Rajd autem elektrycznym po Polsce. Więcej plusów czy minusów?

Jakie pierwsze wnioski dziennikarki TOK FM po rajdzie samochodem elektrycznym? Że cicho i bez spalin bardzo miło podróżować oraz, że to na pewno przyszłość. Pytanie, jak bardzo w Polsce odległa...

Od wczoraj opisujemy rajd przez pół Polski samochodami elektrycznymi czterech ekip dziennikarskich, w jednej z nich jest nasza redakcyjna koleżanka - Aleksandra Dziadykiewicz, która jedzie w jednym aucie z Karoliną Bacą-Pogorzelską z Dziennika Gazety Prawnej.

Wczorajszy start opisywaliśmy tutaj: Przejechać Polskę i nie utknąć na drodze bez prądu. To cel, jaki postawili sobie uczestnicy E-rajdu

Dziś zadanie jest, jak się wydaje, prostsze niż było wczoraj: nie ma już punktów kontrolnych, trzeba wrócić z Wrocławia do Warszawy dowolną, wybraną przez siebie trasą. Jak opowiada dziennikarka TOK FM: strategia jest ważna, bo trzeba wyznaczyć trasę tak, by w odpowiednich odległościach były na niej stacje ładowania. Warto też pamiętać, że jadąc bardzo szybko, np. na autostradzie, samochód elektryczny zużywa więcej prądu, czyli pokona krótszy dystans, niż jadąc wolniej, np. drogami powiatowymi.

Ile można przejechać na jednym "baku"

Jak opisuje nasza redakcyjna koleżanka: średnio auto elektryczne pokonuje dystans 200 km, jadąc 130 - 140 km/h mniej, a jadąc z prędkością maksymalnie 90 km/h, bez klimatyzacji - nawet 230 km.

O szczegółach strategii Ola opowiada tutaj, włącz pełny ekran:

Problemem w poruszaniu się autami elektrycznymi po Polsce jest, oczywiście, infrastruktura. Dokładniej: stacje ładowania, których, po prostu, brakuje.

- Państwo, które zabiera się za elektromobilność, powinno się wziąć za to bardzo intensywnie - mówi Dziadykiewicz. - Okazuje się bowiem, że na naszej trasie punkty ładowania samochodów nie są państwowe, a firmy Greenway, czyli zagranicznego startupu, który rozkręca w Polsce swój biznes. Owszem, w Łodzi była stacja PGE, ale korzystanie z niej nie było najbardziej sprawne.

Ile kosztuje jazda "elektrykiem"?

Nasza redakcyjna koleżanka dodaje, że do 7 maja ładowanie samochodów na wspomnianych stacjach jest bezpłatne, a po tym terminie koszt ładowania będzie taki, że podróż samochodem elektrycznym kosztowała będzie mniej więcej tyle, ile podróż samochodem z silnikiem Diesla. Oczywiście, można mieć nadzieję, że im bardziej powszechne będzie korzystanie z samochodów elektrycznych tym cena będzie niższa.

Kłopotliwe, ale i tak przyjemne

Inne kwestie, które wymagają dopracowania to fakt, że system wypożyczania samochodów, a nawet obsługa niektórych ładowarek elektrycznych odbywa się przez internet, było z tym trochę problemów, które mogą okazać się stresujące.

Tak czy inaczej: samochody elektryczne to przyszłość: są ciche i wygodne, a stacji ładowania jest coraz więcej. Ale ten rajd pokazał, że jest bardzo dużo do zrobienia, żeby elektromobilność funkcjonowała w Polsce

- podsumowuje Dziadykiewicz i dodaje, że nadzieją jest też rozwój technologii, bo najkrótsze pełne doładowanie samochodu trwa teraz 40 minut, co powoduje, że podróż na długiej trasie trwa znacząco więcej niż samochodem z silnikiem spalinowym.

Przez cały weekend ekipy dziennikarskie pokonały samochodami elektrycznymi ponad 800 kilometrów. Finał rajdu: pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, obserwujcie profil TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM