Te wybory to eksperyment. Wielu rzeczy nie wiadomo - mówi nam pełnomocnik, którego miało nie być

Lokalnych pełnomocników do spraw wyborów miało już nie być, ale niektóre miasta zdecydowały się jednak ich powołać. Na wszelki wypadek. Dziennikarka TOK FM rozmawia z jednym z nich.

O wyborach samorządowych i przygotowaniach do nich rozmawiamy z Łukaszem Mazurem, pełnomocnikiem prezydenta Lublina do spraw wyborów.

TOK FM: Został pan pełnomocnikiem prezydenta miasta do spraw wyborów - skąd ta funkcja? Przecież za organizację wyborów mieli teraz - po zmianie przepisów - odpowiadać urzędnicy wyborczy?

Łukasz Mazur: Przy poprzednich wyborach było tak, że za koordynację przygotowań w imieniu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast odpowiadali specjalni pełnomocnicy. Natomiast obecnie rzeczywiście powstał korpus urzędników wyborczych, stworzony poza urzędami gmin i urzędami miast. I to ci urzędnicy przejmują dużą część obowiązków, które wcześniej leżały w kompetencji gminy. Uznaliśmy jednak, że założenia to jedno, a praktyka - drugie. W Lublinie urzędników pierwotnie miało być siedmiu, zostało powołanych tylko trzech, a z rozmów, które prowadzimy wynika, że większość obowiązków, które realizowali prezydenci czy burmistrzowie, nadal będą musieli wykonywać, nic się nie zmieni. I stąd potrzeba powołania pełnomocnika. Mam koordynować wszystkie kwestie związane z wyborami.

Jakie są wasze obawy, jeśli chodzi o jesienne wybory samorządowe? Jakie problemy na dziś dostrzegacie?

Największym znakiem zapytania jest współpraca przedstawicieli gmin z urzędnikami wyborczymi, którzy są przecież osobami z zewnątrz. Nie wiemy jak to ma wyglądać. Próbujemy, wspólnie z Krajowym Biurem Wyborczym i z przedstawicielami innych miast, wypracować pewien model współpracy, wiemy, że będziemy podpisywać porozumienia z szefową KBW. I w tych porozumieniach ma być określone, jakie obowiązki będą spoczywać po stronie prezydentów, wójtów i burmistrzów.

Wiemy, że projekt takiego porozumienia powstał, ale Związek Miast Polskich zgłosił do niego szereg uwag, uznając przede wszystkim, że zaproponowane porozumienie jest zbyt ogólne.

To prawda. Jeśli chodzi o ten przedstawiony projekt, być może dla małych gmin byłby on wystarczający. Natomiast zakres prac w przypadku dużych, wojewódzkich miast jest nieporównywalnie inny niż w gminie liczącej 10-15 tysięcy mieszkańców. Dlatego tak ogólny projekt porozumienia nie przystaje do naszych realiów. Powinniśmy określić jak najwięcej szczegółów, ponieważ mamy uzyskać określone środki finansowe. Porozumienie musi precyzować, co dokładnie znajduje się po naszej stronie i na co możemy te pieniądze wydać.

Pan jako pełnomocnik podjął już jakieś działania, jeśli chodzi o jesienne wybory?

Jestem w kontakcie z delegaturą Krajowego Biura Wyborczego, natomiast w tym momencie jest zbyt dużo niewiadomych. Nie znamy zakresu finansowego, jaki możemy ponieść - a powinien być określony w dotacji dla miasta Lublin.

W opinii Związku Miast Polskich zwrócono też uwagę, że projekt porozumienia nie rozstrzyga kwestii sporów kompetencyjnych, które mogą wystąpić. Np. urzędnik zorganizuje transport kart do głosowania, ale kto ma te karty wypakować z samochodu? Bo to będzie wiele ciężkich paczek.

Wiele spraw zostało zapisanych kompetencyjnie po stronie urzędników wyborczych, ale biorąc pod uwagę ich liczbę, zdajemy sobie sprawę z tego, że nierealne jest wykonanie takiej pracy przez zaledwie trzy osoby - bo w Lublinie, przypomnę, urzędników wyborczych ma być trzech. Dlatego na pewno konieczna będzie współpraca i wspieranie urzędników. W przepisach określone zostało jedynie, że prezydenci zapewniają obsługę administracyjną i techniczną, ale w jakim zakresie? Tu na pewno będą się pojawiać wątpliwości interpretacyjne.

Jak pan spogląda na to z boku, jak pan widzi jesienne wybory?

Są obawy dotyczące tego, co będzie. Mam wrażenie, że znaczna część dotychczasowych doświadczeń z organizacji wyborów w ogóle nie była brana pod uwagę. A że jest bardzo mało czasu, a zmiany są bardzo duże i jest wiele niewiadomych, to rodzi poważne obawy.

To już na koniec - wiemy, że przy jesiennych wyborach w poszczególnych miejscach głosowania mają działać po dwie komisje wyborcze. Czy nie zabraknie kandydatów do pracy w tych komisjach?

Odpowiem na przykładzie Lublina - obwodowych komisji wyborczych będzie u nas 186 i dodatkowo około 20 tych zlokalizowanych np. w szpitalach czy w areszcie. Czyli będziemy potrzebować kandydatów do 206 komisji wyborczych. Przy poprzednich wyborach w każdej komisji zasiadało po 8-9 członków - teraz ich liczbę musimy podwoić, bo będą dwie komisje. Spodziewamy się, że mogą być problemy ze kompletowaniem tych składów.

A kto ma za to odpowiadać?

Urzędnicy wyborczy. Ale trudno wyobrazić sobie, by urzędnicy byli w stanie zweryfikować liczbę kilku czy kilkunastu tysięcy kandydatów. Taka weryfikacja wiąże się z dostępem do danych administracyjnych, trzeba sprawdzić, czy dana osoba jest mieszkańcem danej gminy, czy ma prawa wyborcze. Urzędnik ma też przygotować powołania tych osób na członków komisji wyborczych, przeprowadzić szkolenia dla nich. Szereg czynności z tym związanych.

Wiem, że nazywa pan te wybory eksperymentem.

To prawda. Zmiany dokonywane w tak krótkim czasie przed wyborami są pewnym eksperymentem, dlatego, że nikt nie może dać gwarancji na to, jak to od strony technicznej w praktyce zafunkcjonuje.

Posłuchaj też:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM