Czy ktoś wierzy w odsunięcie tyrana? "Już nie ma polityki pod hasłem Asad musi odejść"

- W moim przekonaniu, te uderzenia były potrzebne. Jeśli faktycznie za atakiem chemiczny stał reżim, to teraz kilkukrotnie się Asad zastanowi, czy warto - uważa b. ambasador w Rosji Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Na bombardowaniach się nie kończy. Rada Bezpieczeństwa ONZ ma się dziś zająć wnioskiem Francji, USA i Wielkiej Brytanii o  niezależne śledztwo w sprawie ataku chemicznego w syryjskim mieście Duma.

To ten atak był bezpośrednim powodem militarnej interwencji, do której doszło w sobotę w nocy.

Czyta też: Zachód zbombardował Syrię po ataku chemicznym na szpital. Trump: "To konsekwencja działań Rosji">>>

- W moim przekonaniu, te uderzenia były potrzebne. Ich celem było powiedzenie, że nie można używać broni chemicznej. To przesłanie ma znaczenie globalne. Bo jeśli mimo zakazu użycia broni chemicznej, ktoś jej użyje i nic się nie stanie, to ten globalny zakaz przestanie istnieć. To symboliczne przesłanie: została użyta broń chemiczna i jest reakcja, są jeszcze jacyś policjanci, którzy pilnują podstawowych zasad globalnego porządku - komentowała w "Poranku Radia TOK FM" Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, dyrektorka programu Otwarta Europa w Fundacji im. Stefana Batorego, była wiceminister spraw zagranicznych i była ambasador RP w Rosji.

Jak podkreśliła, jeśli faktycznie za atakiem chemicznym stoi reżim Baszara al-Asada, to reakcja Zachodu będzie miała zapewne wpływ na jego politykę. - Kilkukrotnie się Asad zastanowi, czy warto, czy to potrzebne - mówiła.

Dyktator się umocnił

Pełczyńska-Nałęcz zwróciła uwagę, że Zachód zmienił politykę wobec Syrii, w której wojna domowa trwa od ponad siedmiu lat.

- Nikt tego nie powie, ale jest coraz większe pogodzenie w USA i Europie, że Asad zostaje. Widać że pozycja Asada jest coraz mocniejsza, stoją za nim Rosjanie, Iran. Polityka która przez bardzo długi okres była fundamentem, że Asad musi odejść, już nie ma zastosowania. Ponieważ Asad najwyraźniej zostaje i wraz z Asadem zostają Rosjanie - oceniła w "Poranku Radia TOK FM".

Do tego scenariusza pasuje deklaracja Białego Domu.

Po tym jak prezydent Francji, po spotkaniu z Trumpem, opowiadał, że zachęcał amerykańskiego przywódcę do utrzymania sił amerykańskich w Syrii - Biały Dom oświadczył, że Donald Trump nadal chce, by wojska amerykańskie wróciły do domu z Syrii tak szybko, jak to możliwe.

Czytaj też: Atak w Syrii nie miał znaczenia dla końca wojny. "Amerykanie pokazali wielkie PR-owe fajerwerki">>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM