Chcesz zachować prywatność na Facebooku? Serwis nie wyklucza, że będą za to opłaty

Mark Zuckerberg zasugerował, że prywatność własnych danych będzie można kupić. Eksperci przypominają, że to my, użytkownicy Facebooka, jesteśmy produktem, który miliarder sprzedaje reklamodawcom.

Przez cały tydzień trwały przesłuchania założyciela Facebooka, Marka Zuckerberga. 33-letni miliarder trafił przed amerykański Kongres z powodu wycieku danych 87 mln użytkowników do brytyjskiej firmy konsultingowej Cambridge Analytica, oskarżanej o potajemne manipulowanie wyborami i rozpowszechnianie fałszywych informacji. Przypuszcza się, że to ona ostatecznie wyniosła Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA.

Wiele kontrowersji wzbudziło stwierdzenie Zuckerberga, że “zawsze będzie istnieć wersja Facebooka, która pozostanie darmowa”. Szef korporacji technologicznej zasugerował, że użytkownicy, którzy nie chcą, aby profilowano ich pod kątem reklam, będą musieli zapłacić. Oznacza to, że ubożsi użytkownicy serwisu straciliby prawo do prywatności, a ci zamożniejsi mogliby ją sobie po prostu kupić.

Czego może chcieć od ciebie Facebook


- Wiele osób używa Facebooka, ponieważ dostęp jest darmowy - powiedział w TOK FM dr Łukasz Fyderek. - Serwis wydaje się usługą publiczną, jednak w rzeczywistości jest reglamentowany. Płacimy w nim sobą, produktem, który sprzedaje się innym - przypomniał. Czy powinniśmy się martwić? W końcu Facebook od dawna nie jest już tylko “spersonalizowaną gazetą”, jak lubił się kiedyś przedstawiać, a stał się infrastrukturą do komunikacji.

Katarzyna Szymielewicz, prawniczka z zajmującej się kwestiami prywatności i inwigilacji Fundacji Panoptykon, w rozmowie z portalem tokfm.pl uspokaja polskich użytkowników. Mówi, że dzięki członkostwu w Unii Europejskiej jesteśmy chronieni przez Kartę Praw Podstawowych.


- Według prawa europejskiego dane nie podlegają transakcji rynkowej, czyli sprzedawania ich za dostęp do serwisu. Facebook może wymagać udostępnienia danych, ale tylko tych niezbędnych do korzystania z usługi (adres mailowy, lista znajomych).

- Do tej pory Facebook brał dużo więcej (np. lokalizację, monitoring zachowań poprzez własne ciasteczka na innych stronach). Nie można tego obronić odwołaniem do niezbędności, a zatem ich wykorzystanie wymaga zgody użytkownika, którą można wycofać. Jeśli serwis wymusza taką zgodę, to łamie prawo - tłumaczy prawniczka. Według niej “darmowa wersja” Facebooka nie różniłaby się znacząco od tej, z którą mamy do czynienia teraz.

Państwo mocniej kontroluje biednych

Wątpliwości co do podwójnych standardów względem prywatności bogatych i ubogich, powracają w ostatnich latach coraz częściej, chociaż wcześniej adresatem krytyki było przede wszystkim państwo. Podczas prac legislacyjnych nad zmianą ustawy o świadczeniach rodzinnych Panoptykon zwracał uwagę na to, że państwo konsekwentnie tworzy system kontroli osób ubiegających się o zasiłki. "By dostać świadczenie muszą [takie osoby - red.] złożyć dziesiątki dokumentów potwierdzających swoją sytuację życiową. Pracownicy socjalni mają prawo przeprowadzić specjalny wywiad środowiskowy. To ustrukturyzowany kwestionariusz, na który składa się wiele - często bardzo intymnych - pytań" - pisał ekspert Panoptykonu, Jędrzej Niklas.


Problem nie dotyczy wyłącznie Polski - kiedy brytyjscy milionerzy podnosili wrzawę, że śledztwo wokół rajów podatkowych uruchomione sprawą Panama Papers narusza ich prawo do prywatności, zamieszkująca komunalne mieszkanie samotna matka pokazała na łamach “Guardiana”, na jak wiele pytań dotyczących swojego życia musi odpowiadać rządowym agencjom, aby otrzymywać pomoc.

Jako przykład podwójnych standardów stosowanych przez państwo wobec różnych klas społecznych socjolog Loic Wacquant z Uniwersytetu Berkeley przywoływał też amerykańską politykę “zero tolerancji”. - Tu, w Berkeley, w domach profesorskich narkotyki są wszędzie. To nie tajemnica. Na każdej imprezie ludzie palą marihuanę. Ale policja nigdy się tu nie zjawi. Policja pojedzie do czarnej dzielnicy i tam będzie ganiać bezdomnych i włóczęgów. Tak działa prawo w Ameryce - powiedział w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej”.

Prywatnej firmie wolno więcej

Szymielewicz zauważa jednak, że państwo, działając z pozycji władzy, jest o wiele bardziej obwarowane regułami niż prywatna firma taka jak Facebook. Władza przynajmniej w teorii ma kontrolować jedynie nadużycia. Choć - jak przyznaje - państwo rzeczywiście bardziej kontroluje biednych, to jednak kontrola ta nie jest transakcyjna, tj. nie da się kupić sobie spokoju od państwa, a jedynie zbiorowo negocjować nad tym, co jest niezbędne do jego działania. - Chociaż działania władzy mogą wchodzić w obszar godności, to nie jest ten sam mechanizm - tłumaczy ekspertka.

Zuckerberg nie podał, kiedy i czy na pewno powstanie płatna wersja Facebooka. Jednak wynika z nich, że jeśli serwis nie będzie zarabiał na sprzedaży danych swoich użytkowników, to musi sobie znaleźć inne źródło dochodu. Chociaż wydaje nam się nieodłączną częścią codziennego życia, to jest przede wszystkim prywatną komercyjną firmą.

DOSTĘP PREMIUM