Jacek doświadczył jednego cudu. Chce walczyć o kolejny

Lekarze mówili mu, że przez raka jądra i chemioterapię nie będzie miał dzieci. Jest ojcem bliźniąt - Oli i Szymka. Przed nim kolejne wyzwanie. Polski NFZ odrzucił jego prośbę o refundację niestandardowej chemioterapii, argumentując, że nie przyniesie ona pozytywnych rezultatów. Dlatego musi szukać pomocy za granicą. A to kosztuje

Jacek Romańczyk ma 31 lat. Przystojny, młody elegancki, zadbany - na pierwszy rzut oka sportowiec, prawdziwy okaz zdrowia. Walkę z rakiem rozpoczął w połowie lat 90-tych. To nie był najlepszy czas. Nie było takich możliwości jak teraz. Do lekarza trafił bardzo późno. Kiedy w 1995 roku przyjęto go do szpitala, usłyszał rozpoznanie: nowotwór prawego jądra z przerzutami do płuc i wątroby.

Dostał 13 serii chemioterapii, lekarze wycięli mu zajęte przez raka jądro. -To było dla mnie bardzo trudne, nic nie wiedziałem o tej chorobie, rodzice ze mną o tym nie rozmawiali - przyznaje Jacek.

Drugi Cud

Na swoim blogu o tamtych czasach pisze: "Nikt niczego mi nie tłumaczył. W szpitalu po raz kolejny zrobiono mi USG i oglądano mnie z każdej strony. Schodziła się coraz to większa liczba lekarzy i robiła coraz większe oczy. Potem kazano mi dokładnie ogolić miejsce wokół jądra. To był dość krępujący moment, kiedy na pomoc przysłano mi młodą pielęgniarkę. Ona chciała być uczynna, a ja chciałem się zapaść pod ziemię. To chyba jedyna tak krępująca chwila".

Męski rak? O tym się nie mówi

Rak jądra to choroba, która atakuje najczęściej młodych mężczyzn w wieku od kilkunastu do trzydziestu pięciu lat. To rzadki nowotwór, złośliwy, ale jeden z najlepiej wyleczalnych. Jeśli oczywiście zostanie odpowiednio szybko wykryty. Podstawową metodą sprawdzenia, czy wszystko jest w porządku, jest regularne samobadanie.

- Na jednym z rajdów samochodowych wrzucaliśmy do torebek rajdowych ulotki dotyczące samobadania jądra. Kiedy powiedziałam tym młodym ludziom, żeby zbadali się choćby pod prysznicem, byli zdziwieni - mówi dr Iwona Skoneczna, onkolog.

W Polsce dużo mówi się o profilaktyce chorób nowotworowych u kobiet, o raku piersi, nowotworach ginekologicznych; niewiele miejsca poświęca się nadal nowotworom typowo męskim, takim jak rak prostaty czy rak jądra.

Samobadanie. Molestowanie?

Doktor Wojciech Rogowski urolog z Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej - Curie w Warszawie przyznaje, że młodzi mężczyźni powinni być badani kompleksowo. - Pediatrzy powinni zbadać takiego nastolatka od stóp do głów, ale tego nie robią. Choćby dlatego, że za zbadanie mu jąder mogą zostać posądzeni o molestowanie - mówi dr Rogowski.

Jacek wygrał swoje pierwsze starcie z rakiem. Przez 8 lat miał względny spokój. W 2003 r. nowotwór znów przypomniał o sobie. Nastąpił nawrót ze zmianami na wątrobie. Silne chemioterapie nie przyniosły pożądanych efektów.

Krakowscy onkolodzy rozłożyli bezradnie ręce. Jacek postanowił walczyć dalej w Centrum Onkologii w Warszawie. Kolejne lata to pasmo małych zwycięstw i postępującej choroby.

Nie był sam, cały czas towarzyszyła mu Ania - najpierw dziewczyna, potem żona.

Nigdy nie będziesz miał swoich dzieci. A jednak

- Kiedy miałem już żonę i chwilę wytchnienia od chemii, stwierdziliśmy, że pójdę zrobić badanie nasienia. Wynik był zły. Kiedy lekarz spojrzał na badania powiedział: "Słuchaj, nigdy nie będziesz miał swoich dzieci".

Te słowa Jacek bardzo dobrze zapamiętał. Ale kiedy tylko choroba znów na jakiś czas odpuściła, postanowili spróbować.

- W tak trudnym przypadku jak Jacka, przy tak długotrwałym i wykańczającym organizm leczeniu, to co się wydarzyło możemy dużym cudem - podsumowuje dr Iwona Skoneczna.

Okazało się, że to cud podwójny.

9 lipca 2008 roku na świat, w kilkuminutowym odstępie, przyszli Szymon i Ola. - Trudno to opisać - wspomina Jacek - Pamiętam, że poza ogromnym szczęściem, głęboko w środku odczuwałem też satysfakcję, że lekarz który mówił, że nie będę ojcem, się mylił. "Zobacz, mam dwójkę zdrowych dzieci" - chciałem mu powiedzieć.

Operacje, chemie...

W ciągu ostatnich kilku lat Jacek przeszedł kilka poważnych operacji zaotrzewnowej. Usunięto mu prawą nerkę. Brał kolejne chemioterapie, był także leczony klinicznie lekiem wcelowanym. Mimo wszystko normalnie pracuje, bo, jak mówi, ma ludzkiego szefa, który rozumie jego trudną sytuację. Jest także przedstawicielem Fundacji 'Wygrajmy Zdrowie' w Krakowie

Wspólna sprawa lekarzy i pacjentów

Fundacja jest wspólną inicjatywą pacjentów i lekarzy z oddziału Kliniki Nowotworów Układu Moczowego w Centrum Onkologii w Warszawie. Jej założyciele organizują różnego rodzaju spotkania, które mają przybliżać problematykę związaną z nowotworami pochodzenia urologicznego. Rocznie na nowotwory z tej grupy zapada prawie 17 tysięcy osób.

- W tej materii jest jeszcze wiele do zrobienia, staramy się pomagać naszym pacjentom, ale przede wszystkim stawiamy na edukację. I mam tu na myśli także edukację wśród lekarzy pierwszego kontaktu - przyznaje doktor Wojciech Rogowski, członek rady Fundacji.

Jacek kosztuje za dużo, żeby teraz odpuścić

W marcu tego roku Jacek przeszedł operację neurochirurgiczną, która miała usunąć kolejne zmiany chorobowe. Na stole operacyjnym okazało się jednak, że jest posiew na błonie otrzewnej. Skończyło się na pobraniu wycinków i szwach. Po konsultacjach z dr Skoneczną Romańczykowie napisali pismo do Narodowego Funduszu Zdrowia z prośbą o refundację kolejnej niestandardowej chemioterapii. Na odpowiedź czekali kilka tygodni. Fundusz odmówił pomocy, za powód oficjalnie podając niedociągnięcia formalne wniosku.

- Z finansowego punktu widzenia taki pacjent jak Jacek kosztował NFZ ogromne pieniądze, nie danie mu kolejnej szansy jest kompletnie bez sensu - komentuje doktor Rogowski. - W porównaniu do tego, co fundusz już zainwestował w Jacka, to przecież kropla w morzu potrzeb. W ten sposób możliwości leczenia w kraju się wyczerpały - dodaje.

Na świecie leczą lepiej

Na świecie prowadzone są różnego rodzaju badania dedykowane rakowi jądra, ich stopień zaawansowania jest dużo większy niż w Polsce. - Pacjentów, którzy mogliby się poddać eksperymentalnej terapii jest niewielu, w ciągu 10 lat może się udać znaleźć 200 przypadków takiej choroby, z takimi komplikacjami jak u Jacka. Przy tak rzadkiej chorobie tylko pojedyncze ośrodki na świecie dysponują propozycją dla pacjentów na takim etapie zaawansowania zmian nowotworowych - podsumowuje doktor Skoneczna.

To dzięki niej rodzina Romańczyków dotarła do lekarza w Klinice MSKCC w Nowym Jorku, który podjął się konsultacji Jacka i co za tym idzie dalszego leczenia. Ta państwowa amerykańska klinika to jeden z najbardziej doświadczonych ośrodków na świecie, jeśli idzie o walkę z rakiem jądra. - Nie mam złudzeń, wiem, że w przypadku takiej choroby nigdy nic nie wiadomo na pewno. Ale jeśli jest choć cień szansy na to, by go uratować, przedłużyć mu życie, to musimy spróbować - mówi bez cienia wątpliwości Ania Romańczyk.

Staram się żyć normalnie

Rodzina Jacka zebrała już pieniądze na konsultacje. Problemem jest terapia. Jej koszty klinika obliczyła szacunkowo na 120 tysięcy dolarów. Romańczykowie takich pieniędzy nie mają. - Wiem, że statystycznie jestem w grupie przegranych. To paradoksalnie daje mi siłę. Staram się normalnie żyć, dlatego chodzę do pracy. Dopóki piłka w grze, trzeba grać. Dopóki będę miał cień nadziei, że można wygrać z chorobą, podejmę wyzwanie - podsumowuje Jacek.

Jego dzieci, Ola i Szymek, mają już prawie dwa latka. Jeszcze nigdy nie byli razem na wakacjach. Ale podobnie jak w przypadku walki z chorobą, robią małe kroczki. Ostatnio poszli razem na basen.

Potem tata znowu wyjedzie walczyć o życie, tym razem do Stanów Zjednoczonych.

Wszystkie informacje dotyczące tego jak można pomóc Jackowi można znaleźć na jego blogu .

Każdy, kto chciałby pomóc, może wpłacić pieniądze na konto Caritas Archidiecezji Krakowskiej:

- konto bankowe (PLN)

BSR o/Kraków

58 8589 0006 0000 0011 1197 0001 z dopiskiem: "leczenie Jacka Romańczyka"

- konto bankowe (dewizowe)

BPS S.A.

CODE SWIFT: POLU PL PR

PL 58 8589 0006 0000 0011 1197 0001

z dopiskiem: "leczenie Jacka Romańczyka"

DOSTĘP PREMIUM