Wały zbyt kosztowne. Lepiej przygotować się na powódź

Z zalewaniem pewnych terenów trzeba się po prostu pogodzić, a budowa wałów nie wszędzie się opłaca. Taka jest opinia Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego na Lubelszczyźnie, do której dotarło Radio TOK FM. Zupełnie innego zdania jest Najwyższa Izba Kontroli, która wyliczyła, że przez rok w dwóch województwach powodzie kosztowały ponad pół miliarda złotych.

Strażacy dzień i noc pilnowali zalewanych domów. W stan pogotowia postawiono wojskową amfibię, która w razie zagrożenia miała ratować ludzi i zwierzęta. Tak wyglądała sytuacja nad Bugiem kilka tygodni temu.

Zdaniem mieszkańców za jakiś czas ten obrazek pewnie znowu się pojawi, bo urzędnicy nie robią nic, by zabezpieczyć zagrożone tereny. - Co roku tu wylewa woda. Za każdym razem jest ten sam problem - mówił w TOK FM Kazimierz Orzełek, któremu w styczniu Bug zalewał dom i gospodarstwo rolne. - Za każdym razem ktoś mówi, że coś się zacznie z tym robić i nic z tego nie wychodzi - dodaje rolnik.

Władze: W grę wchodzi element ekonomiczny

Tymczasem okazuje się, że nie ma nawet woli zmiany tej sytuacji. - Należało by znaleźć złoty środek pomiędzy zabezpieczaniem zagrożonych terenów a godzeniem się na wystąpienie pewnych podtopień od czasu do czasu - mówi Włodzimierz Stańczyk, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w lubelskim Urzędzie Wojewódzkim. Podkreśla, że do budowy wałów trzeb podchodzić racjonalnie. - Po pierwsze taka inwestycja to są koszty. Po drugie to jest psucie krajobrazu, dlatego to wymaga zastanowienia - mówi Stańczyk.

Zdaniem dyrektora zagrożenie w gminach położonych nad Bugiem nie jest duże. - Tam nie są zagrożone miasta czy ogromna ilość gospodarstw rolnych - mówi i dodaje, że w każdej z gmin nad Bugiem zalanie zagraża kilku gospodarstwom. - W gminie Hanna to jest 5 gospodarstw. W gminie Sławatycze około 20 gospodarstw. Tutaj w grę wchodzi element ekonomiczny - mówi Stańczyk.

NIK: W Małopolsce w złym stanie jest połowa wałów

NIK właśnie zakończyła kontrolę wałów przeciwpowodziowych w województwach małopolskim i świętokrzyskim i doszła do wniosków zupełnie odwrotnych niż lubelscy urzędnicy. - W tych dwóch województwach straty wywołane powodziami to przez ostatni rok ponad pól miliarda złotych. Oszczędzanie w tym zakresie jest ekonomicznie nieuzasadnione - mówi szef NIK Jacek Jezierski i dodaje, że w Polsce brakuje strategii w walce z zagrożeniem powodziowym, a administracja nie reaguje odpowiednio. Z kontroli NIK wynika, że w Małopolsce w złym stanie jest blisko połowa wałów przeciwpowodziowych, a w województwie świętokrzyskim - jedna trzecia.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM