Ekspert: Odwet zjednoczonych państw Zachodu w Syrii pokazuje ważną i smutną rzecz

Ataki USA i kilku krajów sprzymierzonych na bazy produkujące broń chemiczną w Syrii spotykają się z pozytywnym odzewem w zachodniej prasie. Michał Kurpiński z Fundacji Wolna Syria jest jednak sceptyczny.

Amerykański prezydent Donald Trump rzuca wyzwanie przywódcy Rosji Władimirowi Putinowi - to jeden z dzisiejszych komentarzy we włoskiej prasie po sobotnich nalotach na cele w Syrii.

Czytaj też: Atak w Syrii nie miał znaczenia dla końca wojny. "Amerykanie pokazali wielkie PR-owe fajerwerki"

Publicysta dziennika "La Stampa" pisze, że atak sił USA i kilku innych krajów wymierzony w reżim syryjski miał dwa cele: stworzenie międzynarodowej koalicji przeciwko użyciu broni chemicznej przez prezydenta Syrii Baszara el-Asada i "zmuszenie Rosji Władimira Putina do defensywy na Bliskim Wschodzie".

Na zbrodnie reagujemy wybiórczo

Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. W TOK FM Michał Kurpiński z Fundacji Wolna Syria w rozmowie z Hanną Zielińską zwrócił uwagę, że odwet zjednoczonych państw zachodu za atak chemiczny w mieście Duma pokazuje ważną i jednocześnie smutną rzecz:

- Jeżeli Zachód jest gotowy i zdolny zareagować tak stanowczo, na taką zbrodnię, jaką stanowi użycie broni chemicznej, to jednocześnie sygnalizuje bardzo dobitnie, na jakie zbrodnie nie zamierza reagować w żaden sposób. I z perspektywy ludności cywilnej ten przekaz jest kluczowy. Przecież na przestrzeni 7 lat życie straciło tam ponad 400 tysięcy ludzi - komentował.

Naloty na bazy syryjskiego wojska i laboratoria zorganizowane przez USA, Francję i Wielką Brytanię były odpowiedzią na ubiegłotygodniowy atak chemiczny w Dumie, w którym mogło zginąć co najmniej 70 osób, w tym wiele dzieci, a pół tysiąca zostało rannych.

O dokonanie ataku oskarża się siły syryjskiego prezydenta Baszszara al-Asada, które właśnie kończą odzyskiwać okoliczne miasta w rejonie wschodniej Guty z rąk rebeliantów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM