"Polityka PiS jest cyniczna". Borowski wie, dlaczego rząd nie chciał dać niepełnosprawnym 500 zł

- Sytuacja budżetu jest bardzo dobra - powiedział w TOK FM Marek Borowski. Według niego PiS nie chce dać gotówki niepełnosprawnym, bo woli obłaskawić większą grupę wyborców.

Zdaniem Marka Borowskiego, Prawo i Sprawiedliwość straci wizerunkowo na postawie wobec protestu niepełnosprawnych. Bo partia Jarosława Kaczyńskiego lubiła - i lubi - prezentować się jako ugrupowanie wrażliwe na problemu społeczeństwa.

- Chodzi nie tylko o to, jak rządzący zareagowali na postulaty protestujących, ale też o różnego rodzaju wypowiedzi - nienawistne i skandaliczne. To podważa socjalny obraz PiS, jako partii troskliwej - mówił w TOK FM były marszałek Sejmu i były minister finansów.

- Mam wrażenie, że nic nie podważa obrazu PiS -  przynajmniej tak wynika z sondaży.  Jedyne co podważyło, to nagrody. Natomiast wypowiedzi na granicy chamstwa w stosunku do protestujących nie są wstanie popsuć wizerunku PiS - zauważył gospodarz audycji Mikołaj Lizut.

Czytaj też: PiS realizuje program Pogarda Plus? "Jest w pełnym rozkwicie" ocenia posłanka opozycji>>>

- Kropla drąży skałę. To nie jest tak, że jedno wydarzenia może na trwałe zmienić nastawienie. Ale nie ma wątpliwości, że ta sprawa - może nie od razu - ale to PiS zaszkodzi - przekonywał Borowski.

Dlaczego nie dali?

Według byłego ministra finansów, a dziś senatora niezależnego, o postawie wobec protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów zdecydował polityczny cynizm. - To co się opłaca wyborczo, to się robi. A to co wyborczo nic nie da, a sporo kosztuje, tego się nie robi. Przecież sytuacja budżetu jest dobra. Potrzeby niepełnosprawnych są do udźwignięcia, zwłaszcza w rozłożeniu na kilka lat - mówił polityk.

A jednak rządzący nie zdecydowali się na realizację oczekiwań jednej z najsłabszych grup społecznych. - Wydaje mi się, że główna przyczyna jest taka, że PiS szykuje jakiś pokaźniejszy prezent (dla wyborców - red.). Myślę, że przed wyborami samorządowymi się to pokaże. A na pewno przed parlamentarnymi. I na to trzeba pieniądze zbierać - argumentował Marek Borowski.

I podkreślił, że rząd godząc się na wypłatę 500 złotych comiesięcznego świadczenia dla niepełnosprawnych, zmniejszyłby pulę do rozdawania potencjalnym wyborcom. A poprawa ciężkiej sytuacji osób z niepełnosprawnością niekoniecznie przełożyłoby się na szerokie poparcie partii w społeczeństwie.

Czytaj też: "W ZUS powiedzieli, że została mi tylko modlitwa". Tak wygląda życie mamy niepełnosprawnego 24-latka>>>

Niepełnosprawni i ich rodzice, przypomnijmy, w 40 dniu protestu w Sejmie zdecydowali się zawiesić akcję. Ale jak zapewniają, nie zrezygnują ze swojego najważniejszego postulatu.

Awantura o banner. Próbowali powiesić go za oknem Sejmu, interweniowali strażnicy

- Przykre, że rząd nie chciał pochylić się nad osobami niepełnosprawnymi. Czuję się oszukana. Powiem wprost, jako obywatel, czuję się jakbym żyła w kraju, w którym nie ma premiera i prezydenta. Sukcesem jest to, że społeczeństwo się dowiedziało, jak traktuje się osoby niepełnosprawne od urodzenia i ich rodziny - mówiła w TOK FM jedna z liderek sejmowego protestu, Marzena Stanewicz.

Rząd zgodził się na inny postulat protestujących: zrównanie renty socjalnej z najniższym świadczeniem wypłacanym przez ZUS, z tytułu niezdolności do pracy - z 865 zł do 1030 zł.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM