"To nie zapowiedź zwrotu, a stwierdzenie faktu". Krzemiński w TOK FM o słowach Merkel

- Odbieram wypowiedź pani kanclerz nie jako zwrot, tylko jako stwierdzenie, że pewien model, który wydawał się atrakcyjny jeszcze 10 lat temu, nie jest aktualny - mówił w Komentarzach TOK FM Adam Krzemiński z tygodnika "Polityka" komentując niedzielne słowa Angeli Merkel nt. imigrantów. - Jest problem: co robić z czterema milionami muzułmanów, którzy mają z kolei problem z integracją? Nie mówiąc już o asymilacji - dodał.

- Imigrantów trzeba wspierać, ale i od nich wymagać, czego w ostatnich latach brakowało. W Niemczech społeczeństwo "multi-kulti" zupełnie się nie sprawdziło - ogłosiła niemiecka kanclerz . Media odczytały te słowa jako zapowiedź zwrotu w łagodnej dotąd polityce berlińskiego rządu wobec cudzoziemców, których w 80-milionowych Niemczech mieszka dziś (oficjalnie) ponad 7 milionów, z czego ok. 4 mln to muzułmanie.

Adam Krzemiński z tygodnika "Polityka" komentując w audycji Anny Laszuk wczorajsze wystąpienie Merkel, stwierdził, że słowa kanclerz Niemiec to element trwającej od wielu lat dyskusji. Merkel podczas wystąpienia na zjeździe chadeckiej młodzieżówki mówiła m.in. o potrzebie stawiania wymagań imigrantom. Zaznaczyła, że tego w ostatnich latach brakowało w polityce Niemiec wobec przyjezdnych.

- 3 października, a więc w dwudziestą rocznicę formalnego zjednoczenia Niemiec, mieliśmy sensacyjną wypowiedź prezydenta - opowiadał Krzemiński. - Christian Wulff mówił wtedy nie tylko o ruchach obywatelskich, ale też o tym, że islam stał się częścią tożsamości niemieckiej. To jest kompletnie rewolucyjne stwierdzenie. Zresztą w 2006 roku również inny chadecki minister mówił, że islam stał się częścią Niemiec. Jest to więc debata, która się ciągnie od lat. Wypowiedź pani kanclerz odbieram nie jako zwrot, tylko jako stwierdzenie, że pewien model, który wydawał się atrakcyjny jeszcze 10 lat temu - że mogą powstać równoległe środowiska, że to będzie bardzo piękne - nie jest już aktualny. Jest problem: co robić z czterema milionami muzułmanów, którzy mają z kolei problem integracją? Nie mówiąc już o asymilacji - dodał dziennikarz.

Odreagowanie kompleksu mniejszości? "Nieprawda"

- A może imigranci nie chcą się zintegrować? - dopytywała swojego gościa w Komentarzach TOK FM Anna Laszuk. - Część nie chce, część chce - odpowiedział Krzemiński. - Mamy dwa różne zjawiska: jedno, że bardziej zamożna i wykształcona grupa muzułmanów, zwłaszcza Turków, dość łatwo się integruje. Z drugiej strony są przykłady, że integracja się nie udaje. Mamy na przykład getta w wielkich miastach, takich jak Berlin. Są całe klasy, w których 90 proc. to młodzież turecka, która nie chce się uczyć. Są klasy, w których mówi się po turecku, a nauczyciele nie rozumieją i są poddani agresji. Również niemieccy uczniowie są zastraszani oraz uczniowie tureccy, którzy chcą się uczyć. Nauczyciele nie bardzo wiedzą, jak na to reagować. Wciąż panuje stare przeświadczenie, że to odreagowanie kompleksu, a także niesprawiedliwego traktowania tej mniejszości przez większość. A to nieprawda. Ta młodzież, która terroryzuje, nigdy nie była w mniejszości. Oni są w zamkniętych grupach, w których są większością. Z kolei rzeczywistość niemiecka ich nie obchodzi, nie próbują się do niej dostosować, bo wiedzą, że nie mają szans awansu - twierdził dziennikarz "Polityki".

Nie pieniądze, lecz edukacja

- Deportacja w ogóle nie wchodzi w rachubę - uważa Krzemiński. - Zwłaszcza w takim kraju jak Niemcy, gdzie piętno i stygmat deportacji Żydów wciąż są obecne. To jest raczej kwestia innego traktowania. Zdyscyplinowania tych, którzy nie chcą się integrować poprzez obcinanie świadczeń socjalnych. Pojawia się też pytanie, czy nie zmuszać również uczniów z rodzin muzułmańskich, żeby uczestniczyli w gimnastyce, w wycieczkach szkolnych. Żeby dziewczynki chodziły na basen. Czyli poprzez wprowadzanie bardziej restrykcyjnego systemu, który zmuszałby do integrowanie z niemiecką większością - dodał.

Zaznaczył, że są modele, które niekoniecznie wiążą się z bezpośrednim przyznawaniem gotówki w ramach pomocy. - Część świadczeń może być wypłacana nie w euro, tylko w kwitach na lekcje niemieckiego. Czyli: nie pieniądze, ale lekcje, na które trzeba chodzić. Pewne podporządkowanie się regułom gry większościowego społeczeństwa jest akceptowane w tym momencie nie tylko przez chadecję, ale też przez socjaldemokrację - podsumował Krzemiński.

DOSTĘP PREMIUM