"Brytyjskie miejsca pracy dla Brytyjczyków". Robotnicy znów szykują demonstracje przeciw Polakom

Po roku od antypolskich demonstracji na Wyspach tysiące rozczarowanych pracowników sektora budowlanego zwrócą się po raz kolejny do premiera Gordona Browna, który obiecał im "brytyjskie miejsca pracy dla Brytyjczyków".

Związkowcy wyjdą na ulice stolicy na początku lutego. Szacuje się, że w marszu udział wezmą tysiące Brytyjczyków niezadowolonych z wykorzystywania "obcej, taniej siły roboczej", w tym Polaków, zamiast wykwalifikowanych, rodzimych pracowników.

Sytuacja tak samo poważna jak przed rokiem

Demonstracja ma również przypomnieć o pierwszej rocznicy strajków w rafinerii w Lindsey. Jak informuje powołując się na wypowiedzi przywódców związkowych brytyjski dziennik "Daily Star", sytuacja Brytyjskich budowlańców jest taka samo poważna jak przed rokiem. Wykonawcy inwestycji wciąż zlecają pracę zagranicznym podwykonawcom, nie biorąc pod uwagę firm, które mogłyby zatrudnić lokalnych mieszkańców

Związkowcy twierdzą, że zawiedli się na Gordonie Brownie, który jako reprezentant Partii Pracy, nie licząc się z dobrem swoich wyborców pozwolił, aby ich spokój został zachwiany przez masową imigrację. Marsz ma przypomnieć premierowi o zbliżających się wyborach.

Pierwszeństwo w ubieganiu się o pracę

Protestujący będą żądać, aby pracodawcy przestrzegali narodowego porozumienia ze związkami zawodowymi, które jasno określa stawki za daną pracę. Do tej pory zdarzały się przypadki, gdy zagraniczni pracownicy byli gorzej opłacani niż Brytyjczycy.

- Wszystko, czego chcemy dla brytyjskich pracowników, to sprawiedliwy dostęp do miejsc pracy i pierwszeństwo w ubieganiu się o nie - mówią związkowcy na łamach "Daily Star". - Partia Pracy obiecała nam zmiany, ale one się nie dokonały - dodają.

Poparcie dla marszu rośnie. Wiadomo już, że demonstracje wesprze GMB, jeden z największych związków zawodowych na Wyspach.

DOSTĘP PREMIUM