Pracownicy rzeźni omal nie rozjechali uczestników nielegalnej demonstracji

Kilkunastu młodych ludzi w czarnych strojach i w maskach gazowych zablokowało dojazd do ubojni w Świętochłowicach. Protestowali przeciwko istnieniu takich miejsc - ogromnym hodowlom zwierząt , warunkom, w jakich są przetrzymywane i sposobom ich zabijania.

Skończyło się na spisaniu przez policjantów uczestników tej nielegalnej demonstracji, chociaż mogło zakończyć się dużo gorzej. Współwłaścicielowi ubojni i jego pracownikom puszczały nerwy.

- Nie muszę nic wam opisywać, bo dla mnie nie znaczycie nic. Wskakujcie na drzewa. Zakład jest zatwierdzony unijny- krzyczał Maciej Dziuba. - W Holandii Unia zatwierdziła eutanazję i aborcję. Czerpie pan zyski z cierpienia zwierząt. I śmierdzi u pana okropnie - krzyczeli uczestnicy manifestacji.

Właściciel tłumaczył dziennikarzom, że ma wszystkie niezbędne papiery i nie łamie prawa. W pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie. Jeden z jego pracowników omal nie przejechał uczestników manifestacji. Doszło nawet do szarpaniny, przedstawiciele ubojni próbowali siłą usunąć uczestniczkę manifestacji.

Uspokoili się dopiero, gdy przyjechała policja.

DOSTĘP PREMIUM