"Zadymy i blokowanie mównicy to urok ukraińskiej demokracji"

Obrazki z ukraińskiego parlamentu nie zaskoczyły dr. Adama Eberhardta. - Od wielu lat przy każdym bardziej ostrym konflikcie są zadymy. To urok ukraińskiej demokracji - mówił w TOK FM. Tym, co bardziej niepokoi eksperta, jest pytanie, czy "są jakieś ukryte koszty" przedłużenia umowy o stacjonowaniu Floty Czarnomorskiej na Krymie.

Ani gaz na sali obrad, ani przepychanki parlamentarzystów, ani rzucane przez nich jajka nie są specjalnym zaskoczeniem dla dr. Eberhardta, dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich. - W ostatnich latach było chyba więcej dni posiedzeń Rady Najwyższej Ukrainy, kiedy deputowani blokowali mównicę, niż kiedy tej mównicy nie blokowali. Od wielu, wielu lat przy każdym bardziej ostrym konflikcie są zadymy, blokowanie mównic. To jest urok ukraińskiej demokracji. Tak funkcjonuje ukraińska demokracja. Lepsza taka niż żadna - komentował wydarzenia do jakich doszło w Kijowie.

Burzę podczas obrad wywołało ratyfikowanie przez parlament umowy z Rosją przedłużającej pobyt Floty Czarnomorskiej na Ukrainie. Ceną są tańsze dostawy rosyjskiego gazu. Głosami zwolenników prezydenta Janukowycza - umowę ratyfikowano.

Przed głosowaniem doszło do przepychanek między deputowanymi. W sali rozpylono gaz, a deputowani opozycji rzucali jajkami w przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Łytwyna. Przed Radą Najwyższą zebrało, według agencji RIA Novosti, około 7 tys. osób. Większość z nich to przeciwnicy umowy z Rosją.

Zdaniem eksperta nie należy się spodziewać wielkiej fali protestów na Ukrainie. - To oczywiście kwestia symboliczna, która wielu Ukraińców boli. Ale w znacznie mniejszym stopniu przekłada się na życie przeciętnego Ukraińca niż to, czy zostanie przyjęty budżet, czy będzie się domykał, czy będą pieniądze na emerytury, pensje i renty - bo to jest gigantyczny problem - ocenił dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

Czy jest drugie dno?

Według eksperta najbardziej zadowoleni z podpisania ukraińsko-rosyjskiej umowy są związani z prezydentem Wiktorem Janukowyczem oligarchowie. Dla ich interesów kluczowe znaczenie ma zmniejszenie cen gazu importowanego z Rosji. - Co mnie zdziwiło? Że tak szybko na takie porozumienie poszedł. To, co mnie niepokoi, to ukryte koszty tej transakcji - mówił dr Eberhardt w Komentarzach Radia TOK FM.

Czego konkretnie obawia się ekspert? - Mogą być jakieś przyrzeczenia ze strony Kijowa dotycząc wpuszczenia Rosji do gazociągów tranzytowych Ukrainy. Poza tym jest sprawa współpracy z Rosją w kwestii przemysłu lotniczego, energetyki jądrowej. Może się pokażą sprawy związane z podwyższeniem statusu języka rosyjskiego - wyliczał. - To kwestie, które każą postawić duży znak zapytania i z największymi obawami patrzeć na rozwój wydarzeń na Ukrainie - dodał.

Porozumienie daje pieniądze i spokój

Oczywistym powodem przedłużenia umowy o pobycie Floty Czarnomorskiej na Krymie są pieniądze. - Na ustępstwach Janukowycz zarobił 3 mld dolarów rocznie - stwierdził dr Adam Eberhardt.

Ale nie tylko o pieniądze toczyła się gra. - Jeśli Rosja musiałaby się wycofać z Sewastopola - obawiam się - doprowadziłaby do takiej anarchizacji sytuacji na Krymie, że dla Ukrainy pojawiłyby się dużo większe konsekwencje niż teraz - mówił w Komentarzach Radia TOK FM.

Jak dodał, "Rosja dysponuje instrumentami wpływania na sytuację w Sewastopolu, na Krymie". - Tam się nie tylko mówi po rosyjsku. Tam mieszkają Rosjanie, których związki z Ukrainą polegają na tym, że mają ukraiński paszport. Dzięki porozumieniu Rosja nie będzie zmuszona w najbliższych latach do destabilizowania sytuacji na Krymie - wyjaśnił Eberhardt.

Zgodnie z ratyfikowaną dziś w Kijowie umową rosyjska Flota Czarnomorska będzie stacjonować na Krymie do 2047 roku.

DOSTĘP PREMIUM