Nobel może być dla niego ratunkiem - Bortnowska o Liu Xiaobo

- Ta nagroda może być liną ratunkową. Może on po tej nagrodzie, jak po drabinie, wydostanie się z tej studni, w której teraz się znajduje - tak Halina Bortnowska komentowała w Popołudniu Radia TOK FM przyznanie tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla Liu Xiaobo.

Chiński dysydent Lu Xiaobo laureatem pokojowej nagrody Nobla za "walkę bez przemocy na rzecz podstawowych praw w Chinach". Profesor literatury chińskiej i pisarz odsiaduje w Chinach wyrok 11 lat więzienia za "działalność wywrotową". Chiński rząd ostrzegał Komitet przed konsekwencjami przyznania mu nagrody.

- Ja sobie wyobrażam, że ta nagroda może być liną ratunkową - komentowała reakcję Chin Halina Bortnowska, publicystka i przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Teraz jest złość, że Akademia nie posłuchała Chin. Ale może ktoś się stopniowo zorientuje, że to nie złość, a pełne wykorzystanie popularności tego człowieka może krajowi dać dużo dobrego. Może on po tej nagrodzie, jak po drabinie, wydostanie się z tej studiu, w której teraz się znajduj - dodała.

Co pomyślała, gdy usłyszała, kto dostał tegorocznego pokojowego Nobla? - Przypomniałam sobie, jak tę nagrodę dostał Miłosz i jak dostał ją Wałęsa. Miłosz - że to jest człowiek literatury i człowiek oporu przeciw zniewoleniu i przeciwko zanikowi tradycyjnych wartości kultury chińskiej. Wałęsa dlatego, że to jednak człowiek, który zdecydował się na akcję polityczną, społeczną. Wałęsie nagroda zrobiła bardzo dużo dobrego, tak samo jak pani Shirin Ebadi. Dzięki nagrodzie pani Shirin może przyjeżdżać na kongresy, może działać, a inni prawnicy nie mają tej możliwości - przypomniała publicystka.

- Tu chodzi o prawa człowieka, a one są uniwersalne, nie zachodnie. Jeśli będę mówiła, że są zachodnie, to pójdę na rękę Chińczykom. Ja twierdzę że to są prawa ludzkie - ocenia. - Z jednej strony handlujemy z Chinami, a z drugiej - oburzamy się, i upominamy się o prawa człowieka. Czy to nie jest hipokryzja? - pytał Grzegorz Chlasta, prowadzący Popołudnia Radia TOK FM.

- Pewne elementy hipokryzji w tym widzę, ale niezupełnie. Większe elementy hipokryzji widzę w uczestniczeniu w rożnych niekoniecznych rzeczach, imprezach, zawodach sportowych. Cała ta olimpiada była wielką gąbką nasycona hipokryzją. Tego nie musiało być. Wszystko to nie jest proste, ale umiarkowanie i wykorzystywanie relacji handlowych dla ocieplania kontaktów jest dobre, ale nie tak, byśmy musieli słuchać dyktatu: że nie możemy przyznać naszej nagrody temu, komu chcemy, kogo szanujemy i uznajemy za godnego. To by było już paskudne tchórzostwo. I wtedy my byśmy odrzucili nasze wartości, do których jednak się przyznajemy, choć nie zawsze jesteśmy konsekwentni - oceniła Bortnowska.

Jak dodała, poprzez relacje handlowe Europa powinna oddziaływać na Chiny, choć tylko ktoś głupi lub zarozumiały może twierdzić, że w stu procentach wie, jak: - To trzeba próbować krok po kroku, ale na pewno chińskie mury nie pomagają. Powinniśmy mieć z tym krajem, z tymi ludźmi jak najbardziej codzienne kontakty, do których należą też kontakty handlowe, jeśli są naprawdę handlowymi, a nie zbójeckimi, że my się na tym dorobimy super szybko, chwaląc ich, zgadzając się z nimi, zapominając o prawach człowieka. Tego rodzaju relacje uważam za głęboko kompromitującą. Według publicystki, najlepsza recepta na rozwijanie relacji z Chinami, to asertywność: - Spokojna asertywność może dać dużo i jeśli stajemy wobec takich spraw jak wydarzenia tybetańskie, to ta asertywność nie może być spokojna.

DOSTĘP PREMIUM