Jaka jest przyszłość polityki migracyjnej? "Wszystkie analizy pokazują, że migranci w Europie są potrzebni"

- Do Europy będą przybywali uchodźcy i migranci, ponieważ jesteśmy atrakcyjną częścią świata, gdzie ludzie mają nadzieję na lepsze życie - mówiła w TOK FM Janina Ochojska. Kwestii polityki migracyjnej poświęcona była kolejna Debata Europejska z udziałem polityków i ekspertów. Główny wniosek? Unia Europejska potrzebuje migrantów na rynku pracy i będzie o nich rywalizować.
Zobacz wideo

Zazwyczaj w dyskusji o migracji - w Europie i nie tylko - pojawia się dość chwytliwa alternatywa, będąca też często osią konfliktu. Na jednej szali stawia się pojęcie Europy jako "twierdzy" - otoczonej murem bądź zasiekami. Na drugiej zaś - Europy witającej z "otwartymi ramionami" wszystkich uchodźców. Sprawa jest dużo bardziej złożona, co udowodnili w kolejnej Debacie Europejskiej goście TOK FM. To właśnie europejskiej polityce migracyjnej poświęcona była trzecia już dyskusja naszego cyklu. Spotkanie podzielono na trzy części. W pierwszej brali udział eksperci. Druga należała do europarlamentarzystów. W trzeciej zaś głos zabrać mogli Słuchacze i Słuchaczki Radia TOK FM. Debatę prowadził red. Paweł Sulik.

Prof. Patrycja Matusz na wstępie podkreśliła, że Unia Europejska jest w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o politykę migracyjną. Bo z jednej strony wszystkie analizy pokazują, że migranci w Europie są potrzebni, jeśli chodzi o rynek pracy. I dotyczy to właściwie wszystkich krajów członkowskich. - A z drugiej strony mamy wciąż bardzo gorącą politycznie debatę dotyczącą bezpieczeństwa, ochrony granic zewnętrznych i ochrony przed migracją nieregularną do Europy - wskazała.

Prof. Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk zwrócił uwagę na dokumenty, które w zakresie polityki migracyjnej opracowała w 2020 roku Komisja Europejska. Jak mówił, wybrzmiewają w nich trzy główne wymiary. - Po pierwsze, ochrona granic. Po drugie, pozbycie się niechcianych osób w Unii Europejskiej i po trzecie - kwestia wyciągnięcia talentów [spośród migrantów - red.], czyli osób wysoko wykwalifikowanych - wyliczał.

- Te wątki nie są równo rozłożone. Ochrona granic jest wątkiem głównym - nadmienił.

A co z kwestią wsparcia osób, które uciekają przed niebezpieczeństwem i chcą się ubiegać o ochronę międzynarodową? - To się gdzieś majaczy na obrzeżach tego dokumentu - wskazał prof. Klaus.

Migranci na rynku pracy

Jeśli chodzi o kwestie statystyczne - o tych wspomniał prof. Maciej Duszczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. Podkreślał, że Unia Europejska każdego roku przyjmuje co najmniej kilka milionów migrantów ekonomicznych, którzy uzupełniają siłę roboczą w bardzo różnych państwach. Z drugiej strony przyjmuje też kilkaset tysięcy osób ubiegających się o ochronę międzynarodową. Skala jest zatem spora. - Przypomnijmy również, że Polska od dwóch lat znajduje się na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o wydawanie tzw. pierwszych dokumentów pobytowych dla cudzoziemców - powiedział prof. Duszczyk.

- Możemy chyba powiedzieć, że bez migrantów polski rynek pracy wyglądałby inaczej i pewnie wiele sektorów miałoby problemy - nadmieniła prof. Matusz. Wskazała, że w naszym kraju jest mnóstwo osób, które przyjechały z innych państw i pracują w takich branżach jak rolnictwo, budownictwo czy usługi. Podobnie jest zresztą w innych krajach UE. Wysoką wartość takich pracowników pokazała chociażby ostatnio pandemia. Kiedy ze względu na nałożone obostrzenia nie można było swobodnie przekraczać granic - nie odbywała się też migracja sezonowa (albo odbywała na znacznie trudniejszych warunkach). Okazało się wtedy, że w takich branżach jak np. rolnictwo zwyczajnie brakuje rąk do pracy.

A co z wyżej wspomnianą kwestią "łowienia talentów", czyli zachęcania do przyjazdu osób wysoko wykwalifikowanych? W Polsce też coś takiego działa, o czym mówił prof. Witold Klaus. Jako przykład podał program "ściągania" do naszego kraju specjalistów z branży IT z Białorusi w 2020 roku (po sfałszowanych tam wówczas wyborach i protestach przeciwko Łukaszence). - Był specjalny rządowy program, w ramach którego te osoby mogły przyjechać, znaleźć szybko zatrudnienie i łatwo zalegalizować pobyt. I przyjechało wtedy do Polski kilkanaście tysięcy osób - przypomniał.

Zobacz wideo

Wszyscy eksperci biorący udział w debacie TOK FM zgodzili się co do tego, że między krajami Unii będzie rosła konkurencja o pracowników z Ukrainy czy Białorusi. - Na razie pandemia trochę wstrzymała działania w tym kierunku w niektórych krajach, na przykład w Niemczech. Ale Niemcy bardzo pracują właśnie nad tym, by politykę migracyjną liberalizować - wskazał prof. Duszczyk.

Asymilacja czy gettoizacja?

W kontekście przyszłości prowadzący audycję Paweł Sulik zastanawiał się, jak może wyglądać integracja migrantów w państwach, do których będą oni przybywać. Czy będą w stanie się zasymilować, czy raczej będą funkcjonować w różnych grupach i wyraźnie w "swoim" świecie. - To zależy od nas - odparł prof. Maciej Duszczyk. - Jeśli będziemy tworzyć politykę gettoizacji, to do tego doprowadzimy. Mamy doświadczenia z państw bardzo różnych. Jedne państwa sobie z tym poradziły, inne poniosły porażkę - powiedział.

Zwrócił też uwagę, że pierwsze pokolenie (które przybywa do danego kraju) na ogół asymiluje się szybko, głównie ze względu na pracę. Problemy pojawiają się w kolejnych pokoleniach. Osoby te chcą bowiem być traktowane dokładnie tak samo, jak obywatele danego kraju (w którym mieszkają), ale z drugiej strony często zderzają się z tzw. szklanym sufitem.

Zobacz wideo

Spór o Pakt o migracji i azylu

W drugiej części debaty udział wzięli: Janina Ochojska - posłanka do PE z Europejskiej Partii Ludowej oraz Robert Biedroń - poseł do PE z Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, wiceprzewodniczący Nowej Lewicy. Radio TOK FM próbowało zaprosić także reprezentanta partii rządzącej. Nie udało się to. Jak napisała w mediach społecznościowych Anna Zalewska - "Europosłowie PiS zawieszają udział w programach z udziałem Janiny Ochojskiej. Czekamy na przeprosiny polskich żołnierzy, broniących granic Unii Europejskiej. Nie ma naszej zgody na antypolskie, skandaliczne wypowiedzi".

Rozmowa z politykami dotyczyła głównie Europejskiego Paktu o migracji i azylu. Dokument ten został ogłoszony przez Komisję Europejską we wrześniu 2020 roku. Miał być odpowiedzią UE na wyzwania powodowane z jednej strony przez presję migracyjną, a z drugiej przez zapotrzebowanie rynków pracy państw członkowskich. Część zapisów wywołała spore kontrowersje. Słychać było głosy, że w pakcie jest "za mało praw człowieka". Wprowadzona została m.in. możliwość sponsorowania powrotów cudzoziemców z innego państwa członkowskiego zamiast ich przyjmowania z państwa znajdującego się pod dużą presją migracyjną.

- Dyskusje nad tym dokumentem były bardzo gwałtowne - wspomniała Janina Ochojska. Jej zdaniem nowy Pakt "idzie w złym kierunku". - Do Europy będą przybywali uchodźcy i migranci, ponieważ jesteśmy atrakcyjną częścią świata, gdzie ludzie mają nadzieję na lepsze życie. Biorąc pod uwagę fakt, że my wpływamy negatywnie na życie w ich krajach, między innymi przez zanieczyszczenia czy rabunkową gospodarkę, to nie dziwmy się, że tak jest. Te pomysły, które są przedstawione w nowym Pakcie, nie uwzględniają najważniejszej rzeczy. A mianowicie tego, że mamy do czynienia z ludźmi zdesperowanymi, którzy nie mają innego wyjścia - przekonywała Ochojska.

Jak mówiła dalej, są to często sytuacje związane z wojną albo skrajnym ubóstwem. - My nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie tego, przed czym ci ludzie uciekają - podkreślała.

Zobacz wideo

W podobnym tonie wypowiadał się Robert Biedroń, który powiedział jasno: "Ja jestem krytyczny wobec nowego Paktu o migracji i azylu". - Tam wygrywa wizja Europy jako oblężonej twierdzy. Europy, która nie jest solidarna - twierdził. - Unia Europejska jest drugą największą demokracją świata. W naszej wspólnocie są jedne z najbogatszych państw świata. To jest jednak pewne zobowiązanie. Nie możemy być obojętni. Świat patrzy, jak będziemy się zachowywać - dodawał.

Według Janiny Ochojskiej przyszłość nie przyniesie nic dobrego. Szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej przyznała, że z jej obserwacji wynika, iż w krajach Europy jest coraz większa niechęć do przyjmowania uchodźców. - Brakuje tego elementu solidarnościowego. Polska, bardzo się tego wstydzę, była jednym z krajów, który odmówił relokacji uchodźców, a mówiliśmy wtedy o 7 tysiącach osób - przypomniała, odnosząc się do sytuacji z 2015 roku. Polska, Węgry i Czechy odmówiły wtedy partycypowania w unijnym systemie relokacji uchodźców. Na mocy porozumienia państwa członkowskie zdecydowały się rozdzielić w ciągu dwóch lat łącznie 160 tys. osób. Na Polskę przypadła liczba 7 tys., na którą zgodę wyraził rząd Ewy Kopacz. Ale nowy rząd Prawa i Sprawiedliwości - po zmianie władzy - już się z tego wycofał.  

- Wpuszczenie uchodźców nie oznacza przyjmowania ogromnej fali - wskazała Janina Ochojska. Nadmieniła też, że jej zdaniem grupa osób koczujących w miejscowości Usnarz Górny w sierpniu ubiegłego roku powinna być do Polski wpuszczona. - Wtedy wytrącilibyśmy Łukaszence broń z ręki. Bo jemu chodziło tylko o to, żeby nas skompromitować i to mu się udało. Pokazaliśmy, że nie różnimy się niczym od niego. Godzimy się na to, żeby ludzie umierali w lasach, a ci, którzy ratują im życie, byli kryminalizowali - podsumowała.

Posłuchaj całej debaty!

TU ZNAJDZIESZ WSZYSTKIE DYSKUSJE Z CYKLU "DEBATA EUROPEJSKA"

DOSTĘP PREMIUM