Więzienie za wejście w czapce do kościoła? Jak daleko mogą się posunąć religijni fundamentaliści w nowelizowaniu prawa

To przerażające, w jaką stronę idzie nowelizacja ograniczająca wolność słowa w odniesieniu do kwestii religijnych - mówi mec. Marcin Pawelec-Jakowiecki w rozmowie z Sylwią Gregorczyk-Abram, szczegółowo analizując nowe projekty, które wg ich autorów mają za zadanie "uporządkować" prawo w kwestii tzw. obrazy uczuć religijnych. Zdaniem mecenasa, ich efekt będzie odwrotny: prawo stanie się bardziej chaotyczne, a zarazem niezwykle represyjne także prewencyjnie, czyli wywoła tzw. efekt mrożący.

Prawne regulowanie "obrażania uczuć religijnych" to ograniczanie wolności, przede wszystkim wolności słowa. U samego zarania to niezwykłe, że w obronie instytucji, która głośno i, czasami, kontrowersyjnie wypowiada się o wartościach i uczuciach, państwo - teoretycznie świeckie - ma reglamentować wypowiedzi o wartościach i uczuciach ludzi innych, niż przedstawiciele religijnej wspólnoty. - To absurd - mówi mecenas Marcin Pawelec-Jakowiecki. Przypomina w tej rozmowie, jakimi "przestępstwami" we wspomnianej przestrzeni zajmowały się prokuratury i z jakim skutkiem. Zastanawia się zarazem nad skutecznością nowego prawa w tym zakresie, o ile weszłoby w życie.

Wyjaśnia przy okazji, dlaczego tak dziwnym zabiegiem jest próba wprowadzenia do prawa pojęcia "wyszydzania", obarczania obywatela prawną odpowiedzialnością za czyny księdza czy, na przykład, zmuszania sędziego do analizowania z udziałem biegłego, co jest dogmatem danej religii, a co nim nie jest.

POSŁUCHAJ:

DOSTĘP PREMIUM