Od Serbii po Egipt. 198 narzędzi do pokojowego obalenia reżimu - przewodnik rewolucyjny

Prawie 20 lat temu skromny, amerykański naukowiec napisał poradnik o tym, jak pokojowo obalać dyktatorów i tyranów. Od tej pory z rad Gene'a Sharpa korzystali opozycjoniści od Serbii, przez Ukrainę i Gruzję, aż po Malediwy. Ostatnio Egipcjanie.

"Stawiając na przemoc, ludzie wybierają to pole walki na, którym tyran niemal zawsze ma przewagę" - przekonuje Gene Sharp w swoim flagowym dziele "Od dyktatury po demokrację". I proponuje 198 innych metod walki. Tylko pokojowych.

Waszyngtoński blog Politico nazwał 83-letniego naukowca "najbardziej wpływową osobowością, o której nie słyszałeś". Słyszeli o nim natomiast w Moskwie, Damaszku, Teheranie i Caracas, gdzie polityczni przywódcy z nazwiska odsądzali od czci i wiary. I oskarżali o współpracę z CIA.

Jego poradnik przemycany przez granice i ściągany z internetu wspomagał walczących z reżimami na czterech kontynentach. Został przetłumaczony na 30 języków i można go ściągnąć ze strony Instytutu Alberta Einsteina . Za darmo - stąd permanentne kłopoty finansowe Sharpa. Autor poradnika prosi jedynie, by go wiernie tłumaczyć. Arabskie tłumaczenie zamieściło też na swojej stronie egipskie Bractwo Muzułmańskie.

Studiował Gandhiego, obserwował Solidarność

Sharp uważany jest za ojca naukowych badań nad pokojowymi protestami. Przez dekady studiował nauki Gandhiego i przyglądał się m.in. polskiej Solidarności. "Od dyktatury..." napisał na początku lat 90. dla birmańskiej opozycji. Ale że nie znał aż tak dobrze Birmańczyków i ich junty, spisał bardzo ogólne i uniwersalne zasady. I to jest właśnie siła poradnika, bo można go dostosować do każdych warunków (choć nie zawsze z sukcesem).

Garściami z porad Sharpa czerpali serbscy studenci, którzy przygotowywali się do obalenia Slobodana Miloszevicia. Z fantazją i wyczuciem nowych czasów przełożyli je na praktyczne działanie. Po zwycięstwie postanowili sprofesjonalizować swój ruch Otpor! i zamienili go w CANVAS - centrum, które specjalizuje się w doradzaniu w temacie pokojowych rewolucji na całym świecie.

Byli m.in. na Ukrainie, gdzie szkolili młodzieżową organizacje Pora, a w Gruzji - Kmarę. Ich ślady można znaleźć niemal wszędzie, gdzie rewolucje "nabierały kolorów" - tulipanowego w Kirgizji, cedrowego w Libanie i dżinsowego na Białorusi. Uczyli, jak rozkręcać protesty, unikać inwigilacji oraz konfrontacji i przecierpieć tortury.

Często też - jak ośmieszyć reżim. Coś jak Pomarańczowa Alternatywa w PRL-u. Tina Rosenberg w "Foreign Policy" pisze o "rewolucjach postmodernistycznych". Chodziło im o to, by przekonać szczególnie młodych, że udział w akcjach jest po prostu cool i sexy.

Otpor!-ową pięść dziennikarze wypatrzyli też na kairskim placu Tahrir. Potem wyśledzili kilka osób, które przyznały, że miały kontakt z Serbami. To młodzi Egipcjanie związani byli z Ruchem 6 Kwietnia, który rozkręcał protesty w internecie. Aż na ulice wyszło ponad milion ludzi.

Wyzwanie: skończyć z posłuszeństwem

I choć Gene Sharp z internetem jest na bakier, to on dał teoretyczne podstawy pod ich sukces. Nie jest naiwnym romantykiem ale pragmatykiem. "Wielu ludzi uważa, że pokojowe protesty są słabe i tylko przemoc wojny może usunąć dyktatorów. Egipt to kolejny przykład, że ten mit nie jest prawdziwy" - przekonywał w jednym z wywiadów.

Jego teoria opiera się na założeniu, że przecież siła dyktatury opiera się na ludziach i czerpie z ich posłuszeństwa. Bez ludzi nie może istnieć. Ludzie mogą być posłuszni z przyzwyczajenia, z wygody, ze strachu lub pod wpływem propagandy. Wyzwaniem jest więc to posłuszeństwo wycofać. I reżim się zawali.

Sharp lubi cytować Gandhiego, który przekonywał, że - aby zwyciężyć ludzie - muszą przełamać strach. Miesięcznik "Scientific American" w tym kontekście przytacza wypowiedź Tołstoja, który ponoć spytany, jak to możliwe, że 30 tysięcy Anglików "podbiło" 200 milionów Hindusów, odpowiedział, że "to przecież nie Anglicy ich zniewolili - tylko Hindusi sami się zniewolili".

Sharp przekonuje, że kluczowa jest konsekwencja i planowanie. Potem cała rewolucja wygląda na spontaniczną, ale najpierw trzeba ją bardzo szczegółowo zaplanować - przemyśleć, jakie są słabości reżimu, po jakie instrumenty sięgnąć, jak przyciągnąć ludzi. Wymyślić plany strategiczne i taktyczne. Dokładnie dostosowane do kraju. Potem konsekwentnie, wytrwale realizowane. Bez zgniłych kompromisów. Z zaciśniętym zębami, nawet gdy reżim brutalnie odpowiada.

Czasem przygotowania trwają wiele lat. Czasem nie warto od razu wyprowadzać ludzi na ulice, bo to dla wielu z nich może oznaczać przykre konsekwencje. Może lepiej zacząć od małej akcji i zobaczyć, na jakie poparcie można liczyć. Może nie rzucać od razu radykalnych haseł obalenia dyktatora, tylko jednoczyć ludzi wokół oburzających kwestii społecznych, jak drożejący chleb.

"Może zwykli żołnierze również są nieszczęśliwi"

Sharp opracował listę 198 narzędzi: od bojkotów, przez udawane wybory czy pogrzeby, aż po śpiew. To on odświeżył bojkot seksualny - czyli żony odmawiają seksu mężom, dopóki ten nie spełni ich żądań.

Namawia też, by próbować przeciągnąć na swoja stronę wojsko czy policję: "Może zwykli żołnierze również są nieszczęśliwi i przerażeni". Prof. Janusz Danecki, arabista z Uniwersytetu Warszawskiego potwierdzał w TOK FM, że "rzeczywiście ludzie na placu Tahrir bratali się z żołnierzami. Trochę to nawet wyglądało śmiesznie, kiedy młodzi ludzie podchodzili do żołnierzy, obejmowali ich, całowali, a ci nie wiedzieli, co robić".

I być może najważniejsze: "Trzeba pamiętać, że celem nie jest tylko obalenie obecnej dyktatury, ale wprowadzenie systemu demokratycznego". Sharp apeluje, by nie stracić "czujności rewolucyjnej". By zwycięstwa ludzi nie zagospodarował kolejny dyktator czy junta. Na ten temat też napisał poradnik. I Egipcjanie, już po zwycięstwie, jeszcze raz wyszli na ulice, by przypomnieć wojskowym, którzy tymczasowo przejęli władzę, czyja jest rewolucja. "Obalenie reżimu nie przenosi ludzi w świat utopii. Raczej otwiera drzwi do ciężkiej pracy i długotrwałego wysiłku" - uczula Sharp.

Nie zawsze jednak wychodzi. Jak na przykład na Birmie, Zimbabwe czy na Białorusi. "Dramatyczny przykład Libii pokazuje, że do tanga trzeba dwojga i ta druga strona musi mieć limitowaną determinację do stawiania oporu. Myślę, że decydują jest słabość dyktatury, która stoi naprzeciwko." - mówił w TOK FM współpracownik Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Stanisławski. "Takie metody festiwalowo-hipisujące, oczywiście, działają w sytuacji, gdy odpowiednia ilość kamer telewizyjnych jest na miejscu oraz gdy dyktator boi się śmieszności i zależy mu, żeby pokazać, że jest fajnym gościem. Ale gdy jest zagoniony do kąta i nie ma złudzeń co do swego wizerunku w świecie, to dorysowanie wąsów niewiele zmieni" - podkreślił.

Błędem byłoby też przecenianie roli Sharpa czy serbskiego CANVAS-u. I to błędem obraźliwym dla wielu. Tuż po tym jak w "New York Times'ie" i BBC ukazały się publikację łączące amerykańskiego naukowca z sukcesem na placu Tahrir, w internecie pojawiły się wpisy pełne oburzenia, że Amerykanie znowu próbują przypisać sobie sukces.

To był zryw Egipcjan. I sam Sharp powtarza to podkreśla. Zapewnia, że nigdy z egipskimi protestującymi z Tahrir się nie kontaktował. Trudno też ocenić, jaka była rola szkoleń Otporu. Młodzi działacze z 6 Kwietnia byli tylko częścią rewolty.

Nikt za nikogo nie załatwi rewolucji. Chodzi jednak o to, żeby nie stracić szansy. By ogień niezadowolenia w społeczeństwie nie zgasł. Trzeba go umiejętnie rozniecać.

DOSTĘP PREMIUM