5 mld zł Morawieckiego trafi w próżnię? Już teraz brakuje firm do budowy dróg

Premier obiecał powstanie specjalnego fundusz na budowę dróg lokalnych. Budżet - 5 mld zł. Ale może się okazać, że duże pieniądze nieprędko "przełożą się" na nowe drogi.

Powstanie nowego funduszu drogowego to jeden z pomysłów zaprezentowanych podczas ostatniej konwencji Zjednoczonej Prawicy.

Bez dodatkowych pieniędzy - już dziś są problemy z budową dróg: wielu gminom brakuje wykonawców. Najwięcej kłopotów dotyczy przetargów na mniejsze kwoty. Jest tak, że albo do przetargu nie staje żadna firma, albo zgłasza się jeden oferent, który za realizację projektu żąda kwoty o wiele wyższej niż gmina może wydać.

- Nikt nie był zainteresowany budową kanalizacji deszczowej w ulicy Czarkowskiego, a kanalizacja jest tam niezbędna. Musieliśmy unieważnić to postępowanie, bo nikt się nie zgłosił - mówi Karol Kieliszek z Urzędu Miasta w Lublinie. Podaje też przykład przetargu, w którym oferta wykonawcy przewyższała kalkulację urzędników. Chodzi o zamiar zaprojektowania i budowy ulicy Tarasowej. - Liczyliśmy się z wydatkiem rzędu 200 tys. zł, a przystąpił do przetargu tylko jeden wykonawca z ofertą na 380 tysięcy zł. Wcześniej czegoś takiego nie było. Ostatnie lata to były inwestycje, na których jeszcze
dało się zaoszczędzić - podkreśla. Teraz jest jednak inaczej.

"Wszystko poszło w górę"

- W mojej ocenie, problemem jest to, że firmy wykonawcze nie są w stanie zatrudnić odpowiedniej liczby pracowników, którzy mogliby pracować przy danym zadaniu. Poza tym, wszystko poszło w górę - cena kruszywa, robocizna - mówi Piotr Banach, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Krasnymstawie.

Przyznaje, że i u niego są postępowania, które trzeba unieważniać i ogłaszać po raz kolejny, bo nie zgłasza się nikt chętny.
- Jest to, z naszego punktu widzenia, groźne. Od wielu lat czekamy na większe pieniądze na drogi, a jak teraz je dostajemy, to więcej nie zrobimy, bo jest drożej. Z drugiej strony, nie ma też kto pracować, bo wykonawcy są zaangażowani przy głównych trasach krajowych. W efekcie, może być problem z wykonaniem naszych dróg - ocenia Banach.

"Rynek bardzo się skurczył"

Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, dobrze zna problem braku wykonawców i unieważnianych przetargów.

Jak mówi, powodów jest kilka. Po pierwsze, w ciągu ostatnich lat rynek firm wykonawczych bardzo się skurczył. Wszystko dlatego, że ogłaszanie przetargów na drogi nie charakteryzuje się ciągłością i stałością - mówiąc wprost, są lata tłuste np. okresy przedwyborcze, ale są i lata chude, w których nie ma co budować. Co za tym idzie, firma nie ma jak się utrzymać.

- Jest brak stabilizacji. Jeśli państwo i samorządy nie zapewniają regularnych środków na inwestycje drogowe, to trudno spodziewać się, żeby firmy się dobrze rozwijały i utrzymywały swój potencjał na wysokim poziomie - mówi Barbara Dzieciuchowicz.
Po drugie, jej zdaniem, inwestorzy, przy ogłaszaniu przetargów, bazują na kosztorysach
sprzed roku-dwóch. - A to zdecydowanie nie uwzględnia tego, co zaczęło dziać się w zeszłym roku, jeśli chodzi o ceny. A przecież nastąpił wzrost cen materiałów i wzrost wartości robocizny średnio o 20-30 procent - podkreśla prezes.
Kolejny problem to wymagania przetargowe.

- Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa apeluje, by w ramach zapisów ustawowych je obniżyć. Tak, by w przetargach mogły startować mniejsze, lokalne firmy, które dziś nie mają na to szans. Bo np. wymagane jest wysokie wadium, na które takiej firmy nie stać. - Zamawiający przyzwyczaili się i stosują maksymalne wysokości, a może warto by je obniżyć. Oczywiście, w ramach ustawy - uważa mówi Dzieciuchowicz.

Kierowana przez nią Izba apeluje też do samorządowców, by dopuszczono udzielanie wykonawcom zaliczek. Dziś jest tak, że zamawiający płaci po wykonaniu inwestycji. - Wypłata zaliczek poprawiłaby trochę sytuację mniejszych firm, które nie mogą czekać na wypłatę na koniec prac - mówi pani prezes.

Izba swoje postulaty przekazała do związków zrzeszających m.in. gminy i powiaty.

Drogi – to także jeszcze jedna kwestia. Liczą się same kilometry?

Prezydent Zamościa Andrzej Wnuk narzeka, że zmieniły się nieco warunki przy poszczególnych programach drogowych. W efekcie nie promuje się już, tak jak było wcześniej, dróg z pełną infrastrukturą (kanalizacja deszczowa, ścieżki rowerowe, oświetlenie, chodnik).

- Takie elementy nie są już tak dobrze punktowane. Mówiąc obrazowo, teraz najbardziej liczą się kilometry. Opłaca się zrobić drogę jak najdłuższą, jak najmniejszymi
pieniędzmi - tłumaczy. I dodaje, że w mieście takich "gołych" dróg  już się nie buduje.

Inni się jednak cieszą

Trzeba jednak podkreślić, że to, co martwi prezydenta Zamościa cieszy tych, którzy zarządzają w mniejszych gminach. - Brakuje nam przede wszystkim dróg - mówi Anna Wojtas, wójt gminy Wysokie.

- W poprzednim okresie było tak, że jedni mieli drogi, latarnie, chodniki, a część ludzi została pozbawiona choćby podstawowej, normalnej drogi. Dlatego uważam, że dziś obrano bardzo dobry kierunek, by nie pozostawiać mieszkańców, którzy mają domy
dalej od szosy, samych sobie – dodaje wójt.
To samo słyszymy od starosty zamojskiego Henryka Mateja. -  Jest bardzo duża potrzeba realizowania takich inwestycji - mówi nasz rozmówca. Jak podkreśla, na remonty i budowę dróg przydadzą się każde pieniądze.

Czytaj też: "Grosz publiczny nie spada z nieba" - Brudziński apeluje o... rozsądne wydawanie publicznych pieniędzy>>>

DOSTĘP PREMIUM