Raport MAK. Zemke o naciskach: Za samolot jednoosobowo odpowiada kapitan

- To jest jeden z kategorycznych wniosków, pilot nie powinien się pytać. Powinien zameldować, że samolot jest zdatny do lotu i do momentu wyjścia z samolotu, za wszystko powinien jednoosobowo odpowiadać kapitan samolotu - mówił w Poranku Radia TOK FM Janusz Zemke, eurodeputowany SLD.

- Chciałem zwrócić uwagę na fakt, że ta katastrofa jest dość podoba do katastrofy CASY - też w procedurze podchodzenia, też w fatalnych warunkach pogodowych, też tam na pokładzie byli wysocy dowódcy, itp. - zauważył Janusz Zemke. - I co się dzieje w takiej sytuacji, że załoga się gubi? Ja mogę tylko liczyć na to, że będą wdrażane jakieś rygorystyczne zasady, jeśli chodzi o szkolenie, jeśli chodzi o procedury. Może nawet czasem lepiej wstrzymać czasowo loty, dopóki się nie zapewni bezpieczeństwa, bo w krótkim czasie mieliśmy dwie straszliwie katastrofy - podkreślał eurodeputowany SLD.

Piloci 36. Pułku mówili o tym, że VIP-y już wcześniej wywierały presję na pilotów. - Naciski były stałym elementem i piloci się nie opierali? - pytała swojego gościa Janina Paradowska. - Ja miałem kilka sytuacji ryzykownych, np. w momencie, kiedy mieliśmy startować na lotnisku w Bagdadzie, był ostrzał moździerzowy i kapitan pytał się mnie jako wiceministra, co robić. Ja odpowiadałem w takiej sytuacji: Ddowódcą jest tutaj pan, moja rola zaczyna się w gmachu MON - mówił Zemke.

- Dowódca powinien pytać ministra? - dopytywała Janina Paradowska. - To jest właśnie jeden z tych kategorycznych wniosków. Nie powinien się pytać - odpowiedział gość TOK FM. I tłumaczył: - Powinien dowódca zameldować, że jest samolot zdalny do lotu, natomiast za resztę, do momentu wyjścia z samolotu, jednoznacznie i jednoosobowo odpowiada kapitan samolotu.

"Błyskawiczne awanse jedną z przyczyn zachowania dowódców"

- Strasznie dużo zmian nastąpiło w ostatnich latach. Pięć lat temu, kiedy odchodziłem z Ministerstwa Obrony Narodowej, w 36. Pułku służyło ponad stu pilotów. Kilkanaście miesięcy temu było ich sześćdziesięciu kilku - mówił Janusz Zemke. - To oznacza, że w ciągu kilku lat w tym pułku nastąpiła bardzo głęboka wymiana kadry. Bo to nie oznacza, że zostało sześćdziesięciu kilku doświadczonych pilotów, tylko że iluś przeszło na emeryturę czy do innych firm. Niestety, została zerwana, jeśli chodzi o szkolenie, pewna ciągłość - ubolewał Zemke.

- Permanentnie zmieniano generałów, błyskawicznie awansowali pułkownicy, ta kadra nie rozwijała się w normalnym rytmie. Wiele było awansów na skróty - tłumaczył były wiceminister obrony. - Potem jest tak, że jak ktoś na skróty awansuje z pułkownika do generała w ciągu roku, to jego wdzięczność dla decydenta jest wyjątkowo duża i to jest też pewien psychologiczny podtekst zachowanie się niektórych dowódców - mówił.

DOSTĘP PREMIUM