PO ma własny pomysł na parytety. Inny niż Kongres Kobiet

Nie 50, a 30 proc. miejsc na listach wyborczych dla kobiet chce zapisać Platforma Obywatelska. Partia ta pracuje nad własnym projektem ustawy o parytecie. Po co, skoro od grudnia w Sejmie jest już obywatelski projekt w tej sprawie, który poparło około 120 tysięcy osób?

Dla autorki pomysłu Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz odpowiedź jest prosta - im więcej projektów, tym większa presja na Sejm, by dyskusję o zwiększeniu udziału kobiet w polityce podjąć.

Ale przekonać do klubowych kolegów parytetu - czyli równego udziału kobiet i mężczyzn na listach wyborczych - będzie jej trudno. Zdeklarowanym przeciwnikiem tego rozwiązania jest między innymi lider konserwatywnego skrzydła w PO Jarosław Gowin. Mówi, że to "szkodliwy przejaw koniunkturalego umizgiwania się do elektoratu liberalno-lewicowego".

Ciężko też będzie z koalicyjnym PSL-em. - Nie dajmy się zwariować - mówi Stanisław Żelichowski. Jego zdaniem, nie można zmuszać kobiet do tego, by budowały żłobki, jeśli one chcą tam jedynie posłać swoje dzieci. Dodaje, że to dzielenie społeczeństwa. - Stwórzmy też parytety dla wsi, dla wysokich czy dla niskich - mówi.

Jedyna różnica między projektami: liczba

Projekt PO ma trafić do marszałka w lutym. Wtedy też rozpoczną się prace i nad propozycją, którą poparli obywatele. Parytety to jeden z postulatów Kongresu Kobiet, który odbył się w czerwcu zeszłego roku w Warszawie. Od tamtej pory trwały prace nad projektem ustawy wprowadzającej wymóg, by partie polityczne na listach w wyborach parlamentarnych, samorządowych oraz do Parlamentu Europejskiego umieściły 50 proc. kobiet. Inicjatywa trafiła do Sejmu w grudniu. Niebawem marszałek dostanie propozycję PO, która od projektu obywatelskiego różni się tylko tym, że partie musiałyby umieszczać na listach wyborczych nie 50, a 30 proc. kobiet.

Obie propozycje przewidują podobne sankcje, jeżeli na listach nie będzie wymaganej liczby pań. Lista bez wymaganej ustawowo liczby kobiet może nie zostać zarejestrowana. Na Zachodzie partie płacą kary. Ale - jak przekonuje Agnieszka Kozłowska-Rajewicz - to mało dotkliwa kara.

Projekty: poselski i obywatelski mają ten sam cel: zwiększenie udziału kobiet w polityce, by to one, a nie mężczyźni, zajmowały się ustawami dotyczącymi rodziny czy wychowania dzieci.

DOSTĘP PREMIUM