o możliwe działania zadaliśmy też producentowi Persila oraz chipsów Crunchips. Od przedstawiciela Lorenz Snack-World otrzymaliśmy dość wyczerpującą odpowiedź. 

- Większość ekspertyz potwierdza, że akceptacja konkretnych produktów zależy od zachowania równowagi pomiędzy walorami smakowymi produktu a jego ceną, która wynika z siły nabywczej konsumentów w danym kraju. Opracowując recepturę chipsów Crunchips w Polsce, kierowaliśmy się chęcią zaproponowania oferty najbardziej korzystnej dla konsumentów. Jednocześnie, podążając za międzynarodowymi trendami i wytycznymi, staramy się sukcesywnie zmniejszać różnice pomiędzy recepturami tych samych produktów w różnych krajach. Chipsy Crunchips w Polsce są już produkowane w oparciu o olej słonecznikowy. W kolejnych etapach planujemy ujednolicanie innych składników - wyjaśnił Paweł Kwieciński, koordynator ds. komunikacji. 

Wyjaśnienie to potwierdza przedstawione przez prof. Kowalczyka powody, dla których producenci w ogóle decydują się na dywersyfikację składników. 

- Wynika to z bardzo prostego powodu. Ponieważ ten produkt i tak znajduje nabywcę. Wynika to z tego, że jesteśmy społeczeństwem biedniejszym niż społeczeństwo niemieckie, brytyjskie czy francuskie. W związku z tym mamy znacznie niższy tzw. fundusz dyspozycyjny i poszukujemy żywności tańszej - tłumaczy profesor. 

Czekamy jeszcze na komentarz firmy Henkel. Z podejmowaniem działań producenci nie muszą się jednak śpieszyć - przedstawione 11 kwietnia wnioski Komisji Europejskiej będą teraz przedmiotem dyskusji w Parlamencie Europejskim i Radzie Europy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM