Busy wciąż niebezpieczne. 29 pasażerów zamiast 18 - wyniki kontroli po tragedii na Mazowszu

Niczego się nie nauczyliśmy - pokazują wyniki kontroli przewoźników osób tuż po tragicznym wypadku na Mazowszu. We wtorek w okolicach Grójca przeładowany bus zderzył się czołowo z ciężarówką, zginęło 18 pasażerów volkswagena, który powinien przewozić maksymalnie sześć osób. Kontrole ostatnich dwóch dni pokazują, że takich wypadków codziennie może być więcej.

- Podczas kontroli zatrzymaliśmy bus, który mógł przewozić 18 osób, przewoził 29 - to przykład z Dolnego Śląska. Jak mówi Alvin Gajadhur, rzecznik głównego inspektora transportu drogowego, problemem jest przede wszystkim przyzwolenie pasażerów na takie praktyki. - W dzień po tragicznym wypadku zatrzymaliśmy w województwie lubuskim pojazd marki Lublin. Funkcje foteli spełniały w nim drewniane ławeczki nie przytwierdzone do ziemi i nie posiadające pasów bezpieczeństwa. Do tego na podłodze przewożone były niebezpieczne substancje, beczki z paliwem i piły łańcuchowe - mówi Gajadhur.

Oprócz przeładowania problemem jest także prędkość - dla przykładu na trasie Warszawa-Lublin część rozkładów jazdy busów głosiła, że czas przejazdu to dwie i pół godziny. - Sprawdziliśmy to - mówi Gajadhur. - Przejechaliśmy tą trasę za przepisowo jadącym busem i nie ma możliwości, by czas był krótszy niż trzy godziny. Po naszej interwencji większość firm zmieniła rozkłady, jedna nie odpowiedziała na nasze pismo.

Podczas kontroli często pasażerowie przeładowanych busów tłumaczą, że jadą na ślub, lub pogrzeb i jest to prywatna podróż - to uniemożliwia interwencję inspektorom. Prawo nie pozwala także kontrolować im pojazdów zarejestrowanych na mniej niż dziewięć osób. Ten problem rozwiązują przeprowadzając jednoczesne kontrole z policją. Jednak dopóki sami pasażerowie nie będą żądać bezpiecznego transportu, nie ma co liczyć na prędką zmianę.

DOSTĘP PREMIUM