"Kapitan w samolocie jest pierwszy po Bogu. Nikt nie ma prawa mu nic sugerować"

Raport MAK. - Zwróćmy uwagę, że w raporcie mówi się o sytuacji presji psychicznej, nie - o naciskach - mówił w Radiu TOK FM Michał Setlak, zastępca redaktora naczelnego "Przeglądu Lotniczego". - Nie chodzi tam o jakieś werbalne naciski, np. osoby z pokładu, tylko o sytuacji, jaka panowała na pokładzie - dodał.

Wczoraj MAK ogłosił ostateczne przyczyny katastrofy smoleńskiej. Najważniejsza to lądowanie TU-154 w niesprzyjających warunkach atmosferycznych pod silną presją psychiczną wywieraną na załogę. W tekście raportu znalazła się także informacja o tym, że na dowódcę samolotu Tu-154M była wywierana presja psychiczna, m.in. dlatego, że w kokpicie znajdował się szef Sił Powietrznych. Stwierdzono, że załoga obawiała się negatywnej reakcji głównego pasażera. Cała załoga "znajdowała się w stanie podwyższonego napięcia emocjonalnego i psychologicznego".

"Pierwszy po Bogu. Kapitanowi się nie sugeruje"

- Zwróćmy uwagę, że mówi się o sytuacji presji psychicznej, nie - o naciskach - komentował to stwierdzenie w TOK FM Michał Setlak, zastępca redaktora naczelnego "Przeglądu Lotniczego". - Nie chodzi o jakieś werbalne naciski, np. osoby z pokładu, tylko o sytuacji jaka panowała na pokładzie. Trzeba tu sięgnąć trochę wstecz, do tego, co działo się wcześniej - do pamiętnego lotu do Gruzji. Tam dowódca rządowego samolotu odmówił lotu nad tereny objęte wojną, za co spotkały go zarzuty tchórzostwa, skierowano przeciwko niemu wniosek do prokuratury, była kierowana interpelacja poselska, czyli mnóstwo nieprzyjemności. Kpt. Protasiukowi, który był wtedy na pokładzie samolotu, jak i z prezydentem w Tu-154M, na pewno to zapadło w pamięci - dodał.

Setlak podkreślił, że nie wolno nikomu dyskutować z dowódcą statku powietrznego podczas lotu. - On jest pierwszy po Bogu i nikt nie ma prawa nic mu sugerować. Nawet jeżeli komuś się wydaje, że jak jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, to może rozkazywać każdemu żołnierzowi. To nie jest prawdą. Zwierzchnik to nie znaczy dowódca, a na pokładzie samolotu dowódcą jest dowódca statku powietrznego - kapitan. Niemniej jednak istniało środowisko presji psychicznej - zaznaczył Setlak.

Imperatyw "wykonania zadania". "Mogło dojść do takiej sytuacji"

- Wiadomo, że na pokładzie był bardzo ważny, trudny pasażer. Sam lot był na ważną uroczystość. Do tego dochodziło opóźnienie i kiepska pogoda. W tej sytuacji ciężko się pracuje i może powstać u pilota, szczególnie wojskowego, imperatyw, żeby wykonywać przede wszystkim powierzone mu zadanie - podkreślił redaktor "Przeglądu Lotniczego". - Reszta w takich wypadkach to sprawy drugoplanowe. Może też dojść do sytuacji, że człowiek przestaje zwracać uwagę na to, co powinno być najważniejsze - bezpieczeństwo.

Zdaniem Setlaka piloci wojskowi powinni być gotowi do działania w sytuacjach stresowych. - Jednak musimy pamiętać, że lot bojowy, pod ostrzałem to jest coś innego niż presja społeczna. Trochę inaczej psychologicznie wyglądają te mechanizmy. W locie bojowym człowiek boi się, czy jemu się nic nie stanie, natomiast w sytuacji, jaka była w zeszłym roku, to konsekwencje można przeżywać dużo później.

Umiejętności pilotażu dobre, ale co innego się liczy

- Niewątpliwie nie da się powiedzieć, że przygotowanie pilotów w Polsce jest właściwe i dostateczne. To dużo bardziej wieloaspektowa sprawa - podkreślał Setlak.

- Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że kształcenie pilotów to przede wszystkim kształcenie umiejętności pilotażowych. Nikt nie ma wątpliwości, że polscy piloci mają umiejętności pilotażowe. Natomiast podczas pilotowania samolotu pasażerskiego o wieloosobowej załodze potrzebne jest dużo więcej innych umiejętności. Ważna jest umiejętność radzenia sobie ze stresem, asertywność, współpraca z załogą - podsumował Setlak.

DOSTĘP PREMIUM