Hanna Zielińska o "przemocy rozpłodowej" PiS. "To jest pewnego rodzaju dożywocie"

Hanna Zielińska, dziennikarka TOK FM i matka trójki dzieci przypomniała, że protest rodziców dorosłych niepełnosprawnych w Sejmie to efekt niedotrzymania obietnic przez PiS.

Protestujący od wczoraj w Sejmie rodzice dorosłych osób z niepełnosprawnością domagają się spotkania z posłem Jarosławem Kaczyńskim. Chcą wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego - w kwocie 500 zł miesięcznie  - dla tych niepełnosprawnych obywateli, którzy po wejściu w dorosłość nie są zdolni do samodzielnej egzystencji. Apelują też o zrównanie przysługującej takim rodzicom renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS, którą otrzymują osoby całkowicie niezdolne do pracy.

Protest to kontynuacja akcji z 2014 roku.

Zdaniem Hanny Zielińskiej warto przypomnieć, co wtedy protestującym mówili politycy Prawa i Sprawiedliwości, wówczas będący w opozycji do rządu PO-PSL.

- Celebrując, że są w opozycji a rządzący znaleźli się w dyskomfortowej sytuacji,  politycy PiS przynosili im (osobom z niepełnosprawnością i ich opiekunom - red.) kanapki, fotografowali się kiedy przekazywali koce. Obiecywali i zapowiadali, że jak tylko dojdą do władzy, to zajmą się wreszcie opieką nad nimi - powiedziała dziennikarka TOK FM.

Jak podkreśliła Zielińska, PiS "nie tylko nie widzi dzieci niepełnosprawnych, ale też matek" takich dzieci.

Czytaj też: "To jest bunt". Mimo obcięcia dotacji przez PiS, coraz więcej uczniów korzysta z edukacji pozaszkolnej>>>

"Mamy z wami spokój"

A niepełnosprawne dziecko - bez względu na to ile ma lat - "ubezwłasnowolnia" kobietę, która jest pozostawiona samej sobie przez państwo.

-  Podam przykład. Nie mogłam uczestniczyć w tegorocznym Czarny Proteście, ponieważ zajmowałam się wtedy dziewczynką zespołem Downa. To dziecko mojej przyjaciółki, która musiała iść do lekarza. A dzieckiem trzeba się opiekować - dziewczynka jest obarczona bardzo licznymi wadami, w tym wadą serca, miała wtedy wspomagane oddychanie. Z ochotą pobiegłam z pomocą, ale na marsz nie poszłam. To pokazuje mechanizm wykluczania matek z debaty, z przestrzeni publicznej - uważa dziennikarka.

Zielińska zestawiła codzienność kobiety opiekującej się niepełnosprawnym dzieckiem z tym, co mówią i robią rządzący.

- Wraca się nawet do takich pomysłów jak "trumienkowe" -  bylebyście dotrwały do końca i rodziły dzieci martwe, półmartwe. A jeśli dziecko urodzi się żywe, to zostajecie z tym na lata, to jest pewnego rodzaju dożywocie, a my mamy z wami spokój - mówiła Hanna Zielińska.

Czytaj też: Rząd namawia kobiety, by rodziły chore dzieci, potem każe płacić więcej. PiS już mniej "za życiem">>>

"Przemoc rozpłodowa"

Dziennikarka TOK FM krytycznie oceniła nie tylko na działania rządzących wobec rodziców niepełnosprawnych dzieci. Po sobotniej konwencji PiS, podczas której rządzący przedstawili m.in. założenia programu Mama Plus, napisała na Facebooku komentarz pod znaczącym tytułem "Przemoc rozpłodowa".

"Chciałabym wierzyć, że oferta naszego państwa jest pomocą, a nie przemocą. Ale nie będzie drugiej Skandynawii. Zbliża się przemoc rozpłodowa w stylu białoruskim" - napisała Zielińska, prywatnie matka trójki dzieci. I przypomniała słowa rządzącego Białorusią Aleksandra Łukaszenki. "Jeśli nie masz dzieci, nie jesteś człowiekiem" - powiedział przywódca tego państwa.

"Bonusy za tempo rodzenia, rozszerzone prawa wyborcze za ilość tych porodów, państwowy nadzór nad płodami. Zapędza się nas z powrotem do zagrody. Porozłaziliśmy się po przestrzeni publicznej tak bardzo, że barierek już dla nas nie starcza. Na smyczy nowych regulacji trzeba utrzymać teraz głównie kobiety" - oceniła Hanna Zielińska.

Czytaj też: "Nie urodzi się więcej dzieci". Ekspertka ostrzega, że PiS spowoduje odpływ kobiet z rynku pracy>>>

DOSTĘP PREMIUM