Alfie Evans nie żyje. Bioetyk: Każdy z nas stanie przed koniecznością podjęcia decyzji

- Czasem wracają funkcje mózgu przy dosyć dużych uszkodzeniach, ale nie przy braku 70 proc. tkanki mózgowej, jak w przypadku Alfiego Evansa - mówi Jakub Zawiła-Niedźwiecki. 2-letni Alfie zmarł w nocy.

Dwuletni Brytyjczyk zmarł w nocy, w szpitalu w Liverpoolu. Alfie Evans cierpiał na niezdiagnozowaną chorobę neurologiczną. Zmiany w mózgu pozbawiły chłopca zmysłów wzroku, słuchu, smaku i czucia. Po wyroku sądu lekarze odłączyli go od aparatury, choć rodzice cały czas walczyli o utrzymanie syna przy życiu.

- Sprawa Alfiego Evansa jest wyjątkowa - komentuje Jakub Zawiła-Niedźwiecki z Centrum Bioetyki i Bioprawa Uniwersytetu Warszawskiego. Jak podkreśla gość TOK FM, wyjątkowość polega na skali emocji, które wzbudził przypadek chłopca, na "uderzeniu medialnym, które wywołała" ta sprawa.

Za utrzymywaniem Evansa przy życiu głos zabrał papież, wielu polityków - w tym prezydent Duda - w mediach społecznościowych pojawiała się "armia Alfiego".

- Sądzę że podobnych spraw dzieje się bardzo wiele na całym świecie. Dlaczego ta wzbudziła takie emocje? To trochę pytanie do specjalistów od mediów. To sytuacja niezwykle poruszająca i była to sytuacja, w przypadku której nie ma dobrych odpowiedzi i rozwiązań. Zawsze będziemy tak - bez względu na decyzje i działania - że będziemy mieli poczucie tragedii - uważa Zawiła-Niedźwiecki.

Medycyna działa cuda. I stawia nas przed ogromnymi dylematami

Zdaniem eksperta przypadek Brytyjczyka pokazuje postęp medycyny, ale też konsekwencje, które przynosi ten rozwój.

- Pamiętajmy, że gdyby nie współczesna medycyna, to Alfiego po prostu by z nami nie było. Kiedyś takie dziecko by umarło. I tyle. A dziś można zastosować różne metody, które spowodują, że ono nie umrze od razu, po prostu. Ale też w związku z tym musimy podejmować różne trudne decyzje. Dziś w światowej bioetyce mówimy o wycofaniu terapii, która jest uciążliwa dla pacjentów, a nie może przynieść mu korzyści - mówił.

Jakub Zawiła-Niedźwiecki zwrócił też uwagę, że dziecko trafiło na oddział intensywnej terapii w grudniu 2016 roku. I przez ten czas poddawane bardzo intensywnemu procesowi opieki. - To m.in. odsysanie płynów z płuc, podawaniu antybiotyków, wymienianie równego rodzaju cewników, wenflonów. Dziecko, które jest nieprzytomne i w ogóle ma ograniczone funkcje mózgu, ma różnego rodzaju spastyczności, więc fizjoterapeuci zostali włączeni w proces opieki. Trzeba pomyśleć o tych wszystkich rurkach, igłach, sztucznej wentylacji, infekcjach - podkreślił ekspert z Centrum Bioetyki i Bioprawa UW.

"To sprawa każdego z nas"

Rodzice podważali diagnozę postawioną przez lekarzy. Także w głosach poparcia, które pojawiały się w mediach, zwracano uwagę, że lekarze mogą się mylić.

Ale, jak podkreśla gość TOK FM, nawet przedstawiciele Watykanu, którzy zgodzili się przyjąć chłopca do szpitala, nie kwestionowali diagnozy i rokowań brytyjskich specjalistów.

- Są przypadki graniczne, ale to nie był ten przypadek. Zdarzają się nawet poważne urazy mózgu, kiedy można dyskutować o rokowaniach. Czasem wracają funkcje przy dosyć dużych uszkodzeniach, ale nie przy braku 70 proc. tkanki mózgowej, jak w przypadku Alfiego Evansa. Pewne rzeczy się nie dzieją, ludziom nie odrastają ręce czy nogi. A tu mamy przypadek, który dotyczy mózgu - powiedział ekspert w rozmowie z Karoliną Głowacką.

Jak podkreśla Zawiła-Niedźwiecki, sprawa dwulatka z Wielkiej Brytanii powinna wywołać poważną refleksję, zmusić do udzielenia odpowiedzi na ważne pytania.

- Problem Alfiego to też problem każdego z nas. Bo, statystycznie rzecz biorąc, większość z nas pod koniec życia znajdzie się w szpitalu, gdzie będziemy poddawani intensywnym zabiegom. I też będzie tak, że w pewnym momencie będziemy musieli zdecydować, a może nie będziemy w stanie i ktoś będzie musiał zdecydować, jak długo to ciągnąć. Mamy coraz skuteczniejsze metody resuscytacji i można człowieka utrzymać bardzo długo. Więc każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jak długo my byśmy chcieli, by nas utrzymywano w takim stanie - uważa ekspert z Centrum Bioetyki i Bioprawa Uniwersytetu Warszawskiego.

Czytaj też: Warakomska: Matki niepełnosprawnych dzieci czują się jak więzieniu. Tak wychodzi hipokryzja PiS>>>

DOSTĘP PREMIUM