Niepełnosprawna miała bilet na samolot, ale nie poleciała. "Takie upokorzenie nigdy nas nie spotkało"

Słuchaczka TOK FM nie będzie dobrze wspominać wizyty we Lwowie. Okazało się, że nie może wrócić samolotem, bo na lotnisku nie było specjalnej windy.

Pani Ewa jest osobą niepełnosprawną, ma problemy z chodzeniem, porusza się przy pomocy kul. Ale nie przeszkadza jej to w podróżowaniu i zwiedzaniu świata. - Dużo latamy. To był nasz mniej więcej setny lot. Byliśmy na różnych lotniskach, ale takie upokorzenie nigdy nas nie spotkało - mówi pan Wojciech, mąż kobiety.

Wszystko wydarzyło się w ostatni długi majowy weekend. Kiedy pani Ewa z mężem i synem pojechali do Lwowa.

Mieli bilety na lot do Katowic liniami WizzAir. Nie mogli jednak wsiąść na pokład, bo nie zgodziła się na to obsługa lotniska.

Mimo że dwie i pół godziny przed odlotem pan Wojciech zgłosił, że jego żona jest niepełnosprawna i będzie potrzebować wsparcia. Chodziło o tzw. ambulift. To specjalna winda, która ułatwia, dostanie się do samolotu.

Czytaj też: 12-letni Janek napisał do PKP: Bądźcie przyjaźni dla ludzi z autyzmem. Właśnie dostał odpowiedź>>>

Problem pojawił się po przejściu przez lotniskowe bramki, po odprawie i wbiciu do paszportu odpowiednich pieczątek. - Poszedłem zapytać, co z pomocą dla żony, na co usłyszałem, że pomocy nie będzie - mówi mąż pani Ewy.

Poprosił więc o specjalny lotniskowy wózek, który też w takich sytuacjach może być pomocny. - Wtedy pojawił się pan, nastawiony do nas negatywnie. Stwierdzono, że ja nie zgłosiłem odpowiednio wcześniej, że potrzebujemy wsparcia. Było to oczywistą nieprawdą. Panie, u których dokonaliśmy zgłoszenia w check-in, po prostu się tego wyparły. Usłyszałem, że nie udzielą mi pomocy - relacjonuje.

„Nie ma pasażera, nie ma problemu”

W związku z problemami syn małżonków poprosił pilota, by chwilę opóźnić odlot. Prośbę spełniono - samolot zwlekał ze startem ok. 10 minut. Wielką empatią wykazali się pasażerowie, którzy niemal od razu zadeklarowali gotowość wniesienia kobiety na pokład. Ale obsługa lotniska się na to nie zgodziła.

Ostatecznie samolot odleciał bez polskiego małżeństwa. Chwilę później okazało się, że znalazł się jednak jakiś wózek.

- Zrobiono nam ogromną krzywdę, wynikającą z braku empatii i chęci wsparcia. Posadzili żonę na wózku. I ten pan, jak mniemam, kierownik zmiany czy też przełożony osób obsługujących bramki przy odprawie biletowo-bagażowej, wywiózł nas przez bramkę i zostawił nas na zewnątrz. Przed terminalem, czyli "rozwiązano" problem z niepełnosprawnym pasażerem - podsumowuje.

Jak wrócić do Polski?

Pani Ewa z mężem nie mieli jak wrócić do kraju. Na szczęście po kilku telefonach - między innymi dzięki prośbie o pomoc do lubelskiej reporterki TOK FM - udało się zorganizować "transport zastępczy". Pomógł polski konsul we Lwowie i jego służby.

"Z informacji uzyskanych na miejscu przez konsula wynikało, że pracownicy lotniska nie wpuścili na pokład samolotu pasażera i jego niepełnosprawnej żony, dlatego, że nie została zamówiona specjalistyczna winda. Pracownicy lotniska poinformowali, że windę należy zamawiać na 48 godzin przed odlotem" - poinformowały TOK FM służby prasowe polskiego MSZ.

"W zaistniałej sytuacji pracownik lotniska podjął decyzję o skreśleniu tych osób z listy pasażerów. Stało się to pomimo tego, że pilot wraz z pasażerami byli gotowi wnieść niepełnosprawną pasażerkę na pokład"  - czytamy w mailu z resortu spraw zagranicznych.

Jak podkreśla polski MSZ, "placówka RP we Lwowie nie odnotowała dotychczas podobnych incydentów" na tamtejszym lotnisku.

Dzięki wsparciu konsula pan Wojciech i jego żona zostali przewiezieni samochodem służbowym do Przemyśla. Liczyli, że zdążą na pociąg, by móc nim pojechać dalej. Spóźnili się jednak kilka minut. Ostatecznie wrócili samochodem z kierowcą, który jechał w kierunku Krakowa (córka pana Wojciecha zorganizowała to za pośrednictwem portalu BlaBlaCar), a z Krakowa - odebrały ich dzieci.

"To poniżające"

- Emocje na lotnisku były niewyobrażalne. Człowiek widzi, że nie zrobił nic złego - ma przecież bilety, a mimo to jest bezsilny. Bo ktoś wychodzi z założenia: "nie, bo nie". To wielkie upokorzenie. Żona, gdy zobaczyła odlatujący samolot, rozpłakała się; bardzo skoczyło jej ciśnienie, źle się poczuła. A druga strona postawiła na swoim - mówi pan Wojciech.

Jak podkreślił mąż niepełnosprawnej Polki, tu nie chodzi o Ukrainę i Ukraińców, tylko o konkretnego człowieka, "który był nieprzychylny, okazał nam swoją wyższość i brak uczuć". - A to, niestety, może zdarzyć się wszędzie - podkreśla.

Według pana Wojciecha linia lotnicza powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za osoby, które reprezentują ja na lotniskach. Bo wina leżała po ich stronie.

Nasz słuchacz słyszał, że pilot miał sporządzić specjalną notatkę po tym zajściu. Zapytaliśmy o nią służby prasowe WizzAir, by móc poznać stanowisko pilota. Prośbę o informację wysłaliśmy 7 maja - do dzisiaj nie dostaliśmy jednak odpowiedzi.

Za bilety do i ze Lwowa rodzina pani Ewy zapłaciła po 250 zł za osobę.

- Wystąpimy o odszkodowanie najpierw do linii lotniczej, która ma podpisaną umowę na obsługę z lotniskiem we Lwowie. A jeżeli to nie przyniesie przeprosin oraz zadośćuczynienia za doznane krzywdy, wystąpimy również przeciwko lotnisku, które pomimo możliwości i obowiązku obsługi osób niepełnosprawnych nie wywiązało się z tego zadania - zapowiada pan Wojciech w rozmowie z reporterką TOK FM.

Imiona kobiety i jej męża, na ich prośbę, zostały zmienione. 

DOSTĘP PREMIUM