Wydawca nie musi płacić artyście, gdy prace są nieobyczajne? Batalia w sądzie

Czy w Polsce istnieją granice wolności w sztuce? W sądzie trwa batalia: artysta vs wydawca. Chodzi o wydane w formie kalendarza prace Tomasza Kozaka. Artysta nie dostał za nie wynagrodzenia. Sąd orzekł: wydawca płacić nie powinien, prace były nieobyczajne. Artysta się odwołał. Jednak Sąd Apelacyjny nie rozstrzygnął sprawy, unieważnił całe postępowanie. Sprawa rusza od nowa.

Tomasz Kozak mówi o sobie: artysta sztuk wizualnych. Jest doktorem, wykładowcą akademickim w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pięć lat temu zgłosił się do niego wydawca z Krakowa. Chciał wydać jego prace w formie kalendarza. Obaj panowie podpisali umowę i na tym kontakt z wydawcą się skończył.

Artysta myślał, że z planów dotyczących kalendarza nic nie wyszło. - Byłem mocno zdziwiony, gdy pewnego dnia zobaczyłem kalendarz z moimi pracami w Empiku - opowiada. Wydawnictwo kalendarz opublikowało, w ogóle nie kontaktując się z autorem, mimo, że zobowiązało się do tego w umowie. Co więcej, nie zapłaciło autorowi ustalonego honorarium w kwocie 4 tys. zł. Dlatego artysta wystąpił do sądu o zapłatę. - Sąd grodzki w wyroku nakazowym zobowiązał wydawcę do zapłaty - mówi. Ale firma się odwołała i dla Kozaka zaczęły się schody. Rozpoczęła się rozprawa.

Chciał należnego honorarium. Dostał same problemy

Na rozprawie pozwany wydawca zasugerował sądowi pewną niezwykle istotną okoliczność. - Że sąd powinien się zastanowić, czy to aby nie artysta popełnił przestępstwa - opowiada Kozak. Sędzia z Krakowa wszystkie prace obejrzała i uznała, że artyście rzeczywiście pieniądze się nie należą. Dlatego sąd oddalił powództwo.

- Tak naprawdę meritum sprawy jest w uzasadnieniu. Sędzia doszła do wniosku, że cała sprawa od samego początku jest dotknięta tzw. nieważnością prawną, innymi słowy prawa powoda, czyli moje jako artysty, nie zasługują na ochronę - wyjaśnia lubelski artysta. Dlaczego? - Sąd zarzucił mi propagowanie w pracach ustroju faszystowskiego, znieważenie godła i flagi narodowej oraz propagowanie pornografii - mówi Tomasz Kozak.

Sprawę kontrowersyjnych, zdaniem sądu, prac badała też prokuratura, ale postępowanie umorzono nie dopatrując się znamion przestępstwa.

Sąd Apelacyjny: Postępowanie od nowa

Artysta odwołała się od wyroku Sądu Rejonowego. Sąd Apelacyjny nie rozstrzygnął jednak sprawy. Ale proces musi zacząć się od nowa, bo według sądu sprawą zajmowała się niewłaściwa instancja. Kwestie praw autorskich powinien rozpatrywać Sąd Okręgowy a nie Rejonowy. I tak końca historii nie widać.

Tomasz Kozak prezentował swoje prace na wielu wystawach, m.in. w Zachęcie i w Centrum Sztuki Współczesnej. Nikt nie miał zastrzeżeń. - Dlaczego polski sąd rości sobie prawo do tego, by określać granice swobody wypowiedzi ? - pyta artysta z Lublina.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM