Sanatorium dziecięce jak hotel. "Podpici goście weselni wracają z imprezy"

Słynne dziecięce sanatorium dziecięce w Rabce (Śląskie Centrum Rehabilitacyjno-Uzdrowiskowe im. dr. Adama Szebesty), które podlega pod Śląski Urząd Marszałkowski, zamienia się w hotel. Na razie tylko dla wybranych, bo oficjalnej informacji o tym, że można tam wynająć pokój na próżno szukać także w Internecie.

Jak ustaliły TOK FM i "Gazeta Wyborcza", na urlop z rodziną wybrali się tam wicemarszałek województwa śląskiego Mariusz Kleszczewski, dyrektorka Wydziału Zdrowia Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego i przedstawiciel wojewody śląskiego zasiadający w radzie społecznej szpitala. A w miniony weekend... kilkudziesięcioosobowa grupa gości weselnych, jak nieoficjalnie wiadomo - znajomych wicedyrektor ds. medycznych w tejże placówce.

Dotychczas z noclegów korzystali rodzice dzieci, które leczą się w ośrodku. - Ale ostatnio dzieją się dziwne rzeczy - alarmują pracownicy ośrodka. Podpici goście weselni wracali nad ranem z imprezy. - Czegoś podobnego w naszym ośrodku jeszcze nie było! Zajęli całe piętro i kawałek drugiego. To była dosyć spora grupa - mówi osoba, która pracuje w sanatorium. Jak informuje, pielęgniarki miały przygotowywać pokoje i zajmować się rozlokowaniem klientów.

Okazuje się, że z wynajęciem pokoi w sanatorium dla weselników nie ma problemu. Wystarczy dodzwonić się do dyrekcji placówki, a potem napisać prośbę na piśmie: - Będę mieć wesele w Rabce i chciałam gdzieś zakwaterować gości - mówię. - 45 złotych od osoby, ile pokoi ? - pyta dyrektor ośrodka Jan Pyka. Na moje wątpliwości odpowiada, że wszystko dzieje się zgodnie z prawem.

Jego słowa potwierdza szefowa rady społecznej szpitala Lucyna Ekkert. - Ten zakład, w ramach działalności gospodarczej, może prowadzić działalność hotelarską. Zawsze taką prowadził. Faktury są odpowiednio opisywane i prowadzona jest cała gospodarka finansowa w oparciu o konkretne przepisy - zapewnia Ekkert. Pracownicy ośrodka przekonują, że w Rabce wiadomo jedynie o działalności zdrowotnej. - I jeszcze z tego tytułu jest jakaś ulga - mówią.

- Szkoda psuć wizerunek szpitala - komentuje Mariusz Kleszczewski, wicemarszałek województwa śląskiego, któremu podlega ośrodek w Rabce. Zapewnia, że nikt nie łamie prawa. Wyjaśnia, że szpital przede wszystkim leczy dzieci. Problem w tym, że dzieci jest tam coraz mniej. - Województwa obcięły o 70 procent swoje kontrakty - tłumaczy wicemarszałek.

Dlatego w planach jest leczenie dorosłych pacjentów. A na razie w pustych pokojach "hulaj dusza, piekła nie ma" . I nikomu nie przeszkadza, że obok śpią dzieci, bo - jak słyszymy - wszystko jest zgodne z prawem.

DOSTĘP PREMIUM