Rzeplińska: Nie musisz głosować. Ale nie miej pretensji o to, że ktoś będzie ci urządzać życie

Jak głosować i patrzeć władzy na ręce? Organizacje pozarządowe zachęcają do brania udziału w wyborach. Bo jak sobie to "odpuścimy", to nie mamy prawa, by władzę krytykować.

Działacze i działaczki Stowarzyszenia 61, które prowadzi portal mamprawowiedziec.pl, kilka miesięcy temu postanowili, że będą jeździć po Polsce i rozmawiać o wyborach.  Byli już w kilkunastu debatach i warsztatach, poświęconych tematyce wyborczej.

Róża Rzeplińska, szefowa Stowarzyszenia 61: Odpowiadamy na pytania, m.in. jak być członkiem komisji wyborczej, jak być obserwatorem wyborczym, ale również mówimy o kompetencjach samorządu: co to znaczy, że samorząd zajmuje się organizacją szkół, co to znaczy, że odpowiada za bezpieczeństwo publiczne czy za organizację przestrzeni. Chcemy, by na tych spotkaniach mieszkańcy poszczególnych miejscowości zapytali siebie samych, co dla mnie w mojej miejscowości jest ważne i czego będę oczekiwać od osoby, która dostanie mandat radnego.

Wiem, że zwracacie też dużą uwagę na to, by zgłaszać się do obwodowych komisji wyborczych.

Wybory zostaną zarządzone między 16 lipca a 16 sierpnia 2018 roku. W tym czasie
będziemy mogli zgłosić się do komitetów wyborczych z informacją, że chcemy być
członkami komisji. Przy tych wyborach jest zmiana, komisja będzie obradować w
dwóch grupach: pierwsza komisja między godz. 7 a 21.00 będzie wydawać karty do głosowania i pilnować przebiegu wyborów, a druga będzie głosy liczyć. Do organizacji wyborów potrzeba więc około pół miliona osób. Dlatego ważne jest, abyśmy wspólnie ze znajomymi wpisali się na listę, poszli do komitetów wyborczych i powiedzieli: Jesteśmy obywatelami, chcemy współorganizować te wybory, z poczucia obowiązku, które mamy. Wpiszcie nas na listę.

A co, jeśli od członków komitetu wyborczego usłyszymy: Ok, wpiszemy cię na listę, ale musisz nam przynieść 100 podpisów?

Nie możemy się na to godzić, bo jako obywatele nie chcemy pracować dla konkretnej partii, ale dla obywateli.

Możemy też być obserwatorem wyborczym lub mężem zaufania. Obserwator to nowa funkcja. Może go skierować do komisji organizacja pozarządowa, która ma w swoim statucie zapis o działaniu na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. Przy czym, członek komisji wyborczej otrzymuje za swoją pracę wynagrodzenie, natomiast mężem zaufania czy obserwatorem wyborczym jesteśmy społecznie, bez pieniędzy.

Czytaj też: 4,5 tys. zł do wzięcia za bycie urzędnikiem wyborczym. Zdaniem szefowej KBW pieniądze nie są małe>>>

Dlaczego tak ważne jest, pani zdaniem to, by jak najwięcej z nas weszło w składtych obwodowych komisji wyborczych?

Z dwóch powodów. Zmiana Kodeksu Wyborczego spowodowała, że zamiast 250 tys.
 członków komisji teraz potrzeba będzie prawie 500 tys., więc po prostu bez nas, obywateli wybory się nie odbędą. A druga rzecz, która się pojawia, to pytanie, czy wybory nie zostaną sfałszowane?

Nawet słuchacze w listach do mnie o to pytają. Co pani odpowiada?

Że to my - obywatele - jesteśmy gwarantem sprawiedliwych wyborów, tajnego głosowania. Dlatego nasz udział w pracach komisji wyborczej jest niezwykle ważny. To my możemy dać innym poczucie bezpieczeństwa i gwarancję tego, że ich głos będzie oddany właściwie. Nie chodzi oczywiście o to, że mówimy im na kogo mają głosować.  Nie w tym rzecz. Mamy dopilnować, aby w lokalu wyborczym nie miały miejsca żadne nieprzyjemne sytuacje.

Czy pytanie, o możliwość sfałszowania wyborów, często się pojawia na spotkaniach?

Może nie często, ale rzeczywiście takie głosy są. Choć tak naprawdę obywateli bardziej interesuje, jak mogą się w wybory włączyć, jak mogą rozliczać radnych czy na co zwracać uwagę przy przyglądaniu się kandydatom.

Zaskakują nas czasami radni albo byli radni. Dostają od nas specjalny kwestionariusz poświęcony kwestiom, którymi radny czy prezydent będą się zajmować. I zdarza się, że ktoś z nich nam zarzuca, że pytania w kwestionariuszu były za trudne. Natomiast z drugiej strony, uczestników spotkań czasem zaskakuje nasza bezstronność. To, że niczego nie sugerujemy, nie zdradzamy swoich sympatii politycznych. Tylko rozmawiamy o tym, co jest ważne dla mieszkańców danej miejscowości.

Załóżmy, że część mieszkańców uznaje, że chciałoby mieć w pobliżu swych domów żłobek, ale władza nie widzi takiej potrzeby. Żaden z kandydatów na radnych nie deklaruje budowy żłobka. Do czego w takiej sytuacji pani zachęca?

Możemy spróbować zebrać grupę rodziców, którzy chcą żłobka, być może któryś z nich da się namówić na kandydowanie. Możemy też poszukać wśród kandydatów, którym leży na sercu ta problematyka, porozmawiać z nimi, przedstawić argumenty. Tak by hasło budowy żłobka wzięli sobie na sztandary. Ważne, by próbowali o taki żłobek powalczyć - zupełnie inną kwestią jest to, czy to się uda. Ale ważne, by podjąć próbę.

Wiem, że na waszych spotkaniach zdarzają się osoby, które mówią: Proszę mnie przekonać, że powinienem pójść na wybory i oddać swój głos. Co pani odpowiada?

Mogę powiedzieć tyle: Nie musisz iść głosować, ale jeśli nie pójdziesz, nie miej pretensji o to, że ktoś inny będzie ci urządzać życie, że kolejne cztery lata będziesz się zastanawiać, dlaczego przystanek autobusowy jest w szczerym polu? Bo na poziomie lokalnym to są właśnie tego rodzaju problemy. Jeśli więc cięto nie interesuje, to nic nie rób.

DOSTĘP PREMIUM