"Będzie pytanie o aborcję, religię?". Prezydenckim referendum zainteresował się Kościół

- Konstytucja jest dokumentem martwym - została wyrzucona przez partię rządzącą do kosza - mówi Aleksandra Pawlicka. Dziennikarka krytykując pomysł prezydenta zwróciła uwagę, że referendum szybko zainteresował się Kościół.

Pomysłodawca referendum konstytucyjnego prezydent Andrzej Duda chce, aby głosowanie odbyło się 10 i 11 listopada.

Czytaj też: "Mieli wstać z kolan, a odcięli Polsce stopy". Rzepliński nie zagłosuje w referendum Dudy (WYWIAD)>>>

Według publicystki "Newsweeka" Aleksandry Pawlickiej, kiedy partia rządząca nie przestrzega obowiązującej konstytucji, nie powinno się organizować referendum w sprawie jej zmiany.

 - Ono nie jest potrzebne w sytuacji, w której konstytucja jest dokumentem martwym, ponieważ została wyrzucona przez partię rządzącą do kosza. Rozdmuchiwanie problemu referendum, to jest też budzenie innych demonów - mówiła Pawlicka w TOK FM.

Dziennikarka zwróciła uwagę, że w dyskusję o prezydenckim referendum włączyli się hierarchowie Kościoła katolickiego.

- Biskupi powiedzieli, że chcą wpisania wartości katolickich i tego, że Polska musi być katolicka. Może będzie pytanie o aborcję, religię? Jest to przedmiotem rozmowy pomiędzy stroną rządzącą a hierarchami - podkreśliła. 

W naciskach Episkopatu nic złego nie widzi Piotr Gursztyn z TVP. - Te tzw. demony wynikają z wolności. Trzeba byłoby nakazać milczenie dużym grupom społecznym czy legalnie istniejącym instytucjom - stwierdził.

Co z frekwencją?

Stanisław Skarżyński zwrócił uwagę, że PiS nie ma prawa do zmiany ustawy zasadniczej, ponieważ nie ma większości konstytucyjnej. 

- Nasza obecna konstytucyjna zawiera przepis, że na wniosek uprawnionych organów ustawodawca ma obowiązek przeprowadzić, referendum zatwierdzające zmianę konstytucji. Organizowanie referendum przed zmianą konstytucji jest niepotrzebnym mnożeniem bytów. Gdyby Andrzej Duda wczytał się w konstytucję, bo bardzo przydałaby mu się ta lektura, to wiedziałby, że najpierw zmienia się konstytucję, a później organizuje referenda - podkreślił publicysta "Gazety Wyborczej".

Wątpliwości dotyczące zasadności organizowania prezydenckiego referendum to nie wszystko.

Na możliwe kłopoty z frekwencją zwrócił uwagę Adam Bielan. Wicemarszałek Senatu przypomniał w TOK FM, że w ostatnim tego typu głosowaniu - zorganizowanym w 2015 roku przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego - wzięło udział  wyniosła 7,8 proc. uprawnionych. 

- To duże zagrożenie dla pomysłodawców tego referendum. Pan prezydent powiedział o frekwencji 30 proc., a to nawet przy referendum dwudniowym trudno będzie uzyskać - mówił Bielan. I przyznał, że do pomysłu Andrzeja Dudy podchodzi "bez entuzjazmu".

- Obawa wyrażona przez Adama Bielana dotycząca frekwencji jest oczywista. Wiemy jak w Polsce wyglądają referenda. Nie tylko to nieszczęsne z 2015 roku, ale wszystkie inne wyglądały tak samo np. referendum unijne - komentował Piotr Gursztyn z TVP. 

Czytaj też: Chcą, aby zamiast śpiewających ławek rząd kupił wózki inwalidzkie. Tysiące ludzi apelują do Błaszczaka>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM