Białoruś: Polski student już na wolności

Zatrzymany w Mińsku student Uniwersytetu Gdańskiego Krzysztof Kirdzik jest już na wolności. Milicja wypuściła go po ośmiu godzinach. Chłopak mówi, że na komisariacie zabrano mu telefon i dokumenty, i mimo, że milicjanci wiedzieli, że jest obywatelem UE nie pozwolili mu kontaktować się z konsulem.

W areszcie pozostało pięciu aresztowanych razem z Kirdziukiem Białorusinów. Nie są jedyni, od rana trwają tam bowiem masowe aresztowania. Zatrzymania mają związek z planowanymi na dziś nielegalnymi obchodami rocznicy utworzenia Białoruskiej Republiki Ludowej.

"Do mieszkania"

Krzysztof Kirdzik pojechał na Białoruś w związku z obchodami Dnia Wolności. Studiuje slawistykę, ma 24 lata. Ok. godz. 11.30 wysłał do swojej dziewczyny Sandry sms. - Pisał, że ktoś łomocze do drzwi, i być może go aresztują - relacjonuje dziewczyna - Później przyszedł kolejny sms, że do mieszkania wpadł OMON, trwa przeszukanie i jest bardzo nerwowo. - Krzysztof próbował się skontaktować, bo mam dziwną wiadomość na poczcie głosowej. Słychać hałas i pokrzykiwanie w języku białoruskim - mówi dziewczyna.

Zakazane święto

Co roku, w zakazane przez Łukaszenkę święto, opozycja urządza demonstracje. Tym razem większość liderów partii opozycyjnych siedzi w więzieniu. Mimo to reżim obawia się niepokojów społecznych. Od rana zatrzymywani są młodzi ludzie. Milicja i KGB zabrała dziś nad ranem z domu kilka osób, w tym polskiego studenta.

Na godz. 18 zapowiadane są dwie demonstracje. Jedną organizuje Młody Front na placu Jakuba Kołasa. O tej samej porze ma odbyć się również składanie kwiatów pod pomnikiem Janka Kupały, białoruskiego poety. Oba miejsca odległe są od siebie o kilka kilometrów.

Nikt nie potrafił nam racjonalnie wytłumaczyć, skąd wziął się pomysł zorganizowania równocześnie dwóch demonstracji opozycji w jednym czasie o tej samej porze w dwóch różnych miejscach.

DOSTĘP PREMIUM