"Nie zrobiła nic więcej niż inni, którzy chcieli przetrwać"

Dla jednych godna potępienia kolaborantka, dla innych tragiczna postać i ofiara niszczycielskiej siły plotki, która zniszczyła jej życie. Wiera Gran, piękna kobieta obdarzona przejmującym kontraltem śpiewała w czasach wojny w getcie warszawskim. Po wojnie oskarżono ją o kolaborację, jak sama mówiła niesłusznie, proces w tej sprawie uniewinnił ją. Ale określenie "kolaborantka" towarzyszyło jej do końca życia.

To historia niczym z powieści Jospeha Conrada, czyn popełniony - jeśli w ogóle popełniony - za młodu kładzie się cieniem na całe życie, a przed raz wypowiedzianym oskarżeniem nie można uciec. Z Agatą Tuszyńską, autorką książki "Oskarżona: Wiera Gran" rozmawiał Błażej Grygiel.

Jak zaczęła się Pani historia znajomości tej postaci i z tą postacią. To nie jest opowieść o kimś, kogo pani znała z dokumentów, tylko osobiście.

Trzeba przyznać, że to było dość trudne, żeby namówić ją na spotkanie, rozmowę. Paradoksalnie trudne, choć z drugiej strony Wiera Gran tak naprawdę przez kilkadziesiąt lat swojego życia chciała opowiadać swoją historię. Chciała krzyczeć i mówić wszystkim, że jest niewinna i niesłusznie oskarżona. Po wojnie oskarżono ją o kolaborację, o współpracę z Niemcami. Była dość popularną śpiewaczką już przed wojną w Warszawie. Jej gwiazda najjaśniej błyszczała w kawiarni "Sztuka" w warszawskim getcie. Ja o Wierze Gran słyszała mało w Polsce, pierwszy raz usłyszałam o niej będąc w Paryżu w końcu lat '80, gdzie pracowałam z Ireną Krzywicką nad jej wspomnieniami. Pamiętam, że o Wierze Gran mówiło się przyciszonym głosem i w atmosferze niezrozumiałej tajemnicy. Coś było nie tak z tą postacią, także w tak zwanych kawiarnianych rozmowach. Muszę powiedzieć, że pierwsze słowo, które z nią kojarzono to "kolaborantka", nawet przed słowem "pieśniarka", co mniej już wtedy bardzo poruszało i zastanawiało. Myślałam, że trzeba sprawdzić jak to było z tą Wierą Gran i tymi oskarżeniami. Ale nie od razu sprawdziłam, to trwało dość długo. Moje pierwsze spotkanie z nią nastąpiło dobrych kilkanaście lat po tym jak usłyszałam o niej po raz pierwszy.

Od czego zaczęła się rozmowa i odkrywanie przeszłości Wiery Gran?

Wiera opowiadała w kółko tą swoją historię. Zaczęło się od stwierdzenia, że jest niewinna i tą swoją niewinność obracała w słowach po wielokroć. Ja rozmawiałam z nią wielokrotnie przez telefon zanim się spotkałyśmy. Już wówczas podczas tych długich telefonicznych rozmów starała się najpierw mnie wypytać kim jestem, musiała stwierdzić dla siebie, bo taki miała zwyczaj w drugim okresie swojego życia, gdy oskarżenia ją osaczały, sprawdzania swoich rozmówców. Chciała wiedzieć, że może mi zaufać. Już w telefonicznych rozmowach opowiadała o tym co działo się w getcie i co się stało - to najważniejsze, najtrudniejsze i najgorsze po wojnie. Czyli jak ją oskarżono, dlaczego ją oskarżono i dlaczego z tej sieci oskarżeń nie może się wywikłać.

Historia jej stygmatyzacji rozpoczęła się w Warszawie.

Tego rodzaju oskarżenie, czy też plotki o Wierze Gran żyłyby po wojnie, gdyby nie udało się jej wojny przeżyć. Bardzo to jest interesujące, czasami zdaje mi się, że jej winą było to, że przeżyła. Była gwiazdą getta, piękną kobietą w sytuacji zamkniętej dzielnicy żydowskiej w Warszawie, czyli sytuacji biedy, głodu i śmierci, które szalały i czyhały dookoła. Mogła być postacią dwuznaczną, za taką była uważana i tak traktowana już wówczas, oczywiście nie przez wszystkich. Ale rozumiem, że do sytuacji getta nie pasowała pieśniarka na scenie. Ale Wiera Gran, jak sądzę, dawała bardzo wiele swoim słuchaczom i Ci, którzy bywali w kawiarni sztuka, mogli doświadczyć tej radości, mogę chyba użyć tego słowa, przenoszenia się w świat dawny przedwojenny. Jaka to radość towarzyszyła słuchaniu jej piosenek, po prostu piosenek o miłości, o drzewach, których w getcie prawie nie było. Wiera przeżywa po aryjskiej stronie, po opuszczeniu getta i zaraz na początku 1945 roku przychodzi do polskiego radia, które już wówczas zawiązuje się na Pradze, z prośbą o prace. I wówczas słyszy po raz pierwszy zdanie: "Jak to, Ty żyjesz? Słyszałem, że współpracowałaś z gestapo. "To zdanie jest tym boleśniejsze i tym trudniejsze, że wypowiada je jej kolega ze "Sztuki", akompaniator i piasnista - Władysław Szpilman. To jest ważna postać w losie Wiery Gran, być może nawet przez nią samą wyolbrzymiona, ale jednak ważna.

Wiera Gran próbowała oczyścić swoje imię, jak to wyglądało?

Przede wszystkim natychmiast, gdy usłyszała to oskarżenie, poszła na milicję ówczesną prosząc by jakoś to zweryfikowano, żeby ją przesłuchano, zapytano świadków. Było to działanie, musze powiedzieć, takie dość naiwne i dość histeryczne, na skutek którego zamknięto ją na kilka tygodni w więzieniu. A potem, kiedy udało jej się odpowiadać z wolnej stopy Centralny Komitet Żydów Polskich wytoczył jej proces przed sądem koleżeńskim. Toczył się przez dwa i pół roku, przesłuchano kilkadziesiąt świadków i na skutek tegoż procesu Wierę Gran uniewinniono. Powiedziano, że jej zachowanie podczas okupacji nie uchybiło w niczym honorowi Polki. Ale sam ten proces był bardzo ciekawy, także dla mnie jako kogoś, kto miał go czytelnikowi zrelacjonować. Dlatego mianowicie, że z tego procesu i z zeznań świadków wyłaniają się portrety dwóch różnych kobiet. Pierwsza to pieśniarka, która służy innym w sytuacji wojny. Jest piękna ale i skromna, jest dobra i działa na rzecz innych, nosi przepisową opaskę. Druga Wiera Gran to rozpasana kobieta, która paraduje po getcie w futrze, gdy futra były nie tylko zabrane, ale i zabronione, która wreszcie nie nosi opaski, co jest przywilejem tylko tych, którzy współpracują i tej, która po wyjściu na aryjską stronę przechadza się z gestapowcami, czy też jeździ z nimi dorożką po ulicach w biały dzień. Dwa portrety, kilkudziesięciu świadków i dla mnie niezwykłe zdziwienie, jak to jest możliwe, że w tym czasie można było widzieć jedną osobę w tak różnym świetle.

Czy znalazła pani wytłumaczenie, skąd te dwie osoby się wzięły i jaka łączność może między nimi być?

Niewątpliwie tak jest, że ten sam wypadek każdy świadek widzi i interpretuje inaczej, aczkolwiek nie zawsze są to tak przeciwstawne opisy. Ja myślę, że Wiera Gran już wówczas nie była kobieta łatwą w kontakcie. Była bardzo kapryśna, być może , jak mówią niektórzy miała maniery gwiazdy, co nie wszystkim się podobało. Była w sytuacji uprzywilejowanej względem innych, będąc najważniejszą śpiewaczką tejże kawiarni, co również mogło wywoływać zazdrość i zawiść. Mogę też myśleć, że był to tryumf zła, że te oskarżenia tak ją oplotły. Ale być może dawała też jakieś powody by tak mówić, choć większość oskarżeń wydaje się być wyssana z palca. Ale uniewinniający wyrok w tej sprawie nie oczyszcza Wiery Gran. Słowa raz wypowiedziane stwarzają kolejne plotki i ta pogłoska o jej niechlubnej przeszłości cały czas żyje i odżywa, podsycana przez innych świadków jej losu, ludzi, którzy mieli z nią kontakt w getcie, czy też później.

Po procesie Wiera Gran wyjechała z Polski i podróżowała po świecie. Czy wszędzie spotykała się z tym samym?

Tak, ja myślę, że pewnym jej błędem był wyjazd do Izraela. Ona opuściła Polskę w 1950 roku, pięć lat po wojnie i pojechała do Izraela. Trudno mi powiedzieć dlaczego akurat tam, może dlatego, że właśnie tam najłatwiej było wyjechać polskiej Żydówce. Jednak spotkała właśnie w tym miejscu ludzi, którzy byli w warszawskim getcie, dla których ta sprawa była sprawą świeżą, sprawą "znaną" bo wszyscy uważali się za ekspertów w dziedzinie dobrego, czy też prowadzenia się Wiery Gran. Czyli tam wróciła w środowisko getta, choć w innej dekoracji geograficznej. I tam wszystko zaczęło się od nowa, w bardzo drastycznej formie powiedziano jej, że nie będzie śpiewać dla nich, skoro śpiewała dla niemców. I znowu, nikt tego nie udowodnił, nikt tego nie wie na pewno, ale także uważano, tak mówiono. Potem wyjechała do Paryża, gdzie wszystko, wydawało się ucichło, ale stamtąd jeździła dalej. Była nawet w Wenezueli, gdzie ta sama plotka ja dosięgła, była w Ameryce, jeździła po Europie z koncertami. I zwykle tak się działo, że w pewnym momencie ta sprawa wracała. Kiedy Wiera, tak też mi opowiadała, była komuś nieuległa, nieposłuszna czy zrobiła coś, co komuś się nie podobało, natychmiast wracał szantaż tejże plotki: "ja wiem, czy też, my wiemy kto pani jest, przecież wszyscy znają tą sprawę, pani sprawę, nieczystą sprawę."

Ile lat miała Wiera Gran kiedy ta "nieczysta sprawa" się rozegrała?

No właśnie to też jest bardzo ważne, ona była w getcie między 1941 a 42 rokiem, a urodziła się w roku 1916, lub 1918, jak czasem podawała. Moim zdaniem raczej w 1916, a więc nie miała trzydziestu lat. Była młodą kobietą, a raczej dziewczyną, bo jej doświadczenia były dość ubogie, na przykład doświadczenia z mężczyznami. Całe życie pokutowała za coś, co wydarzyło się we wczesnej młodości.

Wiera Gran nie wróciła już do Warszawy?

Ona do Warszawy przyjeżdżała, w 1965 przyjechała na nieco dłużej i nagrała długogrającą płytę, ale na stałe do Polski nie wróciła, nie myślała o tym. Swoim domem po wyjeździe nazwała Paryż. Próbowała wracać kilkakrotnie do Izraela, ale za każdym razem kończyło się to właściwie wygnaniem jej stamtąd. Nie mogła tam śpiewać, a to dla pieśniarki oznaczało praktycznie śmierć. Nota bene przestała śpiewać na samym początku lat '70.

Do śpiewania już nie wróciła, w którym momencie życia i kalendarza Pani ją spotkała?

Ja ją spotkałam w roku 2003 i potem do jej śmierci przyjeżdżałam na spotkania, rozmawiałam z nią po wielokroć. Była już wtedy kobietą złamaną przez los, straszliwie samotną, podejrzliwą wobec świata i ludzi. Nie mówiła pierwsza do słuchawki, bo obawiała się wyzwisk, nie wychodziła z domu, ponieważ miała wrażenie, że zostanie okradziona i ci "oni" zniszczą jedyne co ma, czyli mieszkanie. Chciałam powiedzieć spokój, dom, ale tego spokoju ona nie miał nigdy po wojnie. Wiera, którą poznałam była autorką autobiograficznej książki pod tytułem "Sztafeta oszczerców", którą wydała w roku 1980. To jest taka krótka pieczęć, jaką nazwała całe swoje życie. Czuła się zaszczuta, wobec której w każdym miejscu świata wydawane są wyroki mniejsze, lub większe. Żyła w lęku, była to kobieta złamana cierpieniem wojny, żyjąca w takim długim, dramatycznym cieniu wojny, kobieta, która się bała. Strach zresztą wypełniał to mieszkanie i fakt, że było tam zawsze ciemno, mówiło się szeptem, słyszało się głosy, że ona uważała, że ktoś cały czas ją śledzi, że kamery ją nagrywają. Obcowanie z nią było trudne, najtrudniej było jej. Ja weszłam do tego życia pod koniec i na krótko, z perspektywy chronologii jej losu i uważałam, że ten los trzeba opisać. Trzeba o niej opowiedzieć, trzeba przypomnieć zarówno jej piosenki, które do dziś są wspaniałymi utworami muzycznymi i jej piękny, niski alt jest głosem, który może być i dziś podziwiany. Miałam też wrażenie, że trzeba przypomnieć światu, czy też czytelnikom jej historię - historię wojen, oskarżeń, pomówienia i rozrastania się plotki. Myślałam, że jest to ważne głównie dlatego, że stawia pytania dotyczące współczesności, pytania dotycząca nas samych, pewnej współpracy z losem, która jest konieczna w życiu, czy jest to zagrożone śmiercią, czy mniej więcej bezpieczne. Każdy los napotyka pewne trudności, każde życie mierzy się z kompromisem, mniejszym lub większym, jaki on jest i co zrobilibyśmy na miejscu Wiery Gran, lub co robimy dziś, jak krzywdzimy innych. Jaka jest nasza odpowiedzialność za słowa, czy tak naprawdę można wszystko powiedzieć, bez kary rzucić kamieniem w każdego? Te pytania sytuują tą książkę nie w dawnych czasach, lecz dzisiaj. Taki był jej cel.

