Głodują, zaszywają sobie usta. Nielegalni imigranci w Grecji, "przechowalni" Europy

Nielegalni imigranci z państw wspólnoty są odsyłani do pierwszego kraju Unii, na terenie którego się znaleźli - czyli najczęściej właśnie do Grecji. Staliśmy się "przechowalnią" dla ludzi, których pozostałe państwa europejskie nie chcą gościć u siebie, ale nie mają problemu, by robiła to pogrążona w kryzysie Grecja. - Z Giannisem K. Nakosem, dziennikarzem gazety "Eleuteri Zoni", rozmawia Dionis Sturis.

Nielegalni imigranci w Grecji, "przechowalni" Europy

W centrum Aten trwają obecnie dwa protesty imigrantów. Pod uniwersytetem już od listopada koczują Afgańczycy, którzy domagają się rozpatrzenia ich wniosków o azyl polityczny (Grecja ma bardzo nieskuteczne procedury i niewydolne instytucje, zajmujące się sprawami imigrantów). Część z nich prowadzi strajk głodowy, a niektórzy nawet zaszyli sobie usta. W innym miejscu już od ponad trzydzieści dni grupa 250 imigrantów z północnej Afryki prowadzi strajk głodowy, domagając się od władz, by zalegalizowały ich pobyt .

Kim są protestujący? Głodujący mężczyźni mieszkają w Grecji od wielu lat, w większości na Krecie. Pracują nielegalnie przy zbiorach owoców, na budowach, lub jako rzemieślnicy. Greckie władze już kilkakrotnie obiecywały im rejestrację w urzędach pracy i objęcie ubezpieczeniem, co równałoby się zalegalizowaniu pobytu. Skorzystać miały na tym także dzieci imigrantów, które po osiągnięciu pełnoletności, często są deportowane do kraju rodziców, mimo że wychowywały się w Grecji. Żadne z zapowiedzi rządu nie zostały jednak dotychczas zrealizowane.

Ich stan pogarsza się z dnia na dzień

25 stycznia imigranci, podzieleni na dwie grupy, opuścili Kretę i rozpoczęli strajk. 250 osób głoduje w Atenach, 50 w Salonikach. Pomagają im członkowie komitetu solidarności, w skład którego wchodzą studenci, anarchiści, członkowie organizacji lewicowych i greckich związków zawodowych, a także lekarze, którzy opiekują się głodującymi.

Imigranci są na skraju wyczerpania, a ich stan pogarsza się z każdym dniem - alarmują lekarze. W szpitalach w Atenach i Salonikach hospitalizowano już ponad stu mężczyzn. Powodem było skrajne osłabienie po głodówce oraz ostra niewydolność nerek, która pojawiła się, gdy zaostrzyli protest i przestali pić wodę.

Pozostali, pomimo osłabienia i znacznej utraty wagi, kontynuują protest. Kilka dni temu odrzucili propozycję greckiego rządu, który wezwał głodujących do natychmiastowego zakończenia protestu i udania się do szpitali w zamian za ponowne rozpatrzenie możliwości zalegalizowania pobytu imigrantów w Grecji. Strajkujący oświadczyli, że nie zamierzają negocjować i nie ustąpią, dopóki cała grupa nie otrzyma dokumentów, których się domaga. Wcześniej rząd premiera Giorgosa Papandreou nie zabierał głosu w sprawie strajku i ani razu nie spotkał się z głodującymi mężczyznami.

Co dalej? "Władze ignorowały problem''

Z dziennikarzem z Aten rozmawia Dionis Sturis:

Jeden z Afgańczyków prowadzących protest powiedział mi, że greckie władze zazwyczaj nie działają "same z siebie", że reformy są wynikiem nieustannej presji.

Problem nielegalnej imigracji narastał w Grecji przez lata, ale był skutecznie ignorowany zarówno przez kolejne władze, jak i społeczeństwo. Obecny rząd prezentuje dość arogancki stosunek do tej kwestii, a zmiana tej polityki nastąpi dopiero wówczas, gdy wydarzy się jakaś ludzka tragedia.

Ten mężczyzna świetnie rozumie specyfikę działania naszych polityków. Premier Papndreou i jego gabinet - wbrew obietnicom - nie realizują idei rządu otwartego. Takiego, który respektowałby wyrażaną na różne sposoby wolę obywateli. To nie dotyczy zresztą wyłącznie problemu imigrantów. Rząd postępuje podobnie, realizując swoją politykę ekonomiczną i wdrażając bolesne reformy, bez oglądania się na liczne protesty, strajki i demonstracje. Jasno prezentowana opinia społeczna jest zupełnie pomijana.

Ale wyzwań, jakie niesie za sobą wielki napływ nielegalnych imigrantów do Grecji nie da się ignorować w nieskończoność. Przez granicę Grecji z Turcją dostaje się obecnie na teren Unii Europejskiej największa liczba imigrantów z różnych krajów i kontynentów. Choć Grecja często nie jest dla nich celem ostatecznym, procedury obowiązujące w Unii uniemożliwiają im dalszą podróż. W dziesięciomilionowym kraju jest już pół miliona imigrantów.

Grecja na własne życzenie stała się ofiarą nieracjonalnej polityki unijnej. To nasz rząd przecież podpisał traktaty Dublińskie, w myśl których nielegalni imigranci z państw wspólnoty są odsyłani do pierwszego kraju Unii, na terenie którego się znaleźli - czyli najczęściej właśnie do Grecji. Staliśmy się przez to "przechowalnią" dla ludzi, których pozostałe państwa europejskie nie chcą gościć u siebie, ale nie mają problemu, by robiła to pogrążona w kryzysie Grecja. Problem jest zatem europejski i takie też musi być jego rozwiązanie. Nowe prawo powinno zostać tak skonstruowane, żeby koszty radzenia sobie z tym wyzwaniem były podzielone mniej więcej po równo. Wszystkie kraje unijne powinny przyjąć określoną liczbę imigrantów. Grecji należy się pomoc z Brukseli, bo obecna sytuacja przerasta nasze możliwości. Na szczęście niedawno kilka państw dobrowolnie zawiesiło obowiązywanie regulacji Dublin II. Potrzebna jest także skuteczniejsza ochrona granic, w czym od listopada zeszłego roku pomaga Grecji Frontex.

Zarówno rząd premiera Papandreou, jak i greckie media nie przedstawiają imigrantów w zbyt pozytywnym świetle.

Grecja, jak wiadomo, znajduje się w najpoważniejszym od lat kryzysie gospodarczym. Ludzie są zmęczeni i przygnębieni bolesnymi reformami rządu. To dosyć naturalny mechanizm, że grupa wyznacza kogoś na kozła ofiarnego. Poniekąd to właśnie stało się z imigrantami. Z wielu względów to ich właśnie jest najłatwiej obarczyć winą za nasze problemy. A ich obecność w Grecji, ich demonstracje i próby dochodzenia jakichkolwiek praw można z łatwością uznać za problem najważniejszy, który generuje niemal wszystkie pozostałe. To sprawdzony mechanizm, który jednak nie jest prawdziwy. A prawda jest taka, że trudności, jakich doświadcza Grecja z powodu nadmiernego napływu imigrantów, to wynik złego prawa europejskiego. Przyzwolenie zaś greckiego rządu na fałszywe skierowanie społecznego gniewu w stronę imigrantów to igranie z ogniem.

DOSTĘP PREMIUM