Ani kropli alkoholu więcej? To już było. Niestety w Polsce leczenie metodą POP jest rzadkością

Pełna abstynencja, wyznanie "jestem alkoholikiem" - z tym kojarzą nam się terapie, które mają wyrwać z uzależnienia. W USA od lat wiadomo, że można inaczej. A od niedawna nowe podejście stosuje się też w Polsce.

Większość z nas, jeśli zetknęliśmy się z kwestią terapii antyalkoholowych, ma w głowie znany od lat standard: że by w ogóle przystąpić do terapii osoba uzależniona musi przyjść trzeźwa. Oczekuje się, że od 48 godzin nie piła alkoholu. Takie wymaganie stosuje się od kilkudziesięciu lat.

Ale świat się zmienia, pojawiają się nowe definicje i wnioski, a także nowe terapie. Metoda ograniczania picia nie jest już zresztą wcale taka nowa.

- O Programie Ograniczania Picia wie większość terapeutów, ale na świecie - mówiła w Wieczorze TOK FM Maja Ruszpel, terapeutka uzależnień, prezes fundacji Inspiratornia, dziennikarka magazynu "Terapia - uzależnienia i współuzależnienia".

- W Polsce ten program jest nowy, oficjalnie został wprowadzony trzy lata temu. Na stronie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych znaleźć można informację, że raptem 24 placówki w Polsce prowadzą ten program.

Sprawdziłam, nie do końca tak jest, że te placówki ten program prowadzą: jedne tak, drugie nie. Za to program ograniczania picia oferuje dużo placówek prywatnych. To terapia dedykowana osobom uzależnionym od alkoholu, ale nie jest nakierowana na abstynencję. Z tego co wiem, w Polsce taką terapię prowadzi ok. 500 terapeutów

- mówiła Ruszpel.

Wyjaśniła, że w największym skrócie, taka terapia polega na tym, że ustala się z pacjentem cele jego terapii.

- Na przykład: pacjent pije codziennie 8 piw, mówi: czuję się coraz gorzej, chciałbym ograniczyć, bo nie wyobrażam sobie pełnej abstynencji. Z terapeutą ustala się okazje, kiedy będzie pił, że np. nie napije się rano, albo żelazną regułę, że nie będzie pił, kiedy będzie miał prowadzić samochód. Ustala się dawki nie do przekroczenia i obserwuje rezultaty - mówiła w TOK FM terapeutka.

To nie jest metoda dla wszystkich

Nie każda osoba, która ma problem z alkoholem, będzie mogła być poddana takiemu programowi terapeutycznemu. Wiele zależy od tego, jaki jest stopień utraty kontroli nad piciem i nad własnym życiem.

- Kiedyś na uzależnienie od alkoholu patrzyliśmy w sposób zero-jedynkowy: że pacjent albo jest uzależniony, albo nie - wyjaśniała Anna Kania-Żak, lekarz specjalista, psychiatra, terapeuta uzależnień, wykładowca w szkole psychoterapii uzależnień w Broku.

- Mamy na świecie dwie klasyfikacje chorób: amerykańską i WHO, która obowiązuje w Polsce. I w naszym kraju mamy właśnie zero-jedynkowość. Ale w maju 2015 pojawiły się nowe wytyczne amerykańskiego towarzystwa psychiatrycznego, w których uzależnienie od alkoholu dzielone jest na trzy stopnie: lekkiego stopnia, umiarkowanego i ciężkiego - powiedziała.

Terapia powinna być indywidualna

Warto podkreślić, że odchodzi się od pojęcia "uzależnienie", stosując określenie "zaburzenia związane z używaniem alkoholu".

I te właśnie zaburzenia dzieli się na małe, średnie i wysokie. To zarazem oznacza, że nie wolno, a zarazem nie da się, traktować jednakowo każdego pacjenta. Następuje więc indywidualizacja terapii. 

W związku z tym program ograniczania picia przeznaczony jest dla osób, które nadużywają alkoholu i dla pacjentów z lekkim uzależnieniem.

Decyzję podejmuje się po analizie jedenastu objawów, ustala to lekarz psychiatra

- mówiła Anna Kania-Żak.

- W swoim środowisku jestem znana jako osoba, która zajmuje się uzależnieniami od 10 lat, wcześniej nie jako terapeutka, tylko działaczka organizacji pozarządowej - opowiadała Maja Ruszpel. - Bardzo często różni znajomi zwracali się do mnie mówiąc: wiem, że za dużo piję, przeginam; ale nie wyobrażam sobie, żebym przestała zupełnie pić, bo wykluczy mnie to z życia towarzyskiego. Widzę, że mam problem z alkoholem, ale nie wyobrażam sobie pełnej abstynencji - mówiła Maja Ruszpel, cytując przeprowadzone rozmowy.

