Manifestacje poparcia dla protestujących w Sejmie. "500 zł to i tak ochłap, absolutna podstawa"

W kilkudziesięciu miastach w Polsce odbyły się protesty wsparcia dla tych, którzy na sejmowym korytarzu walczą o szacunek, godność i prawa osób niepełnosprawnych.

- Córka miała być roślinką, miała nie chodzić, nie mówić - tak nas ostrzegano. A ona chodzi, mówi, śpiewa. I cały czas - przez łzy - podkreśla, że jest solidarna z protestującymi w Sejmie - mówi nam Anna Wojniak, mama 40-letniej Katarzyny. “Kasia jest niepełnosprawna intelektualnie, ale to nie przeszkadza jej mieć swoich pasji" - taki napis miała przyczepiony na plecach w sobotę, w czasie protestu. Dziewczyna uwielbia uczyć się języków - szczególnie włoskiego. A że ma bardzo dobrą pamięć, nauka sprawia jej ogromną radość. W tym roku w wakacje ma spełnić swoje największe marzenie - leci z mamą i jej przyjaciółkami do Włoch. Gdy słyszy, jak mama o tym opowiada, szeroko się uśmiecha. I w języku włoskim wymienia, co chce we Włoszech zobaczyć: muzea, kościoły, sztukę. - A najbardziej to Koloseum - dodaje.

Czytaj też: Rząd PiS nie da 500 plus na niepełnosprawnych. Internauci: No jak? Przecież wystarczy nie kraść!

Mama niepełnosprawnej dziewczyny mówi nam, że na co dzień nie jest łatwo. Oboje z mężem są coraz starsi i martwią się, co dalej będzie z córką. Pani Anna bardzo chciałaby, aby za jakiś czas Kasia trafiła do profesjonalnego ośrodka, w którym ktoś poświęci jej czas i będzie się nią troskliwie opiekował. Ale takich ośrodków w Polsce brakuje.

Na zajęciach nie ma miejsc

Na razie dziewczyna korzysta z WTZ-ów, czyli warsztatów terapii zajęciowej, które bardzo lubi. Ale sama mówi nam, że problemem są pieniądze. I podaje przykład: w warsztatach jest sala gimnastyczna, można ćwiczyć, ale zajęcia ruchowe są tu tylko raz w tygodniu. Bo podopiecznych jest sporo, a trener jeden. - Szkoda, bo przez to mam słabą kondycję - mówi Kasia. Zwraca uwagę na coś jeszcze: w WTZ zdarzają się kontrole, w czasie których urzędnicy mają pretensje, że niektórzy niepełnosprawni uczestniczą w warsztatach nawet 20 lat, nie zwalniając miejsca młodszym. - Sprawdzają, czy dużo się nauczyliśmy na warsztatach. I tych, którzy są w miarę sprawni, proszą, by zrobili miejsce młodszym - mówi z żalem w głosie Kasia. - To niegodne i nieludzkie - dodaje jej mama.

Pani Anna w pełni identyfikuje się z protestującymi w Sejmie. Jak mówi, kwota 500 zł, o którą walczą, bardzo by się w domu przydała. - Przez trzy miesiące nazbieralibyśmy na specjalne kolonie dla córki, które kosztują 1700 zł - mówi mama Kasi. - Bo nam nie są potrzebne pieluchomajtki. Potrzebujemy np. wizyt u psychiatry, a dostać się do takiego specjalisty - to są 3-4 miesiące czekania. Jeśli chcemy pójść prywatnie, musimy wydać 100 zł. I nikt się tym nie interesuje. Nikt nie bierze też pod uwagę, że my opiekujemy się naszymi dziećmi non stop - bez wolnego, urlopu, bez wytchnienia. A oni tam, w Warszawie przyznają sobie bardzo wysokie nagrody - słyszymy od pani Anny.

"Te 500 zł to żenująco niska kwota"

Katarzyna Łukasiewicz jest mamą 14-letniej Hani z mózgowym porażeniem dziecięcym i prezesem Fundacji "Oswoić los" - to ona zorganizowała sobotni protest w centrum Lublina. - Dla nas - rodzin, które wychowują dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, bardzo ważna jest godność - mam tu na myśli szacunek, którego oczekujemy od was - od tej drugiej strony. Nie chodzi o tolerancję, bo tolerancja to za mało - chodzi o empatię, akceptację odmienności i różnorodności. Ci rodzice, którzy protestują w Sejmie, robią to w poniżających warunkach, ale robią to dla nas. Należy im się za to ogromny szacunek - mówi pani Katarzyna. W jej ocenie, kwota 500 zł, o którą walczą rodzice, to niewielkie wsparcie. - Ja to nazywam "ochłapami" - to jest po prostu jakaś totalna podstawa do w miarę normalnego funkcjonowania. Te 500 zł to jest żenująco niska kwota, a w dodatku jeszcze sugeruje się nam, że ktoś za nas ma decydować, na co mamy wydać te pieniądze. Przecież to jest absurd - mówi pani Kasia.

"Te kobiety w sejmie leżą tam również w moim imieniu"

Ewa Kwiatek z mężem Grzegorzem, których też spotkaliśmy na sobotnim proteście w Lublinie, są rodzicami niepełnosprawnej 15-letniej Ali. - Na razie postulaty protestujących w Sejmie nas jeszcze nie dotyczą, ale za kilka lat - już tak. Wsparcie państwa dla nas jest bardzo niewielkie. Choćby zasiłek pielęgnacyjny w kwocie ok. 150 zł. Na co ma to nam wystarczyć? Chyba tylko na 10 paczek pampersów dla naszej Ali - mówi pan Grzegorz. - Dlatego dla nas te 500 zł, o które walczą rodzice w Sejmie, byłoby dużym wsparciem - dodaje tata dziewczynki.

Zdaniem pani Ewy,  500 zł byłoby dla rodziny pewnym odciążeniem. Kiedy widzę te kobiety w Sejmie, które razem z dziećmi leżą na sejmowym korytarzu, to czuję, że leżą tam też również w moim imieniu. Współczuję im i solidaryzuję się z nimi. Moja córka niebawem też będzie dorosła, ale tylko pod względem metryki. Bo trudno powiedzieć o moim dziecku, które siedzi w wózku ze smoczkiem w dłoni, że jest dorosłe. Ona potrzebuje pomocy non stop, potrzebuje ciągłego naszego wsparcia - dodaje mama Ali.

DOSTĘP PREMIUM