"Prywatność to problem znacznie szerszy niż internet"

W Europie trwa dyskusja nad polityką prywatności portali społecznościowych. Unia Europejska ma na oku m.in. Facebooka, Google Buzz i YouTube. - Na działania Brukseli patrzę z przymrużeniem oka, bo w rzeczywistości jest to walka o podział tortu: instytucje państwowe chcą mieć większy dostęp do prywatnych danych niż korporacje - mówił w TOK FM Krzysztof Młynarski, ekspert ds. bezpieczeństwa internetowego.

Po wypowiedzi Viviane Reding, unijnej komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego, że serwisy społecznościowe są pod stałą obserwacją UE i są na bieżąco monitorowane pod względem polityki prywatności, w Europie rozpoczęła się dyskusja o tym, jak zarządzane są dane użytkowników.

- Używając internetu powinniśmy sobie zdawać sprawę, że zawsze jest tak, że gdy umieszczamy gdzieś swoje dane, to nie czuwa nad nimi jakaś wyższa siła, tylko normalna osoba, np. administrator - mówił w TOK FM Krzysztof Młynarski. - Musimy się liczyć z tym, że nie jesteśmy w stanie kontrolować danych, które udostępniliśmy.

"Jeżeli użytkownik ma iluzję bezpieczeństwa, to chętniej z danego portalu korzysta"

- Duża awantura rozpętała się w sprawie usług lokalizacji, które Facebook chce wprowadzić, a np. Apple już wprowadził - mówił Młynarski. - Usługa polega na tym, że telefon może wysłać powiadomienie na blog, serwis społecznościowy lub bezpośrednio do znajomych, gdzie znajduje się użytkownik. Jeżeli ktoś takie informacje umieszcza na blogu czy Twitterze, a potem np. ktoś mu okradnie mieszkanie, to jest to po prostu śmieszne. Jeśli cokolwiek piszemy, to musimy się zastanowić, czy ma to sens i czy jest bezpieczne. Dzisiaj powinniśmy uważać nawet na to jak wysyłamy sms-y lub rozmawiamy telefonicznie - mówił Młynarski. - Musimy pamiętać, że nie tylko w filmach sensacyjnych wykrada się dane i handluje nimi. Instnieją korporacje, które są bardzo pazerne i próbują doprecyzować dla reklamodawców i firm marketingowych kim są ich klienci, wtedy najbardziej szczegółowe dane o użytkownikach są potrzebne.

"Skanery na lotniskach to Facebook na ogromną skalę"

- Ludzie mogą robić naciski na portale społecznościowe, ale np. Facebook już nie raz mydlił nam oczy: niby poprawiał bezpieczeństwo dla szeregowych użytkowników, ale robił szerszy dostęp do tych danych dla firm - mówił ekspert ds. bezpieczeństwa internetowego.

- Powinniśmy spojrzeć szerzej na to, co dzieje się z prywatnością na świecie i to nie tylko w internecie. Na przykład słynne skanery na lotniskach mające na celu chronić nas przed strasznym terrorystą - to jest jak Facebook, tyle że na znacznie większą skalę. Instytucje, które twierdzą, że chcą chronić naszą prywatność, wprowadzają przepisy, które na co dzień bardzo tę prywatność ograniczają. Prawdziwa walka jest o podział tortu z danymi: instytucje chcą mieć większy dostęp do nich niż prywatne korporacje.

DOSTĘP PREMIUM