"Zapytał, czy umiem nasikać do umywalki". Tak lekarze zniechęcają kobiety do zawodu chirurga

Każdy przechodził kiedyś zabieg chirurgiczny lub zna kogoś, kto taki zabieg miał. A ilu z nas zna kogoś, kogo operowała kobieta? No właśnie. Kobiety stanowią jedynie 14 proc. lekarzy tej specjalizacji.

Jakiś czas temu w sieci krążyła zagadka zadawana przez BBC Three przypadkowym przechodniom w Wielkiej Brytanii. Z pozoru była ona dość prosta.

W skrócie: ojciec z synem jadą samochodem. Mają wypadek. Ojciec ginie na miejscu a syna zabiera karetka. W szpitalu od razu trafia na stół operacyjny. Mający go operować chirurg zdejmuje maseczkę i mówi: - Nie mogę operować. To mój syn.

Kim jest chirurg?

Najczęściej pojawiające się odpowiedzi to: ojcem, bo rodzice to para jednopłciowa, księdzem - czyli ojcem duchowym - lub bogiem. Naprawdę niewiele osób podaje od razu prawidłową odpowiedź. Tylko nieliczni w ogóle na nią wpadają. Sytuacja jest taka sama, kiedy zagadkę zada się znajomym w Polsce. 

Chirurgiem jest oczywiście matka chłopca. - No tak! Jak mogliśmy na to nie wpaść. Przecież to oczywiste - krzyczą uderzając się w czoło zapytani. - Co za wstyd, że nie przyszło nam to od razu do głowy - dodają. No właśnie.

Kobiet jak na lekarstwo

Centralny Rejestr Lekarzy prowadzony przez Naczelną Izbę Lekarską wskazuje, że kobiety w Polsce stanowią 14 proc. specjalistów-chirurgów. Najwięcej kobiet działa w chirurgii dziecięcej – 456. Tutaj też jest najmniejsza różnica: mężczyzn po tej specjalizacji jest "zaledwie" o 202 więcej.  

Najgorzej wygląda sytuacja w chirurgii naczyniowej – tylko 23 kobiety są specjalistkami w tej dziedzinie. Mężczyzn po tej specjalizacji jest za to aż 530. Także w chirurgii ogólnej daleko jest do wyrównania proporcji: kobiet jest w niej ponad 7 razy mniej niż mężczyzn. Podobnie sytuacja wygląda w chirurgii onkologicznej.

Najmniejszą różnicę w liczbie kobiet i mężczyzn można zaobserwować w chirurgii plastycznej. Tam kobiet jest "tylko" o połowę mniej.

Nie siła, lecz wytrzymałość

Kiedyś pokutował stereotyp, że chirurg musi być silny. To dotyczyło głównie ortopedów, bo nastawienie złamanej nogi czy stawu rzeczywiście wymaga pewnej siły fizycznej. Ale nie tylko. Chodziło też o wytrzymałość ze względu na długie godziny spędzane przy stole operacyjnym. Pani Anna, chirurg ogólny w trakcie specjalizacji (chce pozostać anonimowa) ma jednak na ten temat odmienne zdanie. 

- Mam 160 cm wzrostu i ważę 42 kilo. Mój teść, anestezjolog, odwodził mnie od wyboru mojej specjalizacji. Według niego chirurdzy potrafią być chamscy, bezczelni, są szowinistami. Koledzy musieli się do mnie przyzwyczaić - mówi pani Anna i dodaje, że kiedy przyszła do pracy, to kierownik specjalizacji widząc jej posturę zareagował zdziwieniem. - Teraz natomiast bez problemu razem dyżurujemy. Musiał się do mnie przekonać. Płeć nie jest minusem, a plusem, bo mam mniejsze dłonie, a liczy się wytrzymałość, a nie czysta siła fizyczna. 

Jak mówią rozmówczynie tokfm.pl, w chirurgii trzeba podejmować szybkie decyzje i być ich pewną. Nie mają z tym żadnego problemu, dodają jednak, że w przypadku kobiet ważna jest siła przebicia i umiejętność walki o swoje. - Przekonanie do siebie kolegów zajęło mi półtora roku - mówi pani Anna - Na chirurgii facet startuje z poziomu zero, a dziewczyna z minus pięć - ocenia. 

Nadal "świnka morska"? 

Medycynę studiuje już więcej kobiet niż mężczyzn. Czy niedługo będzie ich więcej również na specjalizacjach chirurgicznych?

- Tego bym się nie spodziewała, ale myślę, że dojdzie do sytuacji 50:50. Kiedy odejdzie starsze pokolenie, w którym chirurg był utożsamiany z mężczyzną, to się mniej więcej wyrówna - anonimowo mówi nam lekarka pracująca w jednej z uniwersyteckich klinik. 

Kobiety wciąż muszą udowadniać swoją wartość i nie zawsze od początku są akceptowane. 

- Chirurgia była moim wielkim marzeniem.... ale na rozmowie o pracę zastępca ordynatora zapytał, czy umiem nasikać do umywalki i dodał słynne "kobieta chirurg jest jak świnka morska, czyli ani chirurg, ani kobieta"... Stwierdziłam, że jak mam udowadniać coś takim pajacom, to zrezygnuję - pisze na internetowym forum jedna z dziewczyn. 

Inne nie dawały za wygraną. Daria Juraszek od początku studiów wiedziała, że chce robić coś zabiegowego. Uczestniczyła w kołach naukowych i dostała się na chirurgię. To była dla niej naturalna kolej rzeczy. Wybrała chirurgię dziecięca. Teraz jest w trakcie specjalizacji w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie.

- Moja grupa studencka liczyła 25 osób, z czego było w niej 5 chłopaków i 20 dziewczyn. Zresztą teraz na studiach tak to wygląda, że większość jest kobiet. Pamiętam sytuację z czasów studiów, że ja ochoczo zgłaszałam się do asystowania w czasie zajęć z chirurgii, ale prowadzący ignorował mnie i pytał, czy nie ma jakiegoś faceta. Z pełnym oburzeniem wtedy pytałam "a co jest ze mną nie tak, że chcecie faceta?" - mówi chirurżka.

Skąd zniechęcanie i gorsze traktowanie kobiet? Koledzy niestosowne żarty z początków specjalizacji często tłumaczą dobrem samej zainteresowanej. - Mówią, że jeśli nie masz mocnej psychiki, to się po prostu do tego nie nadajesz - relacjonuje pani Anna. 

Czytaj też: Pionierska operacja. Lekarze przeszczepili nerw policjantowi postrzelonemu podczas napadu w Wiszni Małej

"Ja też miałem takie podejście"  

- Głównym argumentem jest nadal siła czy wytrzymałość fizyczna, a kolejnym to, że pewnie urodzimy dzieci i nie będziemy mieć czasu na bycie chirurgiem - wyjaśnia powody dyskryminowania kobiet wspomniana wcześniej lekarka. 

Prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich, prof. Krzysztof Paśnik, do lat dwutysięcznych miał podobne podejście. 

- Na początku rzeczywiście byłem przeciwnikiem pracy kobiet w chirurgii, ale kiedy zobaczyłem nowe techniki i dziewczyny, które zaczęły się garnąć do chirurgii i pokazywać zdolności manualne, oraz odpowiedzialność za chorego, moje zdanie zmieniło się o 180 stopni. Kobiety jak najbardziej się do tego nadają - mówi w rozmowie z tokfm.pl prof. Paśnik. 

Profesor mówi tez o swoim doświadczeniu z komisji egzaminacyjnych, na których zjawia się coraz więcej kobiet. - Bywa czasami tak, że na egzaminie jest pół na pół. W większości kobiety są świetnie przygotowane pod względem teoretycznym do swojej pracy. 

Czy to znaczy, że proporcje płci się wyrównają?

- Sądząc po liczbie kobiet, które garną się do chirurgii, nie jest to wykluczone. Powiem więcej: mężczyźni chyba coraz rzadziej na chirurgię zaglądają i zaczynają szukać innych specjalności. Chyba boją się pozwów i oskarżeń. Kobiety natomiast chyba z większą wiarą do tego przystępują - podsumowuje prof. Paśnik.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM