Nie muszą wybierać, czego im zabraknie. W stolicy powstał pierwszy sklep socjalny

Działa od początku września i ma coraz więcej klientów - nie chodzi jednak o to, by miał ich wiele, ale by z czasem było ich coraz mniej - a chodzi o pierwszy w stolicy sklep socjalny, który powstał w dzielnicy Wola przy alei Prymasa Tysiąclecia 137. Prowadzi go fundacja ?Jeden Drugiemu?, a lokal udostępnili urzędnicy z dzielnicowego ratusza. Cały program działa przy wsparciu dzielnicowej opieki społecznej. Już od pierwszego dnia zainteresowanie było na tyle duże, że w środku tygodnia zamawiano kolejne dostawy.

- Całe szczęście, że nasz partner podszedł do sprawy wyrozumiale i jeszcze w środę dosłał towar - mówi Dorota Zalewska z fundacji "Jeden Drugiemu" pakując świeżo przywiezioną dostawę serków homogenizowanych, które okazały się przebojem. - Sprzedajemy produkty, które określam jako pierwszej potrzeby, czyli żywność, środki czystości, ale mamy także coś dla najmłodszych.

Idea sklepu socjalnego polega na tym, że podopieczni fundacji mogą tam kupić produkty za co najmniej 50 proc. ceny rynkowej z supermarketu. Towary trafiają na półki od firm - darczyńców. Obecnie jest ich sześciu, ale fundacja liczy na więcej w przyszłości, podobnie jak na rozszerzenie projektu. Zależy to przede wszystkim od chęci innych dzielnic i miast w Polsce oraz darczyńców właśnie. Najlepiej to miejsce oceniają klienci.

- To bardzo pozytywne miejsce - mówiła jedna z pań, która przyszła z dzieckiem zrobić pierwsze zakupy i zarejestrować się. - Takie miejsce się przyda. Sama wychowuję dwójkę dzieci, gdy wchodzę do supermarketu mam duży problem kupienia czegoś tanio. Tutaj nie muszę szukać, mam to na miejscu.

Potrzebna weryfikacja klientów

Za kilka miesięcy będzie można stwierdzić, jak sprawdził się pomysł tworzenia takich miejsc. Już teraz jednak pojawiają się wątpliwości.

- Mam mieszane uczucia - mówi Anna Gierałtowska z Fundacji Powiślańskiej, która od lat współpracuje z Ośrodkiem Pomocy Społecznej na Powiślu pomagając potrzebującym. - Wszystkie tego typu oferty, także banki żywności, są gratkami. Nasi podopieczni jeżdżą po Warszawie od Biedronki do Biedronki, od promocji do promocji, bo możliwość zakupienia czegoś taniej to możliwość zdobycia jedzenia. Ale z drugiej strony takie sklepy często uzależniają od pomysłu, zamiast motywować do zmian - dodaje.

Tutaj ten problem ma rozwiązać system weryfikacji. Każdy potrzebujący, który zarejestruje się w sklepie otrzymuje specjalną kartę, na której, oprócz jego zdjęcia, zakodowane są informacje o jego zakupach oraz limity. Miesięcznie na jedną osobę limit wynosi 300 zł, dziennie 50 zł, a tygodniowo 100 zł. Za więcej zakupów nie zrobimy.

- Ale jak dotąd nie odczułam takiej potrzeby, by komuś zwiększać limity - mówi Dorota Zalewska. - Bo pamiętajmy, że mówimy o cenach o połowę mniejszych niż w supermarketach. Te limity pomagają naszym podopiecznym nauczyć się zarządzania domowym budżetem i oszczędzania.

Co kilka miesięcy każdy klient sklepu będzie weryfikowany, czy jest już w stanie poradzić sobie na normalnym rynku, czy jeszcze potrzebuje korzystać z takiej pomocy. W określaniu kto potrzebuje pomocy pomaga wolski OPS.

- Zaczynaliśmy od dwóch grup: seniorów i matek samotnie wychowujących dzieci - tłumaczy Bogusława Biedrzycka, dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej na Woli. - Ale po stronie tych ludzi jest do wykonania ogromna praca, żeby poprawić swoją sytuację. Najpierw do tego sklepu kierowaliśmy osoby, które miały w sobie tyle siły, by tę sytuację poprawiać, ale wciąż mają za mało środków, by ją dalej poprawiać. To ludzie, którzy dzięki długiej współpracy z ośrodkami są już bliscy usamodzielnienia.

"Warszawa to miasto kontrastów"

W samej dzielnicy Wola Ośrodek Pomocy Społecznej pomaga siedmiu tysiącom osób, w stolicy potrzebujących jest znacznie więcej. - Dlatego jeśli fundacji "Jeden Drugiemu" udało się znaleźć darczyńców i uruchomić taki sklep to jest to wielka rzecz - dodaje Anna Gierałtowska. - Warszawa to miasto kontrastów, gdzie często obok drapaczy chmur są domy, w których łazienka jest na zewnątrz i nie ma ciepłej wody. Tu trzeba pomocy psychologicznej i czasu.

Pracownicy opieki społecznej mają za zadanie między innymi motywowanie potrzebujących do prób zmiany swojej sytuacji, szukania pracy, możliwości szkoleń. Jednak bardzo często ogranicza się to do wypełniania odpowiednich dokumentów i kwestionariuszy, bo zwyczajnie brakuje rąk do pracy. Dla przykładu, na jednego pracownika OPS-u w Śródmieściu przypada średnio 80 rodzin, a to oznacza około 140 osób.

- Niestety taka ilość podopiecznych nie pozwala na pracę środowiskową, mimo najlepszych chęci - tłumaczy Gierałtwoska. - A tu potrzeba wizyt kilka razy w tygodniu i spędzenia dużej ilości czasu z potrzebującymi - dodaje.

W zeszłym roku warszawscy urzędnicy we współpracy z ekspertami opracowali program "Rodzina", który ma określić sposoby pomocy rodzinom potrzebujących. Polega on na tworzeniu lokalnych komórek, w których służby miejskie na poziomie dzielnic współpracują z organizacjami samorządowymi. Powstanie sieci takich komórek mogłoby pomóc nie dającym sobie nierzadko rady z nadmiarem klientów OPS-om i rzeczywiście realnie zmienić kilka ludzkich losów. Na razie sklep socjalny na woli codziennie rejestruje kolejnych potrzebujących, którzy mogą w nim robić zakupy, a ci z pozostałych dzielnic czekają na otwarcie podobnych placówek w ich okolicy. Zapotrzebowanie na takie miejsca prędko nie zmaleje.

DOSTĘP PREMIUM