Polska prezydencja UE za 100 dni. "Uczmy się na błędach Węgrów"

- Z prezydencją czeską były kłopoty, z węgierską też są problemy. Do trzech razy sztuka. Oby Polakom się udało - powiedział prof. Bogdan Góralczyk, politolog z Centrum Europejskiego UW na antenie radia TOK FM.

- My, państwa środkowo-europejskie mamy duże apetyty, prężymy się. A, znając naszą historię, tak naprawdę o naszej sytuacji decyduje geopolityka i układ sił międzynarodowych. Dlatego powinniśmy wynieść z węgierskiej prezydencji pewne nauki dla siebie - powiedział w programie OFF Czarek prof. Bogdan Góralczyk.

Lekcja pierwsza: wyjść z własnego podwórka

- Na okres naszej prezydencji przypadają wybory parlamentarne i zapowiada się wyjątkowo ostra walka polityczna. Nie powinniśmy skupiać się na sprawach wewnętrznych. Musimy patrzeć wprzód. Inaczej Europa nas nie zrozumie - powiedział gość Cezarego Łasiczki.

- Węgrzy zajęli się budowaniem polityki historycznej. Scena wewnętrzna przysłoniła im scenę zewnętrzną. Przez pierwsze dwa miesiące zamiast o prezydencji węgierskiej mówiło się wyłącznie o ustawie medialnej, a teraz o nowej konstytucji. Także Czechy podczas swojej prezydencji w 2009 roku przechodziły kryzys rządowy. Kraj był w zasadzie bez władzy w tym czasie. A jednak kalendarz wyborczy nie może spowodować, by kontrola nad wydarzeniami prezydencji wymknęła nam się z rąk.

Lekcja druga: nie dać się zepchnąć na margines

- Jeżeli będziemy od początku bierni, grozi nam to, co Węgrom: marginalizacja. Wypadniemy z głównego nurtu. Unia Europejska to jest grupa skupiona wokół pewnych wartości i jeżeli te wartości gdziekolwiek są naruszane - czy w Egipcie, czy w Libii, czy w Somalii - to uważam, że powinniśmy być bardziej aktywni od Węgrów i zaznaczać swoje stanowisko. To nie znaczy, że mamy tam interweniować, czy wysyłać swoje wojska - powiedział prof. Góralczyk, przypominając ostatni błąd Viktora Orbana. Premiera Węgier zabrakło w Paryżu na kluczowej konferencji dotyczącej Libii, więc jego rolę przejęła Catherine Ashton.

- Zgadzam się z komentarzem Pawła Świebody w Gazecie Wyborczej, że polskie ministerstwo spraw zagranicznych powinno stać się ministerstwem globalnym, a przynajmniej ogólnoeuropejskim na czas prezydencji. Powinniśmy być przygotowani na to, żeby mieć coś do powiedzenia. Naprawdę mamy potencjał, tylko potrzeba szybkiego reagowania. Jeśli raz wypadniemy, to te struktury europejskie po prostu przechwycą inicjatywę i nie będziemy mieli nic do gadania.

Lekcja trzecia: działać z Europą środkowo - wschodnią

- Powinniśmy zaznaczać środkowo-europejską obecność. W Brukseli państwa Grupy Wyszehradzkiej ściśle współpracują w dziedzinie energetyki i partnerstwa wschodniego. To należy podtrzymać - powiedział prof. Góralczyk. Zapytany o zadania, jakie odziedziczymy po Węgrach, wymienił jako najważniejsze przyłączenie Chorwacji. Wspierana gorąco przez Węgry przystąpi do UE prawdopodobnie już w drugiej połowie 2010 roku.

Prof. Góralczyk martwił się napiętym programem prezydencji: - Jak obserwuję, w Budapeszcie dzień w dzień są imprezy międzynarodowe, spotkania ministerialne. To jest ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Mam nadzieję, że zdajemy sobie sprawę z tego, jak bogaty to jest kalendarz. Oby Polakom się udało i oby nikt nie powiedział, że nie umiemy się zorganizować.

DOSTĘP PREMIUM