Po tym długim czasie jaki Pani spędziła z tą postacią i tą książką czy można odpowiedzieć sobie na pytanie: o co oskarżona była Wiera Gran? Czy o to, że kolaborowała, czy o to, że przeżyła, przeżyła inaczej i w innych warunkach? Czy Pani jest w stanie to ocenić?

Ja napisałam na ten temat bardzo wiele stron i cały czas się zastanawiam gdzie jest istota tego oskarżenia, a co więcej dlaczego to się nie skończyło w momencie wydania uniewinniającego roku. Można by to zrozumieć, gdyby wyrok był skazujący. Ale nawet aktorzy, którzy byli oskarżani, na przykład aktorzy po aryjskiej stronie, którzy grali w teatrach pod niemieckim zarządem, zdarzało się, kobiety miały golone głowy, mężczyźni mieli inne kary, nie występowali na stołecznych scenach, ale potem to się kończyło, ta infamia miała swój kres. W przypadku Wiery Gran to zatruło całe jej życie. Coś tu musiało być jeszcze, nie tylko sam fakt śpiewania w getcie. Była to osobowość, która jak sądzę, źle działała na innych samą swoją istotą, to znaczy może była zbyt wielką indywidualnością, może zbyt drażniła i innych swoją urodą, talentem, ona się nadawała na ofiarę, nadawała się do plotki. Są tacy ludzie, myślę, że fakt, że była kobietą ma tutaj wielkie znaczenie, mężczyznę w ten sposób jest trudniej oczernić. Wszystkie te elementy wchodzą w grę: była piękna, śpiewała, być może zaśpiewała raz, czy drugi dla Niemców, czy też tak zwanego żydowskiego gestapo, policji żydowskiej. Nawet jeśli to zrobiła, nie nam jest to oceniać. Zrobiła to po to by ratować swoje życie, to sa problemy czasu wojny, których jak sądzę z naszego planu życia nie możemy oceniać, nie mamy prawa. Natomiast tamtym ludziom chodziło o to, żeby przeżyć, czasami za wszelką cenę. Wedle mojej oceny Wiera Gran nie zrobiła nic więcej poza tym, co robili inni by przeżyć w czasie nieludzkim.

Kiedy o tym rozmawiamy zastanawiam się też, czy ta historia wywołana jest nie tylko tym, że była kobietą, że była piękna i miała trudny charakter, ale też faktem, gdzie była w danym momencie. Znamy historię Charlesa Aznavoura, francuskiego pieśniarza, który też był oskarżany o kolaborację, a jest do dziś ogromnie popularny, wydawane są jego płyty, które we Francji świetnie się sprzedają i są dystrybuowane na cały świat, także do Polski. Ale tam nie ma tej łatki, to jest odległy przypis, który udało się w jakiś sposób rozwiązać. Czy to nie jest kwestia tego, że tu tutaj wydarzyła się historia Wiery Gran?

Również na pewno ma to wielkie znaczenie, bo termin kolaboracja we Francji ma inny odbiór. Jak wiemy i pamiętamy historię wojenną Francji, oni dość skwapliwie kolaborowali z Hitlerem, nigdy w Paryżu nie było getta, nigdy za ukrywanie Żydów nie groziła kara śmierci. Myślę, że ważnym faktem jest też to, że Wiera Gran była Żydówką, a środowiska żydowskie po wojnie starały się oczyścić swoje szeregi z ludzi, na których padł choć cień podejrzeń. I fakt, że potem wyjechała do Izraela, czy weszła w tamten pejzaż emocjonalny, wojenny po raz kolejny miał ogromne znaczenie. Sytuacja wojny w dużych miastach Polski była zupełnie inna, w związku z tym uczucia towarzyszące ocenom były o wiele bardziej dramatyczne i wszystko to działo się w innej temperaturze.

Książka "Oskarżona: Wiera Gran" Agaty Tuszyńskiej wydana przez Wydawnictwo Literackie od tego tygodnia dostępna jest w księgarniach.

DOSTĘP PREMIUM