Podkreśliła, że wiele lat promowano model, w którym terapię zaczynało się od przyznania się: jestem alkoholikiem.

- Osoba, która ma cukrzycę, nie jest postrzegana jako cukrzyk. Nie oczekujesz, że osoba chora na reumatyzm będzie się właśnie tak przedstawiać. W dodatku: to nie jest określenie medyczne a slangowe określenie wywodzące się ze wspólnoty AA. Oni mogą się tak nazywać, ale wielu osobom to nie pasuje. Także określenie "osoba uzależniona" wiąże się ze stygmatyzacją - podkreślała terapeutka.

Celem jest abstynencja

- Zaczynamy od ograniczenia, być może potem będzie całkowita abstynencja - dodała Anna Kania-Żak. - W tej sprawie było robione świetne badania Adamsona. Pacjentom zadano pytanie, do której grupy się zgłaszają: do tych, którzy chcą zachować całkowitą abstynencję, zgłosiło się 46 proc., do tych, którzy chcą ograniczyć picie alkoholu zgłosiło się 44 proc. Reszta była niezdecydowana, a po czterech tygodniach w grupie, która chciała utrzymać całkowitą abstynencję, było 66 proc. wszystkich badanych. To znaczy, że osoby, które na początku chciały tylko ograniczyć picie alkoholu, doszły do całkowitej abstynencji - mówiła.

- Ale przecież jednym z problemów związanych z uzależnieniem od alkoholu jest utrata kontroli, taka osoba nie potrafi zapanować nad tym, ile pije. Jak można rozmawiać z nią o ograniczaniu? - dopytywał prowadzący rozmowę Paweł Sulik.

Terapeutka wyjaśniała, że zamiast operować pojęciem utrata, mówi się o upośledzeniu kontroli nad używaniem alkoholu. Choć oczywiście u osób, które całkowicie utraciły kontrolę nad używaniem alkoholu, zaleca się pełną abstynencję. Jednak: kiedy pacjent zaczyna ograniczać picie, zaczyna też dostrzegać wynikające z niego korzyści: nie ma kaca, nie boli go żołądek, ma więcej energii.

W metodzie POP stosuje się dialog motywacyjny: możesz, radzisz sobie. Z drugiej strony terapeutki podkreślały, że nadal jest w Polsce powszechny dostęp do programów abstynencyjnych, które są bezpłatne i można z nich skorzystać.

Warto dodać, że kiedy przychodzi do nas osoba, w pierwszej kolejności proponujemy jej abstynencję. Naszym celem jest bowiem abstynencja. Może jednak zadeklarować, że w tej chwili nie dałaby rady z całkowitym odstawieniem alkoholu, wówczas proponujemy ograniczanie picia. Docelowym planem jest abstynencja, osiągana na miarę sił i możliwości pacjenta

- podkreślała Anna Kania-Żak.

Gorzką refleksją jest, że metoda ograniczania picia alkoholu jest w Polsce tak mało popularna, bo - jak zgodnie przyznawały terapeutki - jest słabo znana wśród samych terapeutów, stąd wielu ma opory przed jej stosowaniem.

Kiedy powinniśmy wybrać się do terapeuty

Kiedy mamy wrażenie, że nadużywamy alkoholu, to warto wybrać się do terapeuty czy psychiatry, żeby fachowiec ocenił, jak duży jest problem.

Wskazówką mogą być sytuacje, kiedy używamy alkoholu jako "lekarstwa", dzięki któremu poradzimy sobie z emocjami, sytuacją. Czyli np. pijemy, żeby zasnąć, by dodać sobie śmiałości na randce, aby uspokoić się, kiedy ktoś nas zdenerwował.  A alkohol nie jest lekiem, przeciwnie: powoduje systematyczną dewastację organizmu i naszego życia.

Jak podkreślała Anna Kania-Żak, do programu ograniczania picia niezbędny jest terapeuta.

- To on przygotowuje terapię, składającą się z ośmiu do dwunastu spotkań. Może też okazać się, że jeśli damy pacjentowi odpowiednie leki, np. przeciwdepresyjnie, to nie będzie miał potrzeby sięgania po alkohol. Choć może się zdarzyć, że równolegle współistnieją dwa problemy: np. zarówno depresja jak i nadużywanie alkoholu - mówiła w TOK FM terapeutka.

Kania-Żak podkreślała także, że ograniczanie picia alkoholu jest teraz łatwiejsze dzięki nowoczesnym lekom, przepisywanym przez psychiatrę: one powodują, że pacjent jest w stanie wypić o wiele mniej.

DOSTĘP PREMIUM