Plastikowe, przezroczyste i... nie mieszczą się w drzwiach. Kłopotliwe urny wyborcze

Poszerzenie drzwi, wciąganie przez okno - tak samorządy radzą sobie z urnami wyborczymi. Bo nowe plastikowe trudno wnieść do sal szkolnych. A to właśnie w szkołach najczęściej pracują komisje wyborcze.

W części lokali wyborczych może być problem z urnami do głosowania - alarmują samorządowcy. Chodzi o to, że przy poprzednich wyborach urny były tekturowe i składane, a co za tym idzie mieściły się w każde drzwi. W tej chwili są plastikowe i nie da się ich rozłożyć.

Wygląd i wymiary urn szczegółowo określa uchwała Państwowej Komisji Wyborczej z marca 2016 roku. Jest powiedziane, z jakiego mają być materiału, jak mają być połączone ścinki urny, jakie ma być dno czy "otwór wrzutowy". Przewidziano urny w czterech wymiarach dla różnych obwodów głosowania - w zależności od tego, ile osób w danym obwodzie głosuje i czy głosują tam osoby niepełnosprawne. - Mamy problem z urnami, nie mieszczą się w drzwiach sal lekcyjnych w szkołach - napisał do TOK FM pan Jędrzej, radny z jednej z warszawskich dzielnic.

Kłopotów nie da się uniknąć? Sprawdzamy

Teoretycznie urny - te w rozmiarze przewidzianym dla lokali, które nie są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych - są o 2 cm węższe niż typowe drzwi.

- To bardzo niewiele. Dlatego może się zdarzyć, że będą problemy z wniesieniem takiej urny - przyznaje Łukasz Mazur, pełnomocnik prezydenta Lublina do spraw wyborów. Chodzi na przykład o sytuację, gdy za drzwiami stoją meble i drzwi nie da się otworzyć na całą szerokość. - Wtedy trzeba będzie znaleźć na to jakiś sposób, choćby przestawienie mebli w tym pomieszczeniu - ocenia Mazur.

Jak podkreśla, urny są od wielu miesięcy zamknięte w dużym magazynie, który trzeba było specjalnie dla nich znaleźć. - Teraz czekamy na decyzje urzędników wyborczych, którzy będą sprawdzać, czy dany lokal spełnia czy nie spełnia wymogi, również pod kątem technicznym, jak choćby możliwość wniesienia urny wyborczej - dodaje pełnomocnik prezydenta Lublina.

Są gminy, które miały już okazję wypróbować nowe urny, chodzi o te miejsca, w których odbywały się np. lokalne referenda. Jedną z takich gmin jest Legnickie Pole na Dolnym Śląsku.

Wójt Henryk Babuśka przyznaje, że w jednym z lokali, w budynku po starej szkole, okazało się, że nie ma szans na wniesienie urny. Bo drzwi były za wąskie. - Musieliśmy się dostosować i poszerzyliśmy drzwi w tym pomieszczeniu -  przyznaje.

W Warszawie, po wejściu w życie uchwały PKW zakupiono około 1300 urn do głosowania - tych szerszych, dostosowanym do potrzeb osób niepełnosprawnych. W ubiegłym roku, gdy była zapowiedź referendum w sprawie tworzenia aglomeracji warszawskiej, urzędnicy zaczęli przewozić urny do poszczególnych lokali wyborczych.

- Wtedy okazało się, że jest problem. W części przypadków urny trzeba było wkładać przez okno, bo drzwi były za wąskie - mówi Łukasz Pardyka z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Do referendum w Warszawie w 2017 roku ostatecznie nie doszło, ale urzędnicy widząc, co się święci, postanowili że kupią określoną liczbę węższych urn. By nie było problemów z ich wniesieniem, głównie w starszych dzielnicach Warszawy, ze starą infrastrukturą, choćby na Mokotowie, w Śródmieściu czy Pradze Północ. - Myślę, że trzeba będzie kupić około 250 sztuk - dodaje Pardyka.

Trzeba sobie radzić

Kłopot z urnami był też w Białymstoku, gdy w styczniu 2017 roku w województwie podlaskim odbywało się referendum w sprawie budowy regionalnego lotniska. - Wówczas wpłynęło kilka zgłoszeń. Urny nie mieściły się w drzwiach do lokali, gdzie referendum miało się odbyć - chodziło o sale przedszkolne lub szkolne. Zgłaszaliśmy się wtedy do dyrekcji placówki z prośbą o wyznaczenie innego miejsca - np. korytarza wewnątrz budynku - poinformowała nas Anna Kowalska z Departamentu Komunikacji Społecznej Urzędu Miejskiego w Białymstoku.

Problem mieli też urzędnicy z Bydgoszczy. Tam gdzie drzwi do sal szkolnych były za wąskie, głosowanie zaplanowano w świetlicach, salach gimnastycznych, na korytarzu. - Znowu samorządy zostały pozostawione same z tym problemem - informuje
Agnieszka Jędrzejczak z Urzędu Miasta w Bydgoszczy. 

W Gdańsku kupiono jedynie urny duże, dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. - Są to dość duże wymiary, jednak mieszczą się w naszych lokalach wyborczych - informuje Joanna Kubik z urzędu w Gdańsku. Urzędnicy z Poznania nie wykluczają, że jakieś problemy się pojawią. -  Gdyby okazało się w trakcie weryfikacji, że nie ma możliwości wniesienia do lokalu urny wyborczej, rozważona zostanie w pierwszej kolejności zmiana lokalu wyborczego w ramach tej samej siedziby obwodowej komisji wyborczej - w ostateczności być może konieczne będzie przeniesienia siedziby komisji w inne miejsce - poinformował nas Wojciech Kasprzak, dyrektor Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta w Poznaniu. Dodał jednak, że raczej takiej sytuacji nie przewiduje. 

Czytaj też: Samorządowcy: Jesienne wybory to może być jeden wielki eksperyment>